Strona główna Publicystyka Teorie Anarchosyndykalizm - teoria na dziś

Dwadzieścia cztery miesiące u władzy

Mijają dwa lata odkąd Platforma Obywatelska zdobyła władzę. Gdyby wnioskować z większości publikowanych w mediach sondaży i komentarzy, formacja ta w dalszym ciągu jest popierana przez zdecydowaną większość społeczeństwa.

Historia czarnego kota

O co chodzi z tym czarnym kotem? - pytają nas ludzie obserwujący czarno-czerwone flagi Inicjatywy Pracowniczej z umieszczonym na nich prężącym grzbiet najeżonym kocurem (a dokładniej jego kuzynem z rodziny kotowatych – żbikiem).

Alma Market wprowadza cenzurę w TVP

4 stycznia na antenie TVP Lublin miał ukazać się reportaż o naruszaniu praw pracowniczych i przepisów sanitarnych w lubelskim dyskoncie spożywczym Alma. Ostatecznie nie ukazał się, bo telewizja wystraszyła się groźby

Hipermarkety – kryzys, którego nie ma

W wielkich sieciach handlowych 80 proc. zatrudnionych to kobiety. Wystarczy wejść do pierwszego lepszego supermarketu i zobaczyć – pracownice są widoczne na wszystkich „odcinkach pracy”: na kasach, na poszczególnych działach, w punkcie obsługi

Czy w Polsce mamy kryzys?

Wiele wskazuje na to, że sytuacja gospodarcza i społeczna w Polsce gwałtownie się pogarsza. Prasa i różnego typu instytucje publikują coraz to nowe dane wykazujące, że kryzys obejmuje całe branże gospodarki.

Solidarność z biedaszybami

Wyroki więzienia dla kopaczy, w tym byłych górników z Wałbrzyskiego Zagłębia Węgla Kamiennego hańbą Rzeczypospolitej Polskiej. Żądamy natychmiastowej amnestii dla górników z biedaszybów w rejonie Wałbrzycha i Nowej Rudy.

http://ozzip.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/473610platforma.jpg http://ozzip.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/192519flafa.jpg http://ozzip.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/255281alma.gif http://ozzip.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/922414hiper.jpg http://ozzip.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/403964kryz.jpg http://ozzip.pl/components/com_gk2_photoslide/images/thumbm/441395biedasz_m.jpg
Anarchosyndykalizm - teoria na dziś
niedziela, 02 czerwca 2002 13:52
Indywidualistyczne rojenia intelektualistów czy jednorazowe akty odwagi w walce "bombą i rewolwerem" przeciw funkcjonariuszom państwa stanowią zapewne jakiś fragment dziejów myśli romantycznej, ale ich skuteczność w zmienianiu świata była zawsze niemal zerowa. Jałowe spory w kawiarniach, będące dziś tak charakterystycznym przejawem działalności anarchistów, mają swoją genezę właśnie w ultra-indywidualistycznych teoriach i polemikach o charakterze filozoficznym i przyciągają młodych inteligentów, niezdolnych do rzeczywistego działania. Rozwój organizacyjny i technologiczny państwa spowodował, iż aktywność terrorystyczna przeciw jego instytucjom jest obecnie bezsensowna - dysproporcja między możliwościami scentralizowanych struktur bezpieczeństwa a dużymi nawet grupami obywateli stale się pogłębia na niekorzyść tych ostatnich. Zarówno "gęganie" inteligencji jak i taktyka terroru indywidualnego stanowią zresztą ślepy zaułek także i z tego względu, iż nawiązują do fałszywej wiary w "nowy lepszy świat" według wzorca zatomizowanego społeczeństwa kreatywnych jednostek. A przecież człowiek jest istotą społeczną. Istnieje wiele dziedzin życia, w których każdy z nas może realizować się jedynie współdziałając z innymi osobami takich jak gospodarka, seks. Fetyszyzacja indywidualizmu przez współczesnych przyznających się do anarchizmu inteligentów stoi wyraźnie w sprzeczności z rzeczywistością społeczną i z tradycjami tego nurtu, którego chociażby inna nazwa "komunizm wolnościowy" świadczy, iż chodziło o uzyskanie wolności osobistej w ramach wspólnoty. A wspólnotowość zawsze jakoś tam ogranicza prawa jednostki. Kierunkiem, który wyszedł poza sferę spekulacji filozoficznych i aktywnie włączył się w zmienianie niesprawiedliwości świata jest anarchosyndykalizm. W słowie tym mamy połączenie indywidualizmu ze świadomością istnienia kolektywnej działalności w rozmaitych sferach życia. Takie przekonanie oznacza de facto, że nie wystarczy zanegować istnienia wszelkich instytucji państwa - trzeba jeszcze zastąpić własną formą działalności te z nich, które spełniały pożyteczne funkcje. Państwo jest złem, ale nie złem absolutnym - inaczej nie mogło by przetrwać tak długo. Ma ono też zdolność do przekształcania się w zależności od sytuacji, nie tracąc jednak zasadniczych negatywnych cech takich jak centralizm.

Położenie

Współczesne państwo kapitalistyczne różni się zdecydowanie od centralistycznych struktur z czasów np. starożytnego Egiptu - i to na korzyść. Można nawet zaryzykować tezę, iż cały proces historyczny stanowi to w gruncie rzeczy przekształcanie się struktur państwa z typowej instytucji siłowej do form bardziej demokratycznych. Naszym zadaniem jest przyspieszenie tego procesu, aby istniejący stan rzeczy jak najszybciej zastąpić nowym porządkiem. Nie we wszystkich dziedzinach życia postęp upodmiotowienia ludzi następuje w tym samym tempie. O ile w sferze praw społecznych i politycznych jednostki nacisk oddolny ludzi przynosi coraz większe efekty - to wyraźny regres zauważyć można w większości spraw związanych z pracą człowieka i podziałem dochodu z jej tytułu. Współcześnie dominująca kultura liberalna w tych kwestiach pozostaje równie archaiczna jak to było pięćdziesiąt czy sto lat temu. Niektóre zjawiska takie jak np. postępująca koncentracja kapitału i własności w rękach nielicznej grupy bogaczy świadczą wręcz o narastającej degeneracji systemu. Dzieje się tak w chwili, gdy rozwój wytwórczości i postęp technologiczny pozwalają - może po raz pierwszy w historii ludzkości - na zaspokojenie wszystkich podstawowych potrzeb życiowych. A jednak świat pozostaje wciąż w okowach niedostatku i nędzy, wyzysku i braku perspektyw dla większej części ludności. Anarchosyndykalizm powstał jako przejaw ruchu robotniczego w ubiegłym stuleciu i od początku widział drogę do wolności człowieka w wyzwoleniu pracy z kajdan wyzysku. Dotyczyło to nie tylko eksploatacji ze strony państwa, ale też prywatnych osób posiadających środki produkcji. Przedsiębiorcy prywatni i państwowi aparatczycy są zresztą ze sobą zawsze powiązani siecią mniej lub bardziej widocznych wspólnych interesów. Prawa polityczne w świecie nędzy są tylko obłudnym kamuflażem systemu, którego beneficjanci dobrze wiedzą, iż dopóki kontrolują gospodarkę, władza należy do nich. Działalność polityczna służy z kolei głównie osiąganiu wpływów w gospodarce i wyciąganiu z niej maksimum profitów, a także eliminowaniu innych uczestników tzw. wolnej gry rynkowej i neutralizowaniu świata pracy. Koło się więc zamyka. Na czym polega istota wyzysku człowieka pracy w systemie kapitalistycznym? Warto przypomnieć to sobie, szczególnie dziś, gdy w tej części Europy nie w pełni przeminął ukształtowany w czasach realsocjalizmu mit "dobrego kapitalizmu" z całą jego naiwną wiarą, iż dobry pracodawca doceni starania załogi i niczym dobrotliwy ojczulek podzieli się zyskiem sprawiedliwie...Ta quasi religijna koncepcja nijak się ma do rzeczywistości, ale tęsknota za "dobrym szefem" pozostaje...

Podstawowym mechanizmem eksploatacji człowieka jest instytucja pracy najemnej. Akceptowana przez wszystkie systemy prawne i przeważającą część opinii publicznej stanowi ona zalegalizowaną formę okradania pracownika przez właściciela firmy. Powodami dla których korzystanie z jej efektów stanowi grabież są: wypłacanie tylko części wartości pracy jej wykonawcy, skupienie decyzji co do podziału zysku w ręku pracodawcy oraz brak dobrowolności umowy. Pracownik najemny dostaje zawsze jedynie część wypracowanej przez siebie kwoty jako zapłatę i ubezpieczenie. Resztę, zazwyczaj wielokrotność tej sumy, zatrzymuje legalnie pracodawca jako swoisty haracz za tzw. stworzenie miejsca pracy i własny wkład najczęściej określany jako organizacyjny. To kolejne kłamstwa kapitalizmu. W rzeczywistości miejsce pracy stworzył mu bowiem klient czyli konsument danej usługi lub wytworu, który gotowy jest za nią zapłacić. W tym rozumieniu wszyscy jesteśmy nawzajem swoimi pracodawcami. Szef firmy przy uważnym przyjrzeniu się jego roli okaże się zaledwie pośrednikiem, nieproporcjonalnie wysoko opłacanym. W ramach tego pośredniczenia wykonuje on wprawdzie funkcje organizacyjne, ale nie w takim stopniu, aby dawało mu to jakiekolwiek prawo do samodzielnego decydowania o podziale zysku. O tym, iż bossowie zgarniają lwią część zysku łatwo przekonać się można podziwiając ich luksusowe limuzyny, urocze rezydencje i zapasione pyski. Powszechnie pokutującym mitem, akceptowanym też przez liberałów nazywających siebie z nieznanych mi przyczyn wolnościowcami jest rzekoma dobrowolność u mowy o pracę. Fakt, iż pracownik zgadza się na wykonanie konkretnej pracy za znaną mu z góry stawkę, nie znaczy jeszcze, iż był to swobodny wybór. Myślenie takie dowodzi braku wyobraźni i świadczy, iż dla niektórych ludzi przymus musi się wyrażać w postaci policjanta z pałką w ręku, inaczej nie uwierzą oni w jego istnienie. Jaka bowiem jest alternatywa? Oczywiście można szukać oferty zgodnej z własną wyceną pracy i... umrzeć z głodu.

W systemie kapitalistycznym, w którym normalną cechą ustroju jest nadwyżka siły roboczej wobec podaży miejsc zatrudnienia, pracownik jest na słabszej pozycji. Wyzyskiwany wcześniej, a więc posiadający ograniczone oszczędności musi w końcu nagiąć się do określonej sytuacji na rynku pracy. Nie ma tu mowy o partnerstwie z pracodawcą czy autentycznej dobrowolności. Myśląc w ten sposób, należałoby założyć, iż każdy udający się do jednostki wojskowej poborowy, czyni tak z nieprzymuszonej woli skoro wcześniej podpisał odbiór biletu. A przecież decyduje strach pr zed karą - notabene roczne więzienie jest groźbą o wiele mniejszą niż zagłodzenie własnego potomstwa... Istnieje jeszcze jeden powód dla którego pracownik zawsze będzie stroną wyraźnie poszkodowaną w systemie wolnorynkowym. Konkurencja - cecha konstytutywna ustroju kapitalistycznego, wymusza bezwzględność nawet na tych przedstawicielach burżuazji, którzy wychodząc z przesłanek moralnych czy religijnych pragnęliby lepiej traktować zależnych od siebie podwładnych. Groźba wypadnięcia z rynku, towarzysząca olbrzymiej części podmiotów gospodarczych niemal nieustannie, zmusza do minimalizacji kosztów za wszelką cenę. Ten kto lekceważy ów nakaz kapitalistycznej ekonomii, już wkrótce sam może znalezć się po drugiej stronie konfliktu klasowego. A oszczędzanie na pracy ludzkiej - za wyjątkiem grupy wysokokwalifikowanych specjalistów, których z kolei kokietuje się i podkupuje sobie nawzajem - to w zasadzie jedyna możliwość dyscyplinowania budżetu przy obłąkańczym wyścigu technologicznym i olbrzy mich kosztach walki o klienta. Z tego właśnie powodu szef firmy chętniej zgodzi się przepłacać usługi agencji reklamowej lub serwisu technicznego dla urządzeń niż podwyższyć pobory sprzątaczkom. Zresztą nawet zmieniając boazerię w biurze inwestuje on tak naprawdę w siebie... Warto zauważyć też, iż możni tego świata - będący sami konsumentami, ale nie pracownikami - z lubością przyjmują liberalną gospodarkę z jej fetyszyzowaniem praw klienta i pogardą dla pracownika. Skoro więc uznać można, iż praca najemna stanowi zalegalizowaną grabież, to zdrowy rozsądek każe uznawać wszelkie teoretyczne i praktyczne przesłanki pokoju społecznego za stan chorobowy. Konflikt między światem pracy i kapitalistami jest permanentny, niezależnie od tego czy akurat znajduje się w fazie eskalacji czy też egzystuje bardziej podskórnie. Sami jego bohaterowie często nie zdają sobie z niego wystarczająco sprawy, sądząc, iż zatargi i strajki dotyczą konkretnych spraw i osób. Walka klas jest jednak rzeczywistości ą, niezależnie od haseł pod jakimi w tym właśnie momencie występują pracownicy i burżuazja.

Mit solidaryzmu społecznego - o tym, iż wszyscy jako rodacy, katolicy czy po prostu ludzie jesteśmy takimi samymi członkami społeczności ogólnej o podobnych prawach i obowiązkach - lansowany natrętnie przez media, służy elicie systemu. Owo braterstwo, tak chętnie deklarowane w kościołach i na mównicach, pryska jak mydlana bańka w świecie, gdzie decyduje pieniądz. Zresztą ci, którzy zatrudniają nas jako robotników czy niższych urzędników nie po to stawiają sobie z naszej pracy luksusowe rezydencje i zatrudniają stada ochraniarzy, aby bratać się z pospólstwem. Celem walki klas, poza uzyskiwaniem kolejnych sukcesów w walce o warunki pracy i lepszą płace powinno być całkowite obalenie kapitalistycznego systemu gospodarczego. Co w zamian? Niewątpliwie zniesienie pracy najemnej nastąpić może tylko poprzez przekazanie pracownikom pełnych praw do zarządzania i dysponowania zyskiem swojej firmy, a więc tak naprawdę prawa własności. Marksistowskie złudzenia części lewicy co do istoty państwa, doprowadziły w wieku dwudziestym do nieudanego eksperymentu zwanego socjalizmem realnym, w ramach którego po obaleniu kapitału prywatnego i zniesieniu wolnego rynku, wyznaczono system centralistyczny do reprezentowania ludu w procesach gospodarczych. Państwowi biurokraci zastąpili kapitalistów w decydowaniu i podziale dochodu i działając nominalnie w imieniu klasy pracującej szybko zamienili się w odrębną nomenklaturę urzędniczą, wyobcowaną od reszty społeczeństwa. Sprawdziły się obiekcje anarchistów wobec machiny państwowej jako struktury będącej wrogiem ludu. Klasa biurokratyczna realsocjalizmu z charakterystyczną dla pośredników zachłannością zaczęła ściągać olbrzymi haracz za swoje usługi. Zawiodło centralne planowanie gospodarką, monopol państwa błyskawicznie przeskoczył granice gospodarki i wtargnął w życie prywatne obywateli. Polityczna nadbudowa w postaci jednej partii politycznej okazał a się łatwa do zdegenerowania i nie spełniająca aspiracji ludzi. Zmonopolizowanie funkcji politycznych, społecznych i gospodarczych w jednym ręku doprowadziło do niespotykanej ekspansji państwa, wzrostu jego agresji wobec społeczeństwa - a jednocześnie do bezładu funkcjonowania w kluczowych dla ludu dziedzinach, przede wszystkim w gospodarce. Zbrodniczość państwa nie zmalała, szybko wrócił konflikt klas. Centralizm zawiódł. Po upadku realsocjalizmu państwo wróciło do swojej klasycznej formy w systemie wolnorynkowym. Pozornie zachowuje się ono neutralność w walce klas, zmuszając obie strony do ustępstw - burżuazja musiała zaaprobować progresywny system podatkowy, a więc zgodzić się na finansowanie części usług dla klas niższych, pracownicy zaś zablokowani są w walce o zmianę ustroju przez prawo i bezpiekę. Ta redystrybucyjna funkcja aparatu państwowego stanowi zresztą część wspólną solidarystycznej koncepcji społeczeństwa. Nie da się ukryć, iż interwencja państwa wyrównuje nieco różnic e klasowe w takich dziedzinach jak np. edukacja. Ale przyglądając się uważnie działaniu aparatu i jego funkcjonariuszy, nietrudno dostrzec, po której stronie znajdują się ich sympatie. Biurokracja jest zausznikiem kapitału tworząc i wykonując prawo w sposób pozwalający omijać opodatkowanie właśnie przedsiębiorcom, dofinansowując z pieniędzy publicznych prywatne firmy pod pozorem np. tworzenia miejsc pracy, przeciwdziałając siłą radykalnym protestom pracowniczym. Charakterystyczna dla wpływowych urzędników podatność na korupcję czyni ich sojusznikiem tych, którzy mają pieniądze. Istnieje też bezpośrednia więz personalna między biznesem i biurokracja centralną - aby zrobić karierę polityczną trzeba posiadać znaczne zasoby pieniężne na kampanię propagandową, własne lub otrzymane w zamian za przyszłe "usługi" i odwrotnie - nie sposób zbić fortuny bez przychylności urzędników. Symbioza tych dwóch światów jest ścisła, także za sprawą upychania rozmaitych krewniaków na ciepłych posadkach. W chwili obecnej na całym świecie widać wyraznie tendencje do wycofywania się państwa z funkcji społecznie użytecznych takich jak opieka socjalna czy edukacja, bez redukowania resortów siłowych i administracji centralnej. Ukazuje to w pełni preferencje jakie aparatczycy państwowi mają w konflikcie klasowym. świadomość szkodliwości działania władzy centralnej skłania wiele osób podających się za anarchistów do dostrzegania w niej głównego, a nawet jedynego przeciwnika. Ta z gruntu fałszywa teza nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Siłą idei anarchistycznej od początku było dostrzeganie powiązań między obiema grupami wpływów, ale w żadnym razie nie negacja konieczności walki z kapitałem prywatnym.



 
Reklama