Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Poznański Volkswagen i kryzys w branży motoryzacyjnej

  • Dział: Gospodarka
W ostatnim czasie poważne problemy przeżywają fabryki Volkswagena w Poznaniu. O trudnościach pisała poznańska prasa już jesienią ubiegłego roku. Wówczas dyrekcja zapewniała, że sytuacja nie jest groźna, a firmie nie grożą masowe zwolnienia. Z początkiem 2009 roku stało się jasne, że kryzys poważnie wstrząsnął przedsiębiorstwem. Dyrekcja wraz z oficjalnie działającym na jego terenie związkiem zawodowym NSZZ Solidarność, stara się zapewnić względną stabilizację i zatrudnienie dla podstawowej części zatrudnionej załogi – pracownicy agencyjni zostali już „wyrzuceni za burtę”, a w kolejce do zwolnień oczekują zatrudnieni na czas określony.

W 2006 roku pracownicy agencyjni liczyli ok. 1500 osób na ponad 6500 osób zatrudnionych na terenie poznańskich fabryk. W 2007 roku z jednej strony zapotrzebowanie na siłę roboczą wzrosło, a z drugiej odnotowano odpływ pracowników tymczasowych. Wówczas zrezygnowało z tej formy zatrudnienia kilkaset osób. Firma borykała się z brakiem rąk do pracy, ale równolegle zatrudnienie przekroczyło 6900 osób.

System zatrudniania poprzez agencję pracy tymczasowej opierał się na trzech, powiązanych ze sobą, firmach, z których najważniejszą jest Work Service. Pracownicy byli „przerzucani” między te firmy i w ten sposób omijano ograniczenia wynikające z ustawy, zabraniające, aby agencja pracy tymczasowej u jednego pracodawcy użytkownika (w tym przypadku w Volkswagenie) zatrudniała pracownika dłużej niż rok.

Pod wpływem masowego porzucania pracy przez pracowników tymczasowych w 2007 roku, firma zdecydowała się na to, aby pracownicy agencyjni mogli łatwiej uzyskiwać zatrudnienie bezpośrednio w koncernie. Dodatkowo wprowadzano podwyżki. Zaproponowano, że za niedziele nadgodziny płatne będą 200% stawki (zamiast 100%), wypłacono jednorazową premię (przed Świętami Bożego Narodzenia w 2007 r.) w wysokości połowy wynagrodzenia miesięcznego, wreszcie do podstawy wynagrodzenia wliczono tzw. wyrównania inflacyjne. Dodatkowo w trybie podwyżek indywidualnych mistrzowie mieli możliwość podniesienia pensji wybranym pracownikom o 90-180 zł brutto zarówno w 2007 jak i 2008 roku.

Obecnie pracownicy produkcyjni w Volkswagenie zarabiają średnio 1600-1700 złotych na rękę plus, co trzy miesiące, dodatkową premię w wysokości netto ok. 250 zł. Zarobki pracowników bezpośrednio produkcyjnych w niemieckim koncernie kształtują się zatem na poziomie średniej krajowej tej grupy zatrudnionych w polskim przemyśle motoryzacyjnym (2600 brutto w 2007 roku -  średnia ogólna wynosi ponad 3600 zł brutto). Jednocześnie warunki pracy w Volkswagenie są miejscami bardzo uciążliwe, pomimo tego nie uznaje się ich za szkodliwe nawet na odlewni, spawalni czy lakierni. Jak twierdzą pracownicy, latem, w upały, temperatura na hali potrafi dojść do 40 stopni Celsjusza. Bywało, że majstrowie i liderzy zabierali pracownikom termometry. Masowo w tym czasie zdarzały się omdlenia i często wzywano karetki pogotowia. Problemem są też wypadki przy pracy. W 2006 roku miało ich być szczególnie dużo i starano sobie z temu zaradzić. Sposoby obniżenia statystyki były często brutalne. Kiedy np. 40-letni pracownik „przespawał” sobie rękę na wylot. Majster przekonał go, żeby nie zgłaszał wypadku, ale po powrocie do pracy ze zwolnienia lekarskiego, rozwiązano z nim umowę.

Wracając do zatrudniania pracowników agencyjnych. Jeszcze wczesną jesienią 2008 roku dyrekcja twierdziła, że tymczasowo zatrudnieni to ok. 900 osób. Dziś, jak donoszą pracownicy Volkswagena, większość z nich już nie pracuje. Tragiczną sytuację zakładów dyrekcja stara się ukryć. Na przełomie stycznia i lutego 2009 roku miał miejsce kilkudniowy przestój w produkcji. Dyrekcja oficjalnie poinformowała prasę, że wysłano pracowników na zaległe urlopy. Nie jest to cała prawda. Część z nich musiała skorzystać z urlopów za 2009 rok. Następny postój jest planowany pomiędzy 23-27 lutego. Za zgodą związków zawodowych (ściślej NZSS Solidarność) dyrekcja ma zamiar utrzymać miejsca pracy stałej załogi, bez zmiany im wysokości wynagrodzenia. Volkswagen przyznaje, że aby osiągnąć ten cel muszą odejść nie tylko pracownicy agencyjni, ale także kilkuset zatrudnionych na czas określony. Koncern zawiera z pracownikami najpierw umowę na okres jednego roku, potem na okres pięciu lat, a trzecią na czas nieokreślony. Pracę w Volkswagenie zazwyczaj poprzedza praca 2-3 letnia w agencji pracy tymczasowej. Trudno ocenić skalę możliwych zwolnień, ale wraz z pracownikami tymczasowymi osiągnie ona prawdopodobnie nie mniej niż 2000 osób.

Cechą charakterystyczną zatrudnionych w Volkswagenie jest to, iż ok. 2/3 z nich stanowią pracownicy dojeżdżający do Volkswagena z innym niż Poznań miejscowości, odległych nawet o 50 do 70 km (miesięcznie pracownicy ci wydają od 150 do 200 złotych płacąc za dojazdy). Dodatkowo ok. 1/3 załogi Volkswagena to pracownicy młodzi, często nie przekraczający 30 roku życia.

W koncernie działa tylko jeden związek (NSZZ Solidarność). W 2006 roku miał on liczyć blisko 4000 członków, ale w wyniku akcji podjętej jesienią 2006 roku przez Inicjatywę Pracowniczą, Solidarność zaczęła być krytykowana. Część pracowników wypisała się ze związku. Obecnie jej działacze twierdzą, że aby nie doszło do masowych zwolnień pracownicy muszą się zgodzić na wstrzymanie produkcji, „kryjąc” ten czas urlopem lub innym, nie zawsze zgodnym z prawem, sposobem. Firma zatem kosztem pracowników minimalizuje straty. Tymczasem, jak poinformowali nas pracownicy Volkswagena, ludzie są przerażeni sytuacją, niedoinformowani i ciągle szantażowani utratą pracy.

Jarosław Urbański