Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Trwa przedwyborczy festiwal populizmu

  • Dział: Polityka

mam_prawo_wiedzieZ powodu mojej wieloletniej działalności w organizacjach pozarządowych jestem w Chojnicach rozpoznawalny. Można uznać, że lokalnie jestem osobą publiczną. Zapewne dlatego zaproponowano mi kandydowanie do chojnickiej Rady Miejskiej oraz do Rady Powiatu. Świadomy swoich praw i obowiązków wynikających z bycia obywatelem demokratycznego państwa z pełną odpowiedzialnością odmówiłem.

 

 

Być może postąpię inaczej za cztery lata. Być może zdecyduję się na kandydowanie, jeżeli w ciągu tych lat uda mi się dostrzec takie możliwości dokonywania zmian w przestrzeni społecznej poprzez udział w samorządzie, jakich nie daje działalność w organizacji pozarządowej. Póki co oddziaływanie na otoczenie poprzez aktywność w "trzecim sektorze" jawi mi się jako równie sprawcze, ale zdecydowanie uczciwsze. Nie wymaga bowiem ubiegania się o poparcie wyborców, przez co pozwala być w pełni niezależnym w wyrażaniu sądów i konsekwentnym w realizowaniu nawet najbardziej niepopularnych celów.

Cóż, dążenie do władzy opiera się na głośnym artykułowaniu populistycznych haseł. Ich twórcy i głosiciele chcą być fajni, nowocześni, dobrzy. Albo raczej chcą być postrzegani jako tacy. Za przykład z chojnickiego podwórka niech posłuży patetyczna nazwa jednego z lokalnych komitetów, która brzmi "Razem dla Powiatu". Zawiera ona aż dwie pozytywne wartości: RAZEM - czyli wspólnie, kolektywnie, w zgodzie; oraz DLA POWIATU - czyli dla nas wszystkich, dla dobra wspólnego, rozwojowo, pro publico bono. Generalnie super! Ale trzeba być indolentem w kwestiach politycznych i obyczajowych, by dać się na podobne techniki nabrać. Nazwa tego komitetu - podobnie jak nazwy innych, oparte na podobnych sloganach - pozostaje tylko atrakcyjnym hasłem, wytrychem do umysłów wyborców. Czytając program wspomnianego komitetu oraz programy pozostałych przedwyborczych tworów nasuwa się smutny wniosek, że oto trwa w najlepsze przedwyborczy festiwal populizmu!

Jestem przekonany, że co najmniej połowa kandydatów do Rad (miejskich, gminnych, powiatowych) pcha się do nich z powodu atrakcyjnych diet. Połowa z drugiej połowy - po wpływy i dla zaspokojenia ambicji. Są też i tacy naiwniacy, których ktoś namówił do kandydowania wmawiając im wielką wartość społeczną i nieprzeciętny potencjał, lecz tak naprawdę posłużyć mają oni jako zapchajdziury na listach tego czy owego komitetu. Optymistycznie zakładając jakaś jedna czwarta kandydujących chce coś konstruktywnego zrobić korzystając z funkcji radnego jako ze skutecznego narzędzia, które może służyć realizacji użytecznych społecznie celów. Ale i wśród tych są tacy, którzy oprócz dobrej woli niewiele wnoszą do Rad. Nie mają pomysłów, nie mają wizji, nie mają wiedzy nt. funkcjonowania samorządu i działalności publicznej. Zatem ogólnie bieda. Na cóż nam nieudolni lub niewłaściwie zmotywowani do sprawowania władzy radni, których aktywność sprowadza się do głosowania tak, jak nakaże lider? Po co nam reprezentanci bez własnych przemyśleń, nie podejmujący próby dyskusji na aktualne tematy, bez pomysłów na rozwój, bez konsekwentnie bronionych zasad (a nawet - śmiem ubolewać - bez idei, choć to ryzykowne postulować, aby radni kierowali się ideami, a nie zasadami ekonomii tudzież poprawnością polityczną). Po co nam w Radach pionki, których jedyną realną funkcją jest symulowanie dobrej kondycji demokracji, samorządności i społeczeństwa obywatelskiego?

Niestety, tak właśnie postrzegam funkcjonowanie samorządów lokalnych w Polsce. Przyczyny takiego stanu rzeczy upatruję w mizernej kondycji naszego społeczeństwa, które w kraju nad Wisłą jest mało obywatelskie i mało aktywne. Od lat powtarza się u nas ten sam smutny scenariusz: przed wyborami wszelkiej maści politycy wznoszą sztandary upstrzone pięknymi hasłami i wykrzykują do gawiedzi najbardziej pożądane deklaracje i obietnice. Wyborcy nabierają się na populistyczne zagrywki i na ogół dokonują wyboru najbarwniejszych papug i najzwinniejszych małp. Zaś potem nie dzieje się nic. Aż do następnych wyborów.

Nasze apatyczne, zmęczone społeczeństwo w żaden zorganizowany sposób nie monitoruje poczynań ludzi, których wybiera, aby pracowali dla dobra wspólnego. Na ogół nie ma także ambicji wtrącać się do poczynań swoich reprezentantów i partycypować w sprawowaniu władzy. W dniu wyborów oddajemy swój los w ręce garstki osób i zapominamy o byciu obywatelami. Tymczasem demokrację - rozumianą właśnie jako nieustającą permanentną partycypację społeczeństwa w sprawowaniu władzy i podejmowaniu decyzji - możemy budować wszyscy razem i każdy z osobna na co dzień. Patrząc władzy na ręce i konsekwentnie monitorując jej działania. Możemy uczestniczyć w pracach komisji, w obradach poszczególnych Rad. Możemy postulować, wnioskować, oczekiwać wyjaśnień, krytykować, żądać. Możemy też protestować na ulicy i pikietować. I nie dam się przekonać, że moim największym obywatelskim obowiązkiem i przywilejem jest pójście do urny raz na cztery lata. Nie, szanowne panie i szanowni panowie, tak nie jest. Z demokracji należy korzystać na co dzień, nie tylko w czas wyborów. Aktywna, roszczeniowa postawa wobec władzy leży w interesie nas wszystkich.

Więc zanim postanowię ubiegać się o zaufanie i głosy wyborców i startować do jakiejkolwiek Rady, chcę przez najbliższe co najmniej cztery lata przyczynić się (w miarę swych możliwości) do zwiększenia dynamiki interakcji pomiędzy radnymi, urzędnikami i społeczeństwem. Do czego namawiam także wszystkich, którzy doczytali ten tekst do końca. Razem dla powiatu! Uwierz w zmiany! WPROWADZAJ ZMIANY!!!

Radosław Sawicki

Działacz ekologicznych związanych także z Inicjatywą Pracowniczą, inicjator szeregu protestów polskich pracowników w Irlandii. Obecnie mieszka i działa w Chojnicach.

Podobne artykuły