Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Ciąża w czasach prekariatu

  • Dział: Społeczeństwo
"Kapitalizm zależy także od pracy domowej" - grafika feministyczna z 1983 r. "Kapitalizm zależy także od pracy domowej" - grafika feministyczna z 1983 r.

Kilka tygodni temu księgowy mojego zleceniodawcy zażartował przez telefon „No to teraz musi Pani pracować pełną parą”. W tym niewinnym żarcie kryło się celne zalecenie dla mnie i wszystkich innych prekariuszek na śmieciówkach, które zaszły w ciążę: jeśli spodziewasz się dziecka i pracujesz na umowach cywilno-prawnych oraz masz prawo do zasiłku macierzyńskiego (czy w ogóle masz – o tym poniżej), będzie on liczony tylko od jednej umowy zlecenia. Zatem pracuj ile wlezie w ramach tego zlecenia przed porodem, bo od tego zależy za ile będziesz ty i twój berbeć żyła przez kolejny rok. Wskazówka zgoła sprzeczna z tym, co rekomendują lekarze i położne (wypoczynek, a przede wszystkim unikanie stresu), ale cóż, dobrostan człowieka sobie, a ekonomia wyzysku (kobiet) sobie... Ta ekonomia to także setki tysięcy kobiet pracujących na śmieciówkach, często podejmujących kilka umów zlecenie i o dzieło w ciągu miesiąca, żeby jakoś „uszyć” miesięczny budżet. Tak jak ja.

Ale zacznijmy od początku: W czerwcu zeszłego roku okazało się, że jestem w ciąży. Nie była ona planowana, jednak zdecydowaliśmy się, że w sumie to ok – nowy etap w życiu. Wśród wielu różnych pytań przyszło do mnie także to, za co będę żyć po urodzeniu dziecka, skoro nie będę w stanie pracować zarobkowo. Odpowiedź nie była oczywista, ponieważ pracuję na śmieciówkach – umowach zlecenie lub o dzieło. Przygotowuję i prowadzę szkolenia i warsztaty (zlecenia), piszę artykuły (dzieło), czasami realizuję badania społeczne (zlecenia, dzieło).

W ciągu miesiąca uzbiera się z tego kwota, za którą da się jako-tako żyć, choć bynajmniej taki rodzaj pracy to nie „eldorado”. Spełniam, a przede wszystkim doświadczam większości definicyjnych cech prekariatu[1]:

•niepewności zatrudnienia, wynikającej z braku długoterminowych umów o pracę i ochrony przed utratą zatrudnienia;

•braku lub ograniczonej możliwości korzystania z uprawnień i świadczeń pracowniczych, w tym także o charakterze niefinansowym (np. urlopu chorobowego, ubezpieczenia zdrowotnego, refundowanego przez pracodawcę kosztu dojazdu do miejsca pracy), które zazwyczaj są dostępne lub mają szersy zakres w przypadku stałych pracowników pracujących na umowach o pracę i w pełnym wymiarze czasu pracy;

•niepewności i niestabilności warunków pracy. Obszar ten obejmuje zmienne i nieprzewidywalne godziny pracy, zmienny zakres obowiązków do wykonania przez pracownika / pracownicę, nieprzewidywalną wysokość dochodów, niepewność otrzymania wynagrodzenia, nie znaną długość trwania zatrudnienia; 

•braku lub ograniczonej możliwości przynależności i działania w związkach zawodowych.

Wszystkie te elementy potęgują się i nabierają nowego wymiaru dla kobiety-prekariuszki, która spodziewa się dziecka. Pojawiają się pytania – czy zleceniodawca będzie chciał kontynuować współpracę, po tym, jak się dowie, że jetem w ciąży? Czy pod pretekstem nie zerwie obecnej umowy, pozbawiając mnie prawa do zasiłku (a warto dodać, że zasiłek macierzyński przysługuje tylko tym prekariuszkom, które posiadają aktualne zatrudnienie w dniu porodu, podczas gdy w przypadku kobiet zatrudnionych na podstawie umowy o pracę nawet gdy umowa została zawarta na czas określony i formalnie kończy się przed dniem rozwiązania, pracodawca nie może zwolnić kobiety po upływie trzeciego miesiąca ciąży)? Gdzie będę pracować po powrocie do pracy – przecież nie będzie na mnie czekać „moje” stanowisko pracy, bo w przypadku umów zlecenie po prostu nie ma takiego pojęcia? I kluczowe pytanie – za co będę żyć w czasie, kiedy będę zajmować się dzieckiem? I tylko temu wątkowi chciałam poświęcić niniejszy tekst.

Otóż okazuje się, że nasze ustawodawstwo w następujący sposób „otacza opieką” matki na śmieciówkach:

•Zasiłek macierzyński przysługuje Ci tylko wtedy, tylko w składanym zleceniodawcy co miesiąc oświadczeniu z danymi osobowymi zaznaczałaś, że decydujesz się na dobrowolne ubezpieczenie chorobowe. To ono jest podstawą do wyliczenia i wypłacenia zasiłku macierzyńskiego (pierwsze 20. tygodni), następnie rodzicielskiego (kolejne 32. tygodni) na podstawie Twoich dochodów z ostatnich 12 miesięcy przed porodem (lub krótszego okresu, jeśli przepracowałaś na danym zleceniu mniejszą ilość miesięcy, jednak nie krócej niż 90 dni). Tylko jaka jest świadomość tej regulacji wśród kobiet? Ile z nas wie, jakie konsekwencje pociąga za sobą zgłoszenie / nie zgłoszenie się do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego, które stanowi relatywnie niewielką część wynagrodzenia brutto (2,45 proc. kwoty brutto na umowie).

•Jeśli nie zgłosiłaś się do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego prawdopodobnie przysługuje Ci tzw. kosiniakowe, czyli rodzaj socjalnego zasiłku macierzyńskiego w „powalającej” kwocie 1000 złotych przez okres 12 miesięcy od urodzenia dziecka. Dla zobrazowania wielkości tej kwoty – pieluszki jednorazowe ze „średniej półki” miesięcznie kosztują około 120–140 złotych , prywatna wizyta u ortopedy dziecięcego – od 120zł do 300 zł. A przecież ten zasiłek ma zabezpieczyć wszelkie potrzeby zarówno dziecka, jak i matki.

•Jeśli zgłosiłaś się do dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego zasiłek macierzyński przysługuje Ci tylko z tytułu jednej umowy zlecenia.

Co to w praktyce znaczy dla ciężarnych prekariuszek, które w ciągu miesiąca wykonują po kilka zleceń dla różnych zleceniodawców? Oznacza to, że chociażbyś nawet pracowała na 10 różnych umów zlecenie, każda po 1000 złotych i zarabiałabyś miesięcznie 10 000 złotych, to zasiłek macierzyński liczy Ci się tylko od jeden z nich (czyli jest wyliczany z kwoty 1000 złotych).

A jak to było u mnie? Dzięki edukacji wewnątrzzwiązkowej (dziękuję za poradnik „Umowa o pracę - kiedy masz do niej prawo i dlaczego jest dla Ciebie lepsza od umów cywilnoprawnych”) wiedziałam, że chcę opłacać dobrowolną składkę chorobową. Tylko dzięki temu i mojej wiedzy o prawach pracowniczych przysługuje mi dziś zasiłek macierzyński. Nie zmienia to jednak faktu, że mogłam go odprowadzać tylko od jednej umowy zlecenie. Jednocześnie musiałam zrezygnować z innych przychodów, które nie liczyły mi się do wyliczenia zasiłku. Dziś nie wiem, czy potencjalni zleceniodawcy po mojej kilkukrotnej odmowie podjęcia się pracy kiedykolwiek jeszcze zadzwonią do mnie.

Dodatkowo, ponieważ moje wynagrodzenie było zależne od ilości faktycznie przepracowanych godzin – powinnam pracować jak najwięcej i jak najciężej, żeby wypracować jak największą kwotę zasiłku. Tylko jak tu pracować „pełną parą”, skoro przez część I trymestru ciąży spałam po 13 godzin dziennie (jak spałam - męczyło mnie poczucie winy, że nie wyrabiam normy, a jak nie spałam, to podpierałam się nosem). Albo jak wyrabiać założoną liczbę godzin, jeśli w III trymestrze trudno mi było z powodu dosłownej ociężałości ciała i częstości oddawania moczu dobrze poprowadzić szkolenie. Do dziś zastanawiam się, na ile to przyczyniło się do mojego przedwczesnego porodu, pomiędzy jednym a drugim dniem prowadzonego szkolenia.

W wyniku tej historii moja świadomość feministyczna wzbogaciła się o nowe doświadczenie. Mam niezbite przeświadczenie, że dla rządzących ustalających „reguły gry” hasło opieki nad kobietami i ich dziećmi to jedynie wyświechtany slogan. Przypadek systemowego wykluczenia kobiet pracujących na kilku śmieciówkach jednocześnie to tylko jeden z wielu aspektów tego mechanizmu, maskowanego kulturą dżentelmenów szanujących kobiety. Tymczasem ja – i mam wrażenie, że nie jestem w tym odosobniona – zamiast ustępowania mi miejsca w autobusie czy zapewnień ministra, jak to podziwia kobiety, naprawdę wolałabym te 1000 zł więcej za uczciwie przepracowaną pracę. Tydzień temu dostałam pierwszy zasiłek macierzyński, bo od niedawna opiekuję się nowym małym człowiekiem – przez establishment postrzeganym tylko w kategoriach przyszłej podatniczki, prawdziwej Polki.

Magdalena Chustecka, Komisja Pracujących w Organizacjach Pozarządowych OZZ IP

Przypisy:

[1] - Na podstawie „From precarious work to decent work: outcome document to the workers' symposium on policies and regulations to combat precarious employment”, International Labour Office, Bureau for Workers' Activities (ACTRAV), International Labour Organization, Geneva, 2012 ; Guy Standing, „Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa”, tłum. Paweł Kaczmarski, Mateusz Karolak (Praktyka Teoretyczna), Bloomsbury Academic, 2011 ; Jan Sowa, „Prekariat – proletariat epoki globalizacji”, [w:] J. Sokołowska (red.), Robotnicy opuszczają miejsca pracy, Łódź 2010