Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Związki zawodowe i demokracja społeczna

  • Dział: Strategie związkowe
Strajk pracowników sektora logistyki we Włoszech zorganizowany przez SI COBAS Strajk pracowników sektora logistyki we Włoszech zorganizowany przez SI COBAS

Artykuł ukazał się w nr 01/107 miesięcznika Le Monde Diplomatique - edycja polska (przedruk za zgodą redakcji).

 

Romans kapitalizmu z demokracją to fenomen kruchy, świeżej daty i ograniczony geograficznie. Nigdy by do niego zresztą nie doszło, gdyby nie dwa wieki walk społecznych. Demokratyczne aspiracje artykułowały się zawsze wbrew kapitalizmowi, a ich instytucjonalizacja oznaczała nałożenie mu kagańca. Dziś, gdy drogi kapitalizmu i demokracji znowu się rozchodzą ocalenie tej drugiej znowu zależy od społecznego oporu, którego ważnym ośrodkiem pozostają związki zawodowe.

 

Wolność słowa i prawo do krytyki są – przynajmniej w teorii – jedynymi z kluczowych zasad demokracji. Tak się jednak składa, że w obecnej, liberalnej wersji demokracji muszą one (podobnie jak wiele innych fundamentalnych zasad) ustąpić przed prawem korporacji do osiągania zysków i ochrony ich „dobrego imienia”. Ostatnio mogli się o tym przekonać członkowie i członkinie związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza, do którego należę. We wrześniu br., sąd cywilny w Poznaniu zakazał Inicjatywie dystrybucji materiałów informacyjnych i organizowania pikiet, jeżeli wiązałyby się one z „głoszeniem haseł nt. wyzysku i zastraszania pracowników w firmie Aelia Polska” [1] . Związek określił jako „zastraszanie” działania kierownictwa firmy, które – naruszając przepisy Ustawy o związkach zawodowych – zwolniło reprezentantkę komisji zakładowej w sklepach wolnocłowych Aelia na warszawskim lotnisku im. Fryderyka Chopina, a „wyzyskiem” nazwał m.in. konieczność wykonywania pracy na stojąco i brak wypłacania ekwiwalentów za odzież roboczą. Dla sądu ważniejsze jednak okazało się przedstawienie przez pracodawcę zestawienia średnich miesięcznych zarobków, z którego wynikało, że przeciętna płaca w Aelii przekracza dwukrotnie wynagrodzenie minimalne (tak jakby wyzysk sprowadzał się do niskich płac). Efektem było postanowienie mające „zabezpieczyć” roszczenie Aelii o ochronę dóbr osobistych, jednocześnie uciszające krytykę działań dyrekcji, prowadzoną przez związek.


Kuriozalne postanowienie poznańskiego sądu jest ciekawe nie tylko ze względu na bardzo uproszczone postrzeganie zjawiska wyzysku, ale ponieważ pokazuje, że teoretycznie obowiązujące zasady demokratyczne mogą stać w sprzeczności z regułami rządzącymi gospodarką kapitalistyczną. A w konfrontacji między nimi a logika demokratyczna zwykle ustępuje przed interesem kapitału.


W takim kontekście, związki zawodowe stają się organizacjami broniącymi podstawowych zasad demokratycznych. Jest to o tyle ciekawe, że zazwyczaj są one postrzegane jako instytucje, których jedynym zadaniem jest poprawa materialnego bytu pracowników. Jeżeli zestawia się je z pojęciem demokracji, to najczęściej jest to zestawienie polegające na prostym historycznym skojarzeniu: uznaniu kluczowej roli „Solidarności” w procesie przejścia od autorytarnego systemu PRL do demokracji liberalnej III RP. Takie postrzeganie związków zawodowych i demokracji jest bardzo ograniczone, ale i bardzo powszechne. Ruch związkowy (a przynajmniej część tego ruchu) był jednak historycznie i jest współcześnie, siłą, która nadaje demokracji szerszy, społeczny kontekst. Inaczej rzecz ujmując: związki zawodowe mogą być czymś więcej niż tylko zorganizowanymi „grupami interesu”, podobnie jak demokracja może być czymś więcej niż tylko systemem gwarantującym (często pozornie i w ograniczonym zakresie) swobody obywatelskie, prawa człowieka i możliwość wyboru przez społeczeństwo swoich reprezentantów/reprezentantek raz na kilka lat.


Demokracja a demokracja społeczna


Literalnie, demokracja oznacza „rządy ludu”, czyli system, w którym ogół społeczeństwa (narodu) rządzi bezpośrednio lub poprzez wybranych reprezentantów i reprezentantki. Historycznie, „rządy ludu” były jednak bardzo różnie rozumiane w poszczególnych krajach, a sama definicja demokracji także zmieniała się wraz z upływem lat.


Początkowo [2], gdy między XVII a XIX stuleciem walił się system feudalny, demokrację rozumiano jako zniesienie szczególnych przywilejów monarchów i arystokracji oraz dopuszczenie „ludu” do decydowania o polityce państwa. Już wtedy okazało się, że „lud” bynajmniej nie jest tożsamy z całością społeczeństwa. Przykładowo, w uznawanych za „kolebkę demokracji” Stanach Zjednoczonych do połowy lat 60. XX w. obowiązywał pogląd, zgodnie z którym z „ludu” wyłączono m.in. „zniewoloną rasę afrykańską”, której nie przysługiwała zasada ochrony nienaruszalnych praw obywatelskich [3]. W USA segregację rasową zniesiono dopiero w 1964 r., a kolejne trzy lata trzeba było czekać na zniesienie lokalnego ustawodawstwa zakazującego „mieszanych małżeństw” w 18 stanach.


Podobne, choć nie tak długotrwałe, wykluczenia z grona „ludu” dotknęły na całym świecie m.in. kobiety, rdzenną ludność kolonii oraz te grupy społeczne, które do dziś nazywamy ludem czyli biedotę i klasę pracującą. James Madison – jeden z autorów amerykańskiej konstytucji – widział w demokracji przedstawicielskiej sposób na trzymanie biedoty z dala od bezpośredniego udziału w rządzeniu. Przerażała go bowiem wizja, że ci, „którzy nie mają majątku” wykorzystają demokrację do walki o „papierowe pieniądze, o anulowanie długów, o równy podział majątku, czy na rzecz innego niestosownego bądź przewrotnego zamierzenia (…)” [4]. Można więc powiedzieć, że od swojego początku demokracja była jednocześnie procesem emancypacyjnym, wyzwalającym, ale zarazem także praktyką wykluczenia i podporządkowania.


Szereg istotnych zmian – tak w teorii, jak i praktyce demokracji – nastąpił w wieku XIX i XX. Przede wszystkim, pod naporem ruchów społecznych – feministycznych, broniących praw obywatelskich oraz ruchu robotniczego, wykluczona do tej pory z demokracji część ludu wywalczyła zniesienie wielu formalnych ograniczeń i wyłączeń, które sprawiały, że pierwsze systemy demokratyczne były rządami uprzywilejowanej, nielicznej klasy posiadającej (składającej się w całości z białych heteroseksualnych mężczyzn). Po drugie, narastanie tzw. „kwestii socjalnej” (czyli szeregu konfliktów, napięć oraz dysfunkcji społecznych i gospodarczych) i rozwój ruchu robotniczego wymusiły częściowe poszerzenie demokratycznych „praw i wolności” o prawa socjalne.

 W tym punkcie dochodzimy do tej sprawy, która pozwala nam wykreślić granicę pomiędzy „demokracją” („bez przymiotników” lub „liberalną”) a „demokracją społeczną”. Demokracja „bez przymiotników” oznacza w zasadzie wyłącznie dwie rzeczy: (1) formułę rządzenia, czyli zasadę udziału ogółu „ludu” w procesie decyzyjnym oraz (2) gwarancję praw i wolności obywatelskich – rozumianych jako ochrona przed nieuzasadnionym, bezprawnym przymusem i przemocą. Taka demokracja nie ma w sobie aspektu społecznego, nic nie mówi o stosunkach społeczno-gospodarczych, ani o sytuacji materialnej członków demokratycznej wspólnoty. Demokracja rozumiana w ten sposób chroni prawo własności, ale niewiele oferuje tym, którzy tej własności nie mają. Zgodnie z deklaracjami Madisona, kwestie podziału dochodu są z niej wyłączone. W efekcie, sfera gospodarki i zasady redystrybucji funkcjonują wbrew zasadom demokratycznym – nie ma w nich powszechnej równości, nie ma wspólnego procesu decyzyjnego, nie stosuje się do nich zasada „jeden człowiek – jeden głos” (zastępuje ją raczej zasada „jeden dolar – jeden głos”) etc.


W opozycji do demokracji „bezprzypomiotnikowej”, demokracja społeczna – jak wskazuje belgijska politolożka Corinne Gobin [5] – jest systemem zakładającym „korektę schizofrenii” polegającej na zderzeniu „sfery politycznej”, która „deklaruje, że obywatele są wolni i równi” i „sfery gospodarczej”, która „z przygniatającej większości społeczeństwa czyni niewolników dobrej woli pracodawców”. Ta korekta polega w pierwszej kolejności na tworzeniu instytucji „uwolnionych od logiki podporządkowania energii ludzkiej waloryzacji kapitału”, takich jak szkolnictwo, służba zdrowia, transport publiczny itd.


Związki zawodowe – interesy materialne i walka o zmianę społeczną


Część ruchu związkowego bardzo szybko podjęła w swojej działalności kwestie uznania praw „tych bez własności”, którym klasycznie rozumiany system demokratyczny oferował niewiele. Prawa te obejmowały stworzenie materialnych podstaw do udziału klasy pracującej w procesach decydowania, rządzenia i wpływania na system polityczny. Wyraźnie trzeba zaznaczyć, że była to jednak tylko część bardzo szerokiego ruchu, który nigdy nie stanowił monolitu – związki zawodowe historycznie i przestrzennie miały bowiem różne cele, poglądy na społeczeństwo w którym działały/działają oraz priorytety.


Aby zbytnio nie rozwodzić się nad długą i wielowątkową historią ruchu związkowego i różnymi jego typologiami, wystarczy że – za Richardem Hymanem [6] – przywołamy chyba najbardziej klarowny podział związków na 3 główne typy, które pozwolą nam zorientować się w tym, która część tego ruchu łączy się z dążeniem do „uspołeczniania demokracji”. Hyman wyróżnia następujące typy związków zawodowych:

 

  • związki antykapitalistyczne (klasowe) – dążące do „awansu klasowego” [7] pracowników, związane z radykalną socjaldemokracją, syndykalizmem lub komunizmem (przykładem może tu być francuska centrala CGT);
  • związki głoszące solidaryzm klasowy – związki chadeckie, nakierowane na wzmocnienie integracji społecznej (tu z kolei idealnym przykładem jest zarówno polska „Solidarność”, jak i francuska CFDT);
  • związki walczące o pozycję rynkową swoich członków (business unionism) – ich głównym celem jest dbanie o interes ekonomiczny swoich członków, są one nastawione na bieżące, doraźne kwestie i działalność usługową dla swoich członków (przykładem może być amerykańska AFL).


Hyman rozwija tę typologię dalej, wskazując, że związki mogą orientować się albo na klasowy interes pracowników, albo na ich miejsce w społeczeństwie, albo na ich rynkowe położenie. Ponieważ orientacje te nie są nigdy w 100% rozłączne (związki klasowe mogą prowadzić działalność usługową dla swoich członków, a związki chadeckie podejmować kwestie stricte „klasowe”), to – obrazowo rzecz ujmując – związki można usytuować na którymś z ramion trójkąta: „Rynek – Społeczeństwo – Klasa”.


W kontekście rozważań o demokracji społecznej, znaczenie mają w zasadzie wyłącznie związki klasowe. Ich rola w „uspołecznianiu” demokracji polegała w pierwszej kolejności na tym, że poprzez zakończoną sukcesem walkę o skrócenie czasu pracy, podwyżki wynagrodzeń i zasady bezpieczeństwa i higieny pracy dały pracownikom czas i możliwość włączenia się w szerszym zakresie w życie publiczne i spory polityczne [8]. Tutaj ważną rolę odegrały także inicjatywy oświatowe od samego początku obecne w ruchu związkowym.


Drugim ważnym aspektem jest aktywne włączenie się związków klasowych w walkę o uznanie praw i interesów wszystkich grup społecznych w różnym stopniu wykluczonych z procesu demokratycznego. Amerykański, syndykalistyczny związek Industrial Workers of the World – w odróżnieniu od związków „głównego nurtu” takich jak AFL, od zawsze zrzeszał imigrantów i czarnych robotników, bazując na wizji walki klasowej i solidarności ludzi pracy bez względu na pochodzenie czy kolor skóry [9].


Trzecią sferą demokracji społecznej, w której związki klasowe (a w przypadku Francji w latach 60. XX w., także chadeckie CFDT) odegrały fundamentalną rolę, jest rozszerzenie demokratycznej formuły zarządzania na proces produkcyjny, czyli postulat demokracji ekonomicznej. Chodzi przede wszystkim o doświadczenia hiszpańskiej anarchosyndykalistycznej centrali CNT z lat 30. XX w. [10], kiedy to równolegle do trwającej wojny domowej związek ten zainicjował masowy proces kolektywizacji fabryk, firm usługowych oraz rolnictwa, dając rzeszom robotników i chłopów możliwość wspólnego decydowania o procesie produkcyjnym, organizacji pracy, zasadach wynagradzania oraz systemie dystrybucji dóbr i usług.


Wreszcie, trwająca do dziś walka o prawa kobiet zyskiwała wielokrotnie wsparcie od klasowych związków zawodowych. Przywołana już tutaj hiszpańska CNT, ale także niemiecka anarchosyndykalistyczna FAUD włączyły w swoje postulaty i zakres działań kwestie takie jak: prawo do aborcji, edukacja seksualna czy pełne równouprawnienie kobiet. W 1921 r. FAUD deklarowało, że „kwestia seksualna nie jest prywatną sprawą, ale należy do spraw publicznych i programu wszystkich organizacji robotniczych” [11]. Ponad 10 lat później, kobiety zrzeszone w CNT utworzyły Mujeres Libres – organizację zrzeszającą wyłącznie kobiety, prowadzącą szeroko zakrojone działania edukacyjne, propagandowe i szkoleniowe, która aktywnie włączyła się w rozwijanie samorządności pracowniczej.


Związki zawodowe i demokracja społeczna w epoce neoliberalnej kontrrewolucji


Neoliberalizm, który od lat 80. XX w. stał się dominującą doktryną polityczną praktycznie na całej planecie, stawia przed związkami zawodowymi wyzwanie ponownego podjęcia walki o „uspołecznienie demokracji”. Podstawowe zręby myśli neoliberalnej zakładają bowiem zniesienie wszelkich państwowych i społecznych regulacji, które pozwalają na utrzymanie sfer życia społecznego wyłączonych spod zasad rynkowych. Jak wskazuje ekonomista z Uniwersytetu Massachusetts w Bostonie, Arthur MacEwan: „Wyprowadzając jak najszersze obszary aktywności poza sferę polityczną i wznosząc wysokie bariery między sferą ekonomiczną a polityczną – w imię ochrony własności prywatnej – program neoliberalny prowadzi do tego, że demokracja w sferze politycznej ma ograniczone możliwości oddziaływania na sprawy gospodarcze. Być może jest [to] demokracja w sensie powszechnych praw wyborczych i związanych z nim praw politycznego zaangażowania, jednak sfera władzy politycznej, sfera, w której owe prawa wyborcze funkcjonują, nie pokrywa już centralnych aspektów materialnej strony ludzkiego życia” [12].


W kontekście narzucanych powszechnie programów prywatyzacji usług publicznych, ograniczania skali redystrybucji dochodów przez system podatkowy oraz postępującej deregulacji prawa pracy, podstawowym zadaniem związków zawodowych jest włączenie się w walkę przeciwko rozszerzaniu logiki rynkowej na całość życia społecznego. Wymaga to jednak odbudowania klasowego ruchu związkowego – większości głównych central związkowych (tak w Polsce, jak i w Europie) bliżej ostatnio bowiem do koncepcji solidaryzmu klasowego lub wąskich, branżowych grup interesu, niż organizacji działających w interesie całej klasy pracującej. 


Szczęśliwie od kilkunastu lat możemy w Europie zaobserwować stopniowe odradzanie się klasowych związków zawodowych, które łączą walkę klasową z działaniami na rzecz „uspołecznienia demokracji”. W Hiszpanii coraz większe znaczenie zdobywa Powszechna Konfederacja Pracy (CGT), kontynuująca tradycję anarchosyndykalistycznej CNT – w tym także tradycję walki o prawa kobiet, ponieważ jedną z kluczowych kampanii tej centrali związkowej są akcje przeciwko przemocy wobec kobiet, na rzecz powszechnie dostępnej, darmowej aborcji i antykoncepcji oraz na rzecz pełnej równości płci (w tym także w wymiarze działalności związkowej). Na hiszpańskiej „scenie związkowej” coraz silniejsze stają się także związki odwołujące się do lewicowego nacjonalizmu, takie jak andaluzyjski SAT, czy baskijski LAB – pierwszy z nich zyskał międzynarodową „sławę” z powodu często organizowanych akcji wywłaszczania supermarketów (a następnie rozdawania żywności ubogim) oraz okupacji terenów należących do wojska czy hiszpańskiej arystokracji. We Włoszech rozwijają się oddolne związki wywodzące się z ruchu COBAS („oddolnych komitetów” – spontanicznych organizacji zakładowych tworzonych przez pracowników w latach 80. i podejmujących działania radykalniejsze niż główne centrale związkowe), którym udało się na masową skalę zorganizować sektor logistyki (korzystający w przeważającej mierze z niskopłatnej pracy imigrantów) i powiązać walkę o wyższe płace z walką o prawa imigrantów. We Francji rośnie natomiast znaczenie federacji Solidaires, która aktywnie włączyła się w budowanie ruchu alterglobalistycznego, wspiera organizacje feministyczne, walczy z ksenofobiczną propagandą nacjonalistycznego Frontu Narodowego.

 

W Polsce, koncepcję klasowego związku zawodowego, nie ograniczającego się wyłącznie do bieżących kwestii płacowych czy socjalnych staramy się od ponad 10 lat promować w Inicjatywie Pracowniczej. Z wymienionymi wyżej związkami łączy nas zarówno klasowy charakter (nastawienie na konfrontację z kapitałem i państwem zamiast fasadowego „dialogu społecznego”), przyznanie priorytetowej roli obronie sfery publicznej i walce z programami prywatyzacji i komercjalizacji usług publicznych, jak i „wychodzenie poza bramy fabryk” – zaangażowanie w walkę o prawa kobiet, mniejszości seksualnych, imigrantów i imigrantek, wsparcie dla inicjatyw antymilitarystycznych, lokatorskich czy ekologicznych.


Chociaż obecny kryzys gospodarczy w pierwszej kolejności dodaje skrzydeł skrajnej prawicy, to jednak ten niewielki renesans klasowego ruchu związkowego daje nadzieję, że perspektywa „uspołecznienia demokracji" nie jest całkowicie stracona.

 

Jakub Grzegorczyk

 


Przypisy:

[1] Ze szczegółami sprawy można się zapoznać [tutaj]

[2] W tekście ograniczam się do analizy pojęcia demokracji i funkcjonowania tego systemu w czasach nowożytnych.

[3] Zgodnie z wyrokiem amerykańskiego Sądu Najwyższego z 1857 r. w słynnej sprawie Dreda Scotta, która na ponad 100 lat pozbawiła społeczność afro-amerykańską praw obywatelskich.

[4] Cytat z eseju Madisona „Federalist No. 10” (1787) za artykułem Arthura MacEwana „Neoliberalizm a demokracja: władza rynku kontra władza demokratyczna” opublikowanym w zbiorze esejów Neoliberalizm przed trybunałem, pod redakcją Alfredo Saad-Filho i Deborah Johnston, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2009, ss. 271-272.

[5] Corinne Gobin, „Fałszerze Europy socjalnej” w Przemysław Wielgosz  (red.), Koniec Europy jaką znamy, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2013 r., ss. 33-42.

[6] Richard Hyman, Understanding European Trade Unions. Between Market, Class and Society, Sage, Londyn 2001, omówienie na podstawie: Juliusz Gardawski (red.), Polacy pracujący a kryzys fordyzmu, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2009, ss. 424-429.

[7] Awansu rozumianego nie jako indywidualne przejście z jednej klasy społecznej do drugiej, ale raczej jako podniesienie warunków życia całej klasy pracującej.

[8] Por. znakomity opis  wpływu skrócenia czasu pracy do 8 godzin dziennie w II RP autorstwa Władysława Landaua: Władysław Landau, fragment broszury Ośmiogodzinny dzień pracy wydanej przez Instytut Gospodarstwa Społecznego w Warszawie w 1927 r., dostępny na portalu Lewicowo.pl

[9] Rafał Chwedoruk, Syndykalizm rewolucyjny – antyliberalna rewolta XX wieku, Dom Wydawniczy Elipsa, Warszawa 2013, ss. 340-359.

[10] Omówienie doświadczeń CNT z zakresu praktycznej realizacji idei samorządności pracowniczej można znaleźć m.in. w: Gaston Leval, „Tramwaje Barcelony” [w:] Rafał Górski (red.), Anarchosyndykalizm. Strajki, powstania, rewolucje 1892-1990, Federacja Anarchistyczna sekcja Poznań, Poznań-Kraków 2006, ss. 122-129 oraz w Daniel Guérin, „Nurt anarchistyczny rewolucji hiszpańskiej”, Lewą Nogą nr 11/99 oraz Franciszek Ryszka, W kręgu zbiorowych złudzeń. Z dziejów hiszpańskiego anarchizmu 1868-1939, Ośrodek Badań Społecznych, Warszawa 1991.

[11] Dieter Nielsen, „Robotniczy ruch reform seksualnych w Republice Weimarskiej” [w:] Rafał Górski (red.), Anarchosyndykalizm. Strajki, powstania, rewolucje 1892-1990, op. cit. ss. 101-109.

[12] Arthur MacEwan, „Neoliberalizm a demokracja: władza rynku kontra władza demokratyczna” [w:] Alfredo Saad-Filho, Deborah Johnston (red.) Neoliberalizm przed trybunałem, Instytut Wydawniczy Książka i Prasa, Warszawa 2009, ss. 273-274.