Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Głośniej o tej reformie!

  • Dział: Strategie związkowe
Ogólnopolskie Dni Protestu - wrzesień 2013 r. Ogólnopolskie Dni Protestu - wrzesień 2013 r.

Dorota Gardias – przewodnicząca Federacji Związków Zawodowych (trzeciej największej centrali związkowej w Polsce) – komentując debatę na temat przygotowanych przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Pracy projektów nowych kodeksów pracy, ogłosiła 26 marca na swoim blogu, że „Nowy kodeks pracy nie istnieje!”. Liderka FZZ ubolewa nad tym, że dyskusja o zmianach w prawie pracy „wymknęła się spod kontroli”, a poszczególne rozwiązania (jak np. nowe typy czasowych umów o pracę) omawiane w mediach przez członków i członkinie Komisji, są przedstawiane jako „pewne twarde zapisy projektu, który na pewno wejdzie w życie”. Dorota Gardias przekonuje, że to, co wypracowała KKPP, to tylko „szereg niezobowiązujących rekomendacji”, które mają stanowić podstawę do „prawdziwej” dyskusji w ramach Rady Dialogu Społecznego (forum współpracy rządu oraz reprezentatywnych na poziomie krajowym organizacji pracodawców i związków zawodowych). Tekst kończy uspokajające zapewnienie, że „ostatecznie może się okazać, że żaden z zapisów nie wejdzie w życie”.

Zadziwiające, że przedstawicielka centrali związkowej, która wydelegowała przedstawiciela do prac w Komisji uważa, że ciało to wypracowało jedynie „rekomendacje” – wystarczy jeden rzut oka, żeby stwierdzić, że KKPP przygotowała kompletne dwa projekty nowych aktów prawnych: to, co jest efektem jej prac, jest nie do odróżnienia od ministerialnego projektu ustawy. I zawiera wszystkie rozwiązania, które były krytykowane w mediach jako antypracownicze i antyzwiązkowe: łatwiejsze zasady dokonywania zwolnień, uelastycznienie czasu pracy, nowe typy umów śmieciowych (w tym owiane złą sławą „kontrakty zero godzin”), podniesienie progów reprezentatywności na poziomie zakładowym, dalsze ograniczenie prawa do strajku itp. itd. Co więcej, rozwiązania te zostały przygotowane nie przez jakieś przypadkowe grono, tylko czternaścioro ekspertów i ekspertek  powołanych przez ministrę pracy Elżbietę Rafalską – siedmioro z nich wskazało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, czworo – reprezentatywne organizacje pracodawców, a troje – reprezentatywne związki zawodowe.

Trudno więc uwierzyć, że efekt prac komisji w takim składzie to jedynie „rekomendacje”, które rząd potraktuje niezobowiązująco. Natomiast zastrzeżenie, że nowe kodeksy pracy mogą ulec zmianom na dalszych etapach procesu legislacyjnego można zgłaszać w stosunku do każdego aktu prawnego aż do momentu, kiedy nie uzyska on prezydenckiego podpisu – poprawki do projektów aktów prawnych mogą wszak być zgłaszane zarówno w Sejmie, jak i w Senacie, a Prezydentowi przysługuje także prawo weta lub skierowania wniosku do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności aktu prawnego z Konstytucją. Idąc tą logiką, zawsze jest „za wcześnie” na krytykę rozwiązań zawartych w projektach ustaw – niezależnie od tego czy są one projektami rządowymi, poselskimi, obywatelskimi czy „eksperckimi”. Pomimo tego, społeczne protesty przeciwko poszczególnym projektom wybuchają na różnych etapach procesu legislacyjnego – w przypadku ustaw zaostrzających dostęp do aborcji było to pierwsze lub drugie czytanie, ale zdarzały się także protesty już w momencie, kiedy założenia projektów były ogłaszane przez poszczególne ministerstwa. A im wcześniej takie protesty wybuchają, tym większa szansa, że niekorzystne rozwiązania w nich zawarte zostaną zatrzymane.

Dlaczego więc Gardias stara się wyciszyć krytykę planowanej reformy prawa pracy i uspokoić opinię publiczną? Czemu nie bije na alarm, gdy zaczyna się dyskusja o łatwiejszych zwolnieniach i zabraniu pracownikom i pracownicom małych firm podstawowych praw pracowniczych? Najprawdopodobniej dlatego, że gładko weszła w rolę, jaką związkom zawodowym wyznaczają władze państwowe i kapitaliści – „odpowiedzialnego uczestnika dialogu społecznego”, który ma wyciszać społeczne niezadowolenie kreując wrażenie, że sam udział w obradach Rady Dialogu Społecznego wystarczy do powstrzymania antypracowniczej reformy. W ten sposób – świadomie bądź nie – FZZ roztacza nad rządem parasol ochronny zdając się na łaskę i niełaskę władz i licząc, że Prawu i Sprawiedliwości będzie zależało na utrzymaniu wizerunku partii „socjalnej”. Problem w tym, że wcale niekoniecznie obecny rząd będzie zainteresowany zwiększaniem stopnia ochrony świata pracy. Po styczniowej rekonstrukcji i objęciu teki premiera przez bankowca Mateusza Morawieckiego widać wyraźnie, że dla partii rządzącej obecnie priorytetem jest raczej zdobycie przychylności biznesu, niż kontynuowanie socjalnego kursu. Natomiast ubiegłoroczne konfrontacje rządu z pracownikami i pracownicami edukacji i służby zdrowia pokazują, że PiS potrafi wykazać dużą determinację i bezwzględność w przeprowadzaniu reform, nawet jeśli budzą one opór związków zawodowych.

Liczenie na łaskę władzy jest więc dużą naiwnością. Podobnie jak zamykanie dyskusji nad tym jak mają wyglądać stosunki pracy w salach konferencyjnych Rady Dialogu Społecznego. Jeśli związki zawodowe naprawdę chcą wywalczyć dla świata pracy wyższe płace, lepsze warunki zatrudnienia i większa kontrolę nad organizacją pracy, to muszą zachowywać się odwrotnie do tego, co proponuje szefowa FZZ. Naszą rolą jest teraz inicjowanie jak najszerszej dyskusji o tym jakiego prawa potrzebujemy, jak ułatwić pracownikom i pracownicom tworzenie związków zawodowych oraz o tym jak w praktyce wyglądać ma prawo do strajku. Żeby taka dyskusja była owocna, nie może ograniczać się do głosów eksperckich – niezależenie od tego czy będą to eksperci i ekspertki Solidarności, FZZ, OPZZ, Inicjatywy Pracowniczej czy Sierpnia 80. Musi wychodzić od codziennych doświadczeń i problemów z jakimi konfrontujemy się w zakładach pracy oraz uwzględniać głosy i doświadczenia różnych grup zawodowych. Powinna także być prowadzona pod presją protestów społecznych i akcji strajkowych – w przeciwnym razie interesy biznesu i elit politycznych wezmą górę nad nawet najlepiej uzasadnionymi propozycjami związków zawodowych.

Naszą ambicją nie powinno teraz być dokonywanie korekt projektów Komisji Kodyfikacyjnej, tylko zakwestionowanie całej filozofii, która stanowi podstawę tej reformy: Z jednej strony polega ona na deregulacji i znoszeniu utrudnień dla pracodawców w zakresie dokonywania zwolnień i organizowaniu czasu pracy według ich potrzeb (kosztem pracowników i pracownic). Z drugiej, przymuszanie związków zawodowych do „dialogu społecznego” i wprowadzanie kolejnych warunków, jakie muszą one spełnić aby móc skorzystać z narzędzi takich jak strajk. Jest to zresztą filozofia, która była podstawą praktycznie wszystkich zmian w prawie pracy przez ostatnie 30 lat – niezależnie od tego czy rządzili liberałowie, konserwatyści czy udający lewicę postkomuniści.

W 2013 r. FZZ razem z „Solidarnością”, OPZZ, Sierpniem 80 i WZZ „Kontra” najpierw zorganizowały strajk generalny na Śląsku (w marcu), a następnie – we wrześniu – Ogólnopolskie Dni Protestu, w których wzięła udział także Inicjatywa Pracownicza. Był to jeden z wielu czynników, które doprowadziły rząd PO do upadku a następnie wymusiły szereg zmian w prawie pracy, za które zasługi przypisała sobie obecna władza. To właśnie te doświadczenia powinny być dla nas punktem odniesienia gdy zastanawiamy się co zrobić z obecnym projektem reformy prawa pracy.

Jakub Grzegorczyk