EN/DE/FR УКР/РУС KONTAKT

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 95.

Bogaci za kryzys nie płacą

Solidarnie zaciskajmy pasa – apelują biznesmeni z Lewiatana. Ale solidarnie mają zacisnąć pasa pracownicy między sobą, bo to hasło bogatych już nie dotyczy. Wprowadzając reformę podatkową – przygotowaną jeszcze przez PiS – rząd obniża stawki podatków dla najbogatszych o 8 procent.


Majątek najbogatszych Polaków spadł o prawie 40 proc. – według specjalnego wydania magazynu Forbes z listą 100 najbogatszych Polaków 2009 r. Ale to i tak w sumie jakieś 46 miliardów złotych. W tym roku jedynym reprezentantem Polski na liście światowych miliarderów Forbesa jest Zygmunt Solorz. Z listy znikli wszyscy Polacy, którzy zostali uwzględnieni w rankingu z 2008 r. – Leszek Czarnecki (2,6 mld dol. w ub.r.), Michał Sołowow (1,9 mld dol.), Ryszard Krauze i Jan Wejchert (obaj po 1,3 mld dol. w 2008 r.), Roman Karkosik (1,1 mld dol.) oraz Bogusław Cupiał (1,0 mld). – Najbogatsi tego świata stali się biedniejsi, tak jak my wszyscy – komentuje tegoroczne wyniki Forbes. Czy aby na pewno oni to tak odczuwają? Michał Sołowow szczerze powiedział Dziennikowi, że dla niego to tylko wirtualne pieniądze. – Dziś moje akcje są warte mniej, jutro więcej, to niewiele zmienia w moim codziennym życiu – powiedział. To, że ma się mniej na koncie lub w wirtualnych akcjach nie oznacza wszak, że kryzys gruntownie przemodeluje styl życia polskich bogatych elit.

Apetyt bogatych

Choć w ubiegłym roku kryzys pojawił się i w Polsce, nie przeszkodziło to w podwyżkach płac dla szefów polskich spółek giełdowych. Ponad 3,6 mln zł zarobił w minionym roku Cristopher John Barrow, prezes Żywca – aż o 39,3 proc. więcej niż w 2007 r. 3,1 mln zł trafiło na konto Brunona Bartkiewicza, prezesa ING Bank Śląski, a 2,95 mln zł – Macieja Wituckiego, prezesa Telekomunikacji Polskiej (również o ponad jedną trzecią więcej niż w 2007 r.). Co więcej, w 2008 r. TP SA wypłaciła łącznie członkom swojego zarządu 13 mln zł (za: Manager Magazine).

Ale ten trend gwałtownego wzrostu wynagrodzeń prezesów utrzymuje się od dawna. O ile w 2005 r. średnia wynagrodzeń szefów badanych przedsiębiorstw obecnych na giełdach wynosiła 1,06 mln zł rocznie, o tyle w 2006 r. była już o blisko 12 proc. wyższa. – Apetyt rośnie w miarę jedzenia – z czasem nabieramy ochoty na coraz większe domy, lepsze auta, coraz droższe i bardziej ekskluzywne sporty, lepsze szkoły dla dzieci czy wakacje – stwierdził François Nail, dyrektor zarządzający RSQ Management.

O tym wzroście apetytów świadczą też pensje prezesów banków. I tak, w ubiegłym roku Józef Wancer z BPH zainkasował 5,7 mln zł, były premier Jan Krzysztof Bielecki z Pekao SA – 4,5 mln zł, Jarosław Augustyniak z Noble Banku – 3,5 mln zł. Nie chodzi jednak o same pensje, ale też o tempo ich wzrostu. Średnie wynagrodzenie szefów giełdowych banków zwiększyło się o 40 proc. w ubiegłym roku w porównaniu z 2007 r. W tym czasie przeciętna płaca zatrudnianych przez nich pracowników wzrosła o ok. 16 proc.

Okres tuż sprzed kryzysu był zresztą czasem euforii dla prezesów. Jak podawała Rzeczpospolita (17.03.2008) średnie miesięczne zarobki dyrektorów generalnych i prezesów pracujących w firmach z branży usługowej w zeszłym roku wyniosły 22 tys. zł. Powodów do narzekań nie mieli również szefowie przedsiębiorstw produkcyjnych, którzy co miesiąc otrzymywali 36,1 tys. zł.

– Polscy menedżerowie, zwłaszcza w dużych prywatnych firmach, mogą dziś bez problemu uczciwie zarobić pierwszy milion. I to nie tylko członkowie zarządów. Zdarza się, że nawet dyrektorzy mają płace rzędu 80–90 tys. miesięcznie – zachwalał Zbigniew Dudziński, konsultant w międzynarodowej firmie doradczej Hay Group. Według jej danych, wynagrodzenia członków zarządów (płaca zasadnicza plus roczne premie i inne bonusy) dużych prywatnych firm w Polsce były na poziomie Niemiec, gdzie menedżerowie zarabiają najlepiej w Europie. Na tym tle najbiedniej wypadali zresztą szefowie spółek Skarbu Państwa, którzy mogli zarobić maksymalnie od 4 do 6 razy więcej niż wynosiło przeciętne wynagrodzenie (ale właśnie toczy się bój w Komisji Trójstronnej, aby zlikwidować te ograniczenia – ustawę kominową).

Dziwić się nierównościom?

Ten skok na kasę właścicieli, prezesów, czy kadry zarządzającej przyczynił się do tego, że Polska ma największe nierówności płacowe w Unii Europejskiej. Bogaci zarabiają niemal 14-krotnie więcej niż biedni, według raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) z października ub.r. Potwierdzają to zresztą naukowcy – przykładowo z badań prof. Zofii Jacukowicz (IPISS) wynika, że „charakterystyczną cechą obecnych rozpiętości płac w Polsce jest bardzo duża komasacja wynagrodzeń w niskich przedziałach zarobkowych, poczynając od minimalnego wynagrodzenia do kwoty mieszczącej się w granicach 70–80 proc. płacy przeciętnej”, a „zaledwie 7 proc. zatrudnionych w Polsce ma wysokie wynagrodzenia, pozwalające na dostatni poziom życia i oszczędności”. Tylko w ciągu trzech lat – między 2004 a 2007 r. – udział wynagrodzeń w strukturze kosztów przemysłu spadł według GUS o pół procent – z 11,4 do 10,9 proc. A najlepszym dowodem na to, że ktoś się bogaci kosztem pracowników jest to, że w latach 2000–2006 wydajność w polskich firmach rosła w tempie ok. 30 proc., zaś płace – zaledwie 7 proc. Te zyski ze wzrostu wydajności nie wyparowały, lecz zostały przechwycone właśnie przez bogate elity.

Co tam kryzys!

Jak podała Gazeta Prawna (13.03.2009), według różnych szacunków jest w Polsce ok. 5–7 tys. osób, których osobisty majątek przekracza 1 milion euro, a od 10 do 50 tys. zł miesięcznie zarabia tylko 200 tys. osób. To oni tak naprawdę rządzą tym krajem – i niespecjalnie płacą za ten kryzys. Jak się okazuje, wciąż dużym popytem cieszą się najdroższe wycieczki zagraniczne, wyposażenie mieszkań w sprzęty najbardziej cenionych marek, telefony komórkowe po 7 tysięcy złotych, czy samochody z „górnej półki”. Klientów, mimo kryzysu, nie brakuje choćby nowemu biuru podróży Terra Mare, nastawionemu na zamożnych klientów (dwutygodniowy wypoczynek na Krecie może tu kosztować nawet 9,7 tys. zł). Bez problemów sprzedają się telefony komórkowe Aura za ponad 7 tys. zł. Tylko lutym br. kupiono w Polsce ponad 1 000 samochodów najnowszych marek Mercedesa, Audi czy BMW. Ba!, w kryzysie właśnie otworzył przedstawicielstwo w Polsce austriacki bank dla bogatych Sal Oppennheim.

 

A tymczasem nawet w takiej Wielkiej Brytanii – jak wynika z badań firmy Prince & Assoc – ponad 80 procent bogatych przedsiębiorców planuje ograniczenie z powodu kryzysu wydatków na... kochanki. Widocznie u nas rzeczywiście nie jest aż tak źle – przynajmniej dla bogatych. Co więcej, z pomocą pośpieszył im rząd, wprowadzając reformę podatkową – przygotowaną jeszcze przez PiS – obniżającą stawki podatków dla najbogatszych aż o 8 procent. Bez wątpienia inaczej kryzys dotyka bogatych i tych biedniejszych. I u nas rzadko słychać opinie wygłaszane bynajmniej nie przez „lewackich oszołomów”, że trzeba ograniczyć wysokość płac prezesów i kadry menedżerskiej w prywatnych przedsiębiorstwach. Z taką opinią wyszedł choćby Jean-Claude Trichet, prezes Europejskiego Banku Centralnego czy Joaquin Almunia, komisarz UE ds. polityki monetarnej, bo boją się, że te nierówności płacowe w końcu doprowadzą do eksplozji społecznej. Czasem jednak i w Polsce da się usłyszeć podobne głosy. Jak stwierdził na łamach Pulsu Biznesu (7.05.09) specjalista w dziedzinie zarządzania, profesor Krzysztof Obłój, obecne zarobki topmenedżerów oderwały się od rzeczywistości.

Dodatkowo, wysokie pensje z bonusami płacono już w czasach kryzysu, okazując w ten sposób głęboką amoralność kadry. – To jest gotówka, której zabrakło w przedsiębiorstwie i trzeba ją pożyczyć, co oznacza pogorszenie sytuacji finansowej. W przyszłości żadna rada nadzorcza nie weźmie na siebie takiej decyzji – przewidywał profesor Obłój.

Kiedy więc Michał Boni, doradca premiera Tuska, mówi, że „16 razy wzrosła wartość pensji Polaków” (Metro, 18.05.09), to widać, że ma na myśli swych kolegów – tych, co się uwłaszczyli na majątku PRL, lub tych, co sterują teraz za pośrednictwem Lewiatana działalnością polskiego rządu.

Piotr Bojko

Artykuł (pt. „Kryzys bogatych nie tyka”) ukazał się w dzisiejszej Trybunie Robotniczej (21.05.2009)

OZZ Inicjatywa Pracownicza
Komisja Krajowa

ul. Kościelna 4/1a, 60-538 Poznań
530 377 534
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
REGON: 634611023
NIP: 779-22-38-665

Przystąp do związku

Czy związki zawodowe kojarzą ci się tylko z wielkimi, biurokratycznymi centralami i „etatowymi działaczami”, którzy wchodzą w układy z pracodawcami oraz elitami politycznymi? Nie musi tak być! OZZIP jest związkiem zawodowym, który powstał, aby stworzyć inny model działalności związkowej.

tel. kontaktowy: 530 377 534
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Kontakt dla prasy

tel. kontaktowy: 501 303 351
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

In english

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.