Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Aby zniszczyć podziały między ludźmi, musimy uderzyć w materialne warunki, które je wytwarzają.

  • Dział: Walki pracownicze

 


O migracji, protestach w sektorze logistycznym, blokowaniu eksmisji, strajku ponadnarodowym i konieczności łączenia walk mówią Roberta i Eleonora – członkinie włoskiego kolektywu Connessioni Precarie (sieci/połączenia prekarne). W centrum swojej aktywności politycznej stawiają wspieranie migrantów i sprekaryzowanych pracowników. Kolektyw jest jednym z głównych inicjatorów i założycieli sieci “Na rzecz ponadnarodowego strajku społecznego”, której spotkanie odbędzie się 2-4 października br. w Poznaniu.

Inicjatywa Pracownicza: Jak aktualnie wygląda sytuacja pracowników we Włoszech?

Connessioni Precarie: Ostatnie miesiące zdominowane były przez zmiany w kodeksie pracy wprowadzane przez rząd. Warunki pracy uległy pogorszeniu, bo zwiększył się poziom niestabilności. Wprowadzono też nowy rodzaj umowy, tzw. kontrakt wzrastającej ochrony. Polega on na tym, że przez pierwsze 3 lata pracy nie otrzymuje się żadnych świadczeń. Zasiłek dla bezrobotnych, składka emerytalna i wszystkie tego typu świadczenia zaczynają pracownikowi przysługiwać dopiero po upływie tego czasu.

Czy za każdym razem, kiedy zmienia się pracę, trzeba czekać 3 lata zanim nabędzie się jakiekolwiek świadczenia?

Tak. Ponadto, w tym okresie pracodawca może zwolnić cię z jakiegokolwiek powodu. Dopiero po upływie 3 lat zmuszony jest uzasadnić taką decyzję. We Włoszech destabilizacja rynku pracy trwa od 5 lat lub dłużej. Natomiast obecnie jesteśmy świadkami przyspieszenia tego procesu. W listopadzie zeszłego roku próbowaliśmy zorganizować spotkanie na temat pierwszego strajku społecznego, który był zaplanowany na 15 listopada 2014 r. Chcieliśmy zaangażować w tę inicjatywę sprekaryzowanych pracowników, np. tzw. wolne zawody czy osoby zatrudnione na umowy tymczasowe – wszystkich tych z niestabilną sytuacją, których nie chronią żadne prawa. Z naszego punktu widzenia prekarność nie jest ograniczona do jednej kategorii pracowników. Sytuacja osób zatrudnionych na umowach na czas nieokreślony lub tych, którzy jeszcze mogą liczyć na emeryturę czy inne świadczenia pogarsza się z powodu fatalnego położenia reszty pracowników. Prekarność jest zatem według nas powszechnym doświadczeniem wszystkich pracowników, zarówno z Włoch, jak i z innych krajów. Wdrażane plany oszczędnościowe to tak naprawdę normalizacja cięć wydatków socjalnych i pensji, co obserwujemy w całej Europie.

Powiedzcie, jak przebiegał strajk socjalny, o którym wspomniałaś?

Protest miał miejsce w 60 włoskich miastach i cieszył się zainteresowaniem zarówno indywidualnych pracowników, jak i działających oddolnie związków zawodowych. W niektórych miejscowościach strajkujący przejęli ulice, studenci zablokowali autostradę. W Bolonii maszerowaliśmy ulicami razem ze studentami i pracownikami zatrudnionymi przez kooperatywy, krytykując lokalne władze, które również są odpowiedzialne za prekaryzację, m.in. ze względu na korzystanie z systemu podwykonawstwa.

Kiedy mówicie, że to ważne, aby wciągać w protesty bezrobotnych czy ludzi pracujących na niestabilnych umowach, czy uważacie, że potrzebują oni nowego punktu odniesienia, nowej tożsamości? Czy oni są nową klasą społeczną?

W latach 2010-2011 we Włoszech funkcjonowała inicjatywa o nazwie Powszechny Stan Prekarności (General Estates of Precarity), która była próbą połączenia różnych grup sprekaryzowanych pracowników i sformułowania nowej wizji ich sytuacji. Ten projekt poniósł klęskę. Powiedziałabym, że sromotną.

Dlaczego?

Nie dotarliśmy do pracowników organizujących się w ich miejscach pracy – to był główny problem. Ludzie czuli się odcięci od procesu organizacyjnego, nie zaangażowali się w to. Poza tym Powszechny Stan Prekarności starał się łączyć bardzo różnorodne problemy – kwestie mieszkaniowe i zajmowanie pustostanów z dochodem gwarantowanym oraz ochroną środowiska. W to szerokie spektrum tematów nie udało się jednak włączyć kwestii pracowniczych. W konsekwencji umknęło nam sedno.

Podjęto próbę włączenia poszczególnych zakładów pracy i pracowników. W niektórych włoskich miastach mieliśmy na tym polu ciekawe doświadczenia. Mediolan stał się cennym laboratorium tej inicjatywy. Wiele udało się tam osiągnąć. Przez lata działały tam liczne, otwarte na robotników miejsca, w których można było dyskutować o takich problemach jak typy umów, wybuchające strajki czy planowane akcje. Wszystko to jednak upadło z powodów, o których wspomniałyśmy wcześniej. Nie udało się zbudować przestrzeni politycznej silnej na tyle, aby połączenia różnych problemów pracowniczych miały sens.

Kolejną problematyczną kwestią były Biura San Precario, działające głównie w Mediolanie. Zajmowały się głównie prowadzeniem spraw sądowych. Było to jednak bardzo zindywidualizowane, wszystkie rozprawy były odosobnionymi przypadkami.

Kogo pozywano?

W latach 2010-2011 prawo było trochę bardziej przychylne pracownikom. Jeśli zostałaś zwolniona bez wyraźnego powodu lub zapłacono ci pod stołem, mogłaś podać pracodawcę do sądu i wygrać sprawę z pomocą dobrego prawnika. Ludzie otrzymywali odszkodowania. Nie przełożyło się to jednak na sukcesy w budowaniu więzi między robotnikami w zakładach pracy. We wrześniu zeszłego roku w ramach włoskiego ruchu odżyła dyskusja o pracy, głównie w Rzymie. Zwołano ogólne zgromadzenie, na które zaproszono także ludzi z innych krajów: Hiszpanii, Portugalii, Anglii, Niemiec. Zamiarem było podniesienie na nowo tematu strajku i postawienie kwestii pracowniczych w centrum naszych dyskusji. Jak budować sojusze między sprekaryzowanymi robotnikami, studentami, związkowcami, wolnymi strzelcami, ludźmi niezrzeszonymi w związkach zawodowych, pracownikami sektora edukacji, stażystami, nieopłacanymi robotnikami.

Zanim doszło do wydarzeń w Rzymie, zwołaliśmy zgromadzenie ogólne w Bolonii. Było to następstwo długiej współpracy z Niepodporządkowanymi Pracownikami (Labore Insubordinato) – grupą, która uczyła się zagadnień prawa i rozwijała na bazie tej wiedzy dyskusję polityczną. Zorganizowaliśmy liczne zgromadzenia, na które przyjechali ludzie z Rzymu i innych miast. To był pierwszy moment, w którym coś drgnęło i zapoczątkowało opisywany tu proces.

W następstwie tych działań swoją aktywność rozpoczęły lokalne „laboratoria strajku”. Były to swego rodzaju fora, gdzie można było dyskutować różne problemy pracownicze, zachowując pewną ciągłość debaty. Doprowadziło to do pierwszego, eksperymentalnego strajku społecznego, co istotne - o europejskim zasięgu. Naszymi działaniami zainteresowaliśmy Blockupy - ponadnarodową siłę uderzającą w działania Europejskiego Banku Centralnego. Potem zorganizowaliśmy warsztat o strajku ponadnarodowym, próbując połączyć koncepcję strajku społecznego z innymi dyskusjami na temat pracy. Brali w tym udział ludzie m.in. z Belgii, Niemiec, Francji, Anglii, Irlandii. Następnie doszło do kolejnego spotkania w sprawie strajku, które podzieliliśmy na 2 warsztaty i spotkania plenarne. Jeden z warsztatów dotyczył migracji i łączył ten temat z innymi ogólnymi żądaniami wysuniętymi podczas spotkania, takimi jak: europejska płaca minimalna, europejski dochód gwarantowany, wizy czasowe dla migrantów uniezależnione od płacy i dochodu. Dokładamy starań, aby kwestia migracji stanowiła rdzeń wszelkich dyskusji o pracy. Ponadto w marcu 2015 r. odbyliśmy podobne spotkanie we Frankfurcie.

Czy możecie powiedzieć coś więcej o koncepcji strajku społecznego?

Zanim zaczęliśmy tę dyskusję wiedzieliśmy, że dodanie do strajku przymiotnika “społeczny” jest zwróceniem uwagi na problem, ale nie stanowi jego rozwiązania. Uważaliśmy, że musimy celować w polityczne podstawy wyzysku, włączając do działania pracowników zmuszonych notorycznie zmieniać pracę, nie mających prawa do strajku i organizowania się czy realnych narzędzi do polepszenia swojej sytuacji. Problemem jest tu natomiast znowu szerokie spektrum zagadnień i ich praktyczne połączenie. Prościej jest bowiem skupiać się na pojedynczych konfliktach lub krytycznych dyskusjach na bardzo ogólnym poziomie. Włoski ruch jest bardzo zakorzeniony lokalnie, w każdym mieście różne grupy skupione są zazwyczaj na jednym lub dwóch sektorach lub branżach i ciężko jest sprawić, aby one ze sobą współdziałały. Niedawno związek zawodowy metalowców FIOM wyszedł z propozycją zawiązania koalicji. To dobry kierunek, którym powinniśmy podążać.

Jakiej koalicji?

Koalicji społecznej. FIOM to główny związek zawodowy, który przynależy do CGIL (Włoska Powszechna Konfederacja Pracy). Jego zwierzchnik, Landini, zwołał różne włoskie organizacje np. liberałów walczących z mafią, czy lewicowe stowarzyszenie zajmujące się kulturą – wszystkich, którzy chcą powołać coś na kształt partii, lecz nie używają tego określenia. Powiedział, że dla nich liczy się sam proces nawiązywania współpracy. Oni także nawiązują do strajku społecznego i planują podobne spotkania. Działacze z Rzymu zaproponowali, aby się w to włączyć, ale decyzje na ten temat jeszcze nie zapadły.

A wracając do procesu organizowania strajku społecznego....

Proces, w którym uczestniczymy jest aktualnie w impasie. Musimy zadecydować, gdzie iść dalej. Głównymi przeciwnościami było połączenie różnych grup, aktywnych na odmiennych polach. Jest to społeczna koalicja – łączy zarówno związki zawodowe, jaki i oddolne ruchy, centra społeczne, a także stowarzyszenia na rzecz praw obywatelskich, które są blisko władzy. Na ten moment to trudne do przeprowadzenia.

Były jednak pewne sukcesy. Uczestniczyliśmy w protestach w sektorze logistycznym, gdzie po najintensywniejszym okresie strajków w 2012 i 2013 r. sytuacja pracowników uległa poprawie. Najciekawsze jest to, że 90% pracowników, którzy wzięli udział w strajkach to migranci. W 2013 r. w Bolonii zorganizowaliśmy demonstrację, która miała na celu połączyć problemy innych migrantów z pracownikami sektora logistycznego i ruchami społecznymi. Było to dla nas olbrzymie przedsięwzięcie. Ostatnio protesty w logistyce straciły na sile, m.in. dlatego, że część postulatów została zrealizowana.

Co dokładnie wywalczyli pracownicy logistyki?

Przede wszystkim podwyżki.

Ale tylko w niektórych magazynach, prawda?

Tak, przede wszystkim w międzynarodowych firmach logistycznych. Działały w nich kooperatywy zatrudniające pracowników na bardzo niekorzystnych kontraktach. Kiedy działał w nich CGIL, podpisywał z nimi niekorzystne porozumienia, np. godzili się na 35% obniżki płac z powodu kryzysu. W pewnym momencie pracownicy zrozumieli, że są szantażowani, a ich praca jest opłacana poniżej standardów. Zorganizowali się masowo w związkach Si Cobas i ADL Cobas i rozpoczęli falę pikiet, które uzyskały wsparcie ruchów społecznych. W rezultacie wywalczyli podwyżki, a ci, którzy byli opłacani pod stołem, dostali umowy. Zaczęto wypłacać regularnie pensje i poprawiły się też warunki pracy. Pracownicy-migranci częściej mogli odwiedzać swoje rodzinne kraje, jak Maroko. Pracownicy uzyskali ponadto większy wpływ na organizację czasu pracy i warunki panujące w magazynach

Czy wszyscy protestujący pracownicy byli zatrudnieni przez kooperatywy?

W niektórych zakładach większość. Niekiedy w firmach działają nawet dwie kooperatywy lub kooperatywa i Agencja Pracy Tymczasowej. To bardzo złożona sytuacja, którą na początku trudno nam było pojąć. Od strony prawnej trudno było np. zrozumieć, dlaczego jedni pracownicy zarabiają więcej, a ich koledzy, wykonujący taką samą pracę - mniej.

Obecnie w samej Bolonii jest kilka centrów społecznych, w których żyją migranci. W zajętym budynku po Telecom mieszka 300 osób przybyłych z innych państw, głównie z krajów arabskich. Niektórzy z nich bardzo aktywnie uczestniczą w protestach w sektorze logistycznym.

Jak doszło do połączenia kwestii lokatorskich z organizowaniem się w miejscach pracy?

W obu przypadkach protesty dotyczyły migrantów. Mają oni często problemy mieszkaniowe w wyniku braku pozwolenia na pobyt. Na to nakładają się problemy z pracą. W zeszłym roku wprowadzono przepisy mówiące o tym, że jeśli mieszkasz w zajętym pustostanie, to nie możesz otrzymać pozwolenia na pobyt, bez czego nic ci się nie należy, nie masz prawa do opieki zdrowotnej. Według prawa nie należysz do społeczeństwa. Te przepisy udało się znieść dzięki protestom. Na poziomie regionalnym wciąż nie wygląda to jednak najlepiej. W regionie, w którym położona jest Bolonia, władze usiłowały wprowadzić regulacje nakazujące udowodnienie, że mieszka się w danym miejscu przez dłuższy czas, zanim otrzyma się prawo pobytu. Oznacza to, że miesiącami, a nawet latami możesz nie nabyć prawa do korzystania z opieki szpitalnej, założenia konta w banku itd. 13 czerwca br. odbyły się w związku z tymi ptoblemami demonstracje w Bolonii, Brescia, Rzymie, Bari, Padwie, czy w Mantova. Jeździliśmy do wielu miast i rozmawialiśmy z migrantami, próbując organizować kolejne demonstracje. Głównym problemem migrantów jest bezrobocie i umowy tymczasowe – przez nie trudno jest odnowić potrzebne dokumenty czy wizy. Ich sytuację pogarsza podejście policji i urzędu imigracyjnego. Często urząd, nawet jeśli ma możliwość wystawienia wizy na 3 lata, to daje ją na 6 miesięcy. Wtedy trzeba co pół roku na nowo składać wniosek o dokumenty, płacąc od 150 do 200 euro za każdego członka rodziny. To dla migrantów duży wydatek, realnie obniżający ich płace.

Próbujemy łączyć te problemy. Powiedziałabym, że proces mobilizacji odbywa się na trzech poziomach. Na poziomie regionalnym żądamy od wydziału ds. migrantów w Urzędzie Miasta wystawiania wszystkim migrantom 3-letniego pozwolenia na pobyt, bez względu na zatrudnienie czy dochód. To minimum, którego możemy się domagać. Na poziomie krajowym próbujemy zaangażować w tę inicjatywę resztę włoskiego ruchu. W konsekwencji, w innych miastach ludzie zaczynają się organizować w podobny sposób.

Następnie mamy poziom europejski. Nawet jeśli domagamy się zmian na poziomie regionalnym, związanych ściśle z włoskim prawem, to problemy kryzysu na Morzu Śródziemnym odnoszą się do całej Europy. 13 maja zatwierdzono dokument „Europejski program w zakresie migracji 2015”, który zakłada wzmocnienie operacji policyjnych oraz przywraca podział na uchodźców ze względów humanitarnych i migrantów zarobkowych. Jest to oczywista selekcja ludzi. Wykwalifikowani zawodowo migranci mają prawo przyjechać tu, aby ułożyć na nowo swoje życie, sytuacja reszty musi być rozwiązana w inny sposób, ponieważ nasze kraje „nie mogą” ich tu zatrzymać. Aktualnie europejski dyskurs o tym, co nazywamy zarządzaniem mobilnością, odbywa się na poziomie technicznym. Próbuje się przekształcić problemy polityczne w techniczne, a następnie rozwiązywać za pomocą środków, które działają przeciwko migrantom.

Wracając do twojego poprzedniego pytania, dodam, że obecnie wykształciła się tu sytuacja, w której migranci wspierają protesty pracownicze, a pracownicy walczą przeciwko eksmisjom centrów społecznych. Jest to niespotykane dla osób z innych krajów, w których ruchy społeczne nie są tak silne.

Jak to się zaczęło?

Niektórzy migranci mają problemy, ponieważ mieli odwagę strajkować, np. w Piacenza. W Bolonii znajduje się centrum społeczne zaangażowane zarówno w protesty w sektorze logistycznym, jak i w akcje dotyczące kwestii mieszkaniowych. Ludzie starają się łączyć obydwie sfery, bo osoby, które uczestniczą w strajkach, to nie tylko sami pracownicy. Ich rodziny i inni migranci także biorą w tym udział.

Warto wspomnieć o jeszcze jednej sprawie. W Bolonii mamy poważny problem z brakiem lokali socjalnych. Z powodu postępującego kryzysu wiele rodzin traci mieszkania, nie stać ich na opłacanie czynszu, więc wyrzuca się ich z domów. Lokalne władze mają duże trudności w dostarczeniu odpowiedniej ilości lokali socjalnych dla tych rodzin. Aby nie iść na ulicę, koczować na dworcu lub pod mostem, eksmitowani jednoczą się, by wspólnie rozwiązać ten problem. Dodam, że nie tylko bezrobotni cierpią na brak wystarczających środków do życia, ale także ci, którzy pracują. W Rzymie ten problem jest jeszcze poważniejszy. Jest tam masa pustych lokali, a jednocześnie wiele rodzin żyje na ulicy. Urząd miasta w Bolonii nie robi niczego, żeby zmienić ich sytuację. Jednocześnie osoby, które się w tej sferze organizują są represjonowane. Eksmitowano wszystkie nowe miejsca, które zostały ostatnio zasquatowane. Policja grozi też eksmisją budynku po Telecom. To samo dzieje się w innych miastach, choćby w Rimini. Zarówno lokalne władze, jak i rząd przyjęły nową strategię - zamknąć i uciszyć okupowane miejsca oraz migrantów.

Uporządkujmy to, w waszych wypowiedziach pojawiły się przede wszystkim trzy zagadnienia: migracja, prekaryzacja warunków życia i pracy oraz protesty w sektorze logistycznym i przeciwko eksmisjom. Wasza propozycja to połączenie tych walk dzięki koncepcji strajku społecznego.

Obecnie trochę sparaliżował nas problem z wypracowaniem połączeń między różnymi kwestiami oraz grupami i ludźmi, które się nimi zajmują. Naszym zadaniem rożne organizacje powinny wyjść ponad poziom lokalny i organizować się także na poziomie europejskim. Powinniśmy starać się rozwijać walki, w których uczestniczymy, tak aby przekroczyły swój tymczasowy charakter. Jest to próba zmierzenia się z problemem braku ciągłości, który występuje we Włoszech. Przez ostatnie lata przez Włochy przetoczyło się naprawdę bardzo dużo protestów. Udało nam się wyciągnąć i utrwalić wnioski z procesu organizacyjnego i przeprowadzonych debat. Jednak nie zdołaliśmy zbudować politycznej przestrzeni, która mogłaby dłużej wytrzymać i pomóc w łączeniu walk.

W jaki sposób zamierzacie kontynuować swoją aktywność?

Chcemy rozpocząć dyskusję o tym, że konieczne jest nie tylko łączenie walk, ale także włączanie w nie jak najszerszego spektrum ludzi: pracowników, także tych nie posiadających stałych umów o pracę, migrantów itd. To istotny punkt w dyskusji o strajku społecznym. Co to znaczy “społeczny”? Nie tylko warunki pracy, ale także sytuacja społeczna umożliwia wyzysk, w przypadku migrantów np. szantaż stosowany przez mafię czy pozwolenie na pobyt. Uważamy, że należy połączyć praktykę i analizę, ponieważ bez teoretycznej ramy trudno jest wypracować ciągłość. Potrzebujemy nie tylko demonstracji, ale także dyskusji o tym, jak rozwijać procesy organizowania się.

Następny krok ma charakter ponadnarodowy. Z jednej strony: rozpoczęliśmy dyskusję na temat ponadnarodowego strajku społecznego, której częścią jest październikowe spotkanie w Poznaniu. To dla nas bardzo ważne, aby zebrać razem pracowników, działaczy związkowych, rozmaite kolektywy i organizacje. Z drugiej strony: od 18 marca uczestniczymy w procesie rozpoczętym przez ruch Blockupy. Nie jest to dla nas jedynie nazwa lub koalicja, ale przestrzeń umożliwiająca dyskusję polityczną, która pojawiała się już we wcześniejszych latach. Myślę, że powinniśmy potraktować to jako punkt wyjścia do wyobrażenia sobie ponadnarodowego strajku jako ramy tego, o czym mówiłyśmy wcześniej, a także próby poszerzenia i polepszenia powiązań pomiędzy poszczególnymi walkami.

Koncepcja strajku społecznego jest przez niektórych krytykowana. Aktualnie jednym z głównych wyzwań, z którymi musimy mierzyć się w miejscach pracy są podziały między pracownikami. Podziały na pracowników stałych i tymczasowych, zatrudnianych przez różne agencje, fizycznych i biurowych, podziały narodowościowe i językowe…. Czy naprawdę uważacie, że tym, co może je faktycznie przełamać są żądania lub koncepcje wychodzące nie od samych pracowników, ale grup politycznych i wymyślone na ich spotkaniach?

Ogólne postulaty, które będą dla wszystkich ważne, nie mogą zastąpić organizowania się pracowników w miejscach pracy. Naszym celem jest połączenie protestów, które już toczą się w różnych zakładach. Nie chodzi nam jednak tylko o to. Wiadomo, że trzeba łączyć np. strajki wybuchające w różnych przedsiębiorstwach. Jednak według nas istotne jest także rozpoznanie czegoś, co nazywamy globalnym łańcuchem produkcji i wyzysku. Uchwycenie tego, jak przepływa kapitał i produkcja zarówno na poziomie europejskim, jaki i globalnym. Przykładem jest Amazon. Amazon ma swoje odziały w wielu krajach, co dostarcza nam pewnych punktów wspólnych. Czy możemy spróbować wypunktować tę korporację i zobaczyć, co jest z nią nie tak? Jakie są średnie zarobki i warunki pracy? Dlaczego to dla nas ważne? Ponieważ uwidacznia łańcuch biegnący od pracowników Foxconn w Chinach, produkujących iPhony, przez Turcję, Specjalne Strefy Ekonomiczne w Polsce, a następnie do Włoch – zarówno do konsumentów, jak i pracowników.

Pracownicy to także konsumenci.

Oczywiście. Rozwijanie powyższej opozycji jest dla nas bezproduktywne. Chodzi o to, jak warunki pracy wpływają na całe nasze życie. Ujmę to inaczej. Nie tylko Amazon jest ważny, ale także np. globalny łańcuch pracy opiekuńczej. Opieka to sfera, w której pracuje ogromna liczba migrantów, nie tylko we Włoszech, w całej Europie. Gdzieniegdzie ludzie z Europy Wschodniej lub Południa, gdzie indziej z Azji. Co to oznacza? Jak to się łączy z regionalizacją pomocy społecznej? W Niemczech czy Belgii pomoc społeczna służy jako środek wzmacniania podziałów. Wykorzystuje się ją do szantażowania pracowników i migrantów wewnętrznych. Jest to element łączący migrantów z Unii Europejskiej z tymi spoza jej granic.

To pierwszy moment od wielu lat, kiedy migracja wewnątrz UE napotyka pod wieloma względami podobne trudności do migracji spoza Unii. Europa staje się miejscem, w którym problem przemieszczania się stał się bardzo polityczny. Rozumiem twoją wcześniejszą krytykę, kluczowe jest jednak to, że aby zwalczyć podziały między ludźmi, musimy uderzyć w warunki polityczne, materialne warunki, które przyczyniły się do obecnej sytuacji. Musimy zrozumieć, co łączy wszystkie te grupy: pracowników, migrantów itd. i na tej podstawie wypracować dyskurs, który sprawi, że praktyczne działania, które podejmujemy będą efektywne i długotrwałe.

 


http://www.transnational-strike.info/
https://www.facebook.com/Transnational-Social-Strike-413351912201395
https://www.facebook.com/events/888569174560441/