PIP zagnębi przedsiębiorców?! Kompromitujące sceny na sejmowym zespole Przemysława Wiplera
- Dział: Informacje
W sejmie trwa walka o zmniejszenie skali fałszywego zatrudniania pracowników na umowach śmieciowych. Odmawianie umów o pracę pozbawia miliony z nas płatnych nadgodzin, urlopów wypoczynkowych, wychowawczych, macierzyńskich i wielu praw pracowniczych. Ma to zmienić ustawa, która wzmacnia PIP, dając inspektorom uprawnienia by samodzielnie przekształcali fałszywe umowy cywilnoprawne na umowy o pracę, bez oczekiwania na wyniki spraw sądowych. Planowana zmiana ustawy o PIP ma także zwiększyć górny limit kar wobec firm czerpiących duże zyski z nielegalnych form zatrudnienia. Wielu szefów w Polsce mocno uzależniło się od nielegalnego zatrudnienia. Z tego względu, w ich imieniu konfederacje pracodawców gorączkowo naciskają na posłów aby zablokować ustawę.
W tym celu poseł Konfederacji Przemysław Wipler wyszedł z inicjatywą zwołania obrad Parlamentarnego zespołu ds. Wolnego Rynku, zapraszając do sejmu przedstawicieli największych zrzeszeń pracodawców 5. listopada 2025 r. Do dyskusji Wipler zaprosił także Głównego Inspektora Pracy Marcina Staneckiego. Poseł za bardzo jednak uwierzył w mity przedsiębiorców, którzy mu towarzyszyli. Liczył że sam PIP potwierdzi największe z nich. Obradom zespołu przysłuchiwali się także działacze związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza, w tym autor tekstu. Z opinii Wiplera i zgromadzonych wokół niego przedsiębiorców można by wysnuć wnioski, że inspekcja pracy jest wszechmocnym tworem, który doprowadza do ruiny zarządy firm. PIP rzekomo masowo gnębi szefów w sądach za publiczne pieniądze. W dodatku według tej wizji inspektorzy przegrywają tysiące spraw, a za niszczenie przedsiębiorców nie odpowiadają personalnie. Mity Wiplera mają uzasadnić odrzucenie ustawy o wzmocnieniu PIP w walce ze śmieciowymi umowami.
Tymczasem okazuje się, że w okresie trzech lat 2022-2024 na trzy miliony śmieciowych umów w Polsce PIP sprawdził przy pomocy sądów pracy.. niewiele ponad sto. Do pomyślnego końca sprawy doczekało się trzydziestu dwóch pracowników. Czemu nawet PIP tak rzadko widzi sens szukania sprawiedliwości w sądzie? Główny Inspektor Stanecki podkreśla, że sprawy o nielegalne zatrudnienie trwają w sądach nawet 567 dni... A w tym czasie musimy przecież płacić czynsze i za coś żyć. W dodatku pracownik na śmieciówce, który podaje szefa do sądu, ekspresowo kończy pracę w swoim zakładzie. Dlatego z promila oszukanych, którzy idą do sądu, ponad dwie trzecie nie doczekuje wyroku. Informacje Głównego Inspektora Pracy potwierdzają dane z sądów. Jak podaje Gazeta Prawna, w ostatniej dekadzie wiara pracowników w skuteczność sądownictwa mocno się załamała: od 2014 roku liczba spraw oddanych do sądów pracy zmalała ponad trzykrotnie, ze 156 do 42 tysięcy rocznie. To załamanie zbiegło się z innym: w 2021 średni czas oczekiwania na wyrok w sądzie pracy przebił okres pełnego roku, wzrastając o dwa miesiące względem 2020 i pięć miesięcy względem 2014. Autorzy raportu kwitują: „zatrudnieni nie chcą latami czekać na wyroki”. Ewidentnie jednak tego właśnie chcą nieuczciwi szefowie, którzy otrzymali pomoc w ochronie swoich interesów od Lewiatana i największych konfederacji pracodawców, zebranych 5. listopada na obradach Zespołu do spraw Wolnego Rynku pod przewodnictwem posła Przemysława Wiplera.
Sądy pracy to fikcja dla milionów pracowników w Polsce. Z ich niesprawności nieuczciwi szefowie czerpią nielegalne zyski. Te zyski biorą się z odmowy urlopów i nieopłaconych nadgodzin. Bezprawnie uzyskane dochody trzeba pilnie oddać oszukanym pracownikom. Z tego względu należy dać PIP narzędzia do likwidacji nielegalnych śmieciówek bez grzęźnięcia w niesprawnych sądach.
Bartosz Kurzyca,
Komisja krajowa OZZ IP
Poniżej filmowe fragmenty wypowiedzi stron z obrad zespołu ds. wolnego rynku, zebrane przez autora artykułu
https://fb.watch/DhOA_DzHIc/
https://fb.watch/Di1VDw_yo5/
