EN/DE/FR УКР/РУС KONTAKT
tik tok

Strajk to też nasza sprawa. Kobiety, praca reprodukcyjna i walka o wolność strajkową

Kiedy mówimy o strajku, w głowie niejednej osoby pojawia się pewien obraz: robotnicy przed bramą fabryki, transparenty, banery, megafony. Obraz znany i utrwalony w historii ruchu pracowniczego. Dziś coraz częściej zwraca się uwagę, że to również obraz, z którego kobiety były systematycznie wypychane – albo spychane na jego margines, jako towarzyszki walki, nie jej podmiot. Tymczasem skutki represyjnej ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych nie są dla nas wszystkich jednakowe, a jedną z grup tracących przez obecne prawo najwięcej, są właśnie kobiety. Czas zacząć mówić to śmielej i częściej: walka o wolność strajkową jest walką feministyczną. I żadna organizacja kobieca, feministyczna, socjalna, nie powinna pozostać wobec niej obojętna.

Prawo, które nie istnieje dla większości

Zanim przejdziemy do kwestii płci, przypomnijmy, z czym mamy do czynienia. Ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych z 1991 roku skonstruowana jest w taki sposób, że prawo do strajku istnieje na papierze. W praktyce jest poza zasięgiem części siły roboczej. A grono, dla których strajk pozostaje mrzonką, się poszerza. Zanim dojdzie się do strajku właściwego, prawo wymaga bezpośrednich rokowań z pracodawcą, mediacji, sporządzenia protokołów rozbieżności, strajku ostrzegawczego trwającego maksymalnie dwie godziny. I przede wszystkim: referendum strajkowego, w którym musi wziąć udział co najmniej połowa załogi. To ostatnie wymaganie jest szczególnie absurdalne. Przeprowadzenie referendum w firmach rozproszonych po całym kraju – takich jak np. Amazon – graniczy z niemożliwością. Inicjatywa Pracownicza zorganizowała w Amazonie referendum trzykrotnie i ani razu nie udało się przekroczyć progu frekwencji – bo do wymogu frekwencji liczy się każdy magazyn. Blisko 95% głosujących opowiedziało się za strajkiem – a strajk i tak był w świetle prawa niemożliwy. Tak właśnie działa zakaz strajków ukryty pod płaszczem procedur.

Do tego dochodzi monopol związkowy: tylko organizacje związkowe mają prawo do wszczęcia sporu zbiorowego. Niezrzeszeni – a jest ich w Polsce zdecydowana większość – są z tej możliwości strukturalnie wyłączeni. Uzwiązkowienie w kraju utrzymuje się na poziomie niższym niż 7 procent. Trudno o inny stan rzeczy w społeczeństwie, które przez dekady karmiono indywidualistyczną propagandą, w której wspólne działanie przedstawiane jest jako naiwność, a czyjaś bieda – jak personalna porażka. 

Gdzie pracują kobiety?

Żeby zrozumieć, dlaczego ta ustawa jest problemem płciowym, musimy spojrzeć na strukturę zatrudnienia kobiet w Polsce. To kwestia konkretnych branż, form umów, zakładów pracy.

Kobiety stanowią większość zatrudnionych w sektorze opieki zdrowotnej i pomocy społecznej, edukacji, handlu detalicznym, usługach czystościowych, gastronomii i hotelarstwie. To sektory, które łączy kilka cech: niskie płace, wysoki udział umów cywilnoprawnych i tymczasowych, słaba lub żadna reprezentacja związkowa, duża rotacja pracownicza. Dokładnie to sprawia, że spełnienie wymogów ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych jest w praktyce niemożliwe. Elastyczność – słowo, które w świecie ekonomicznym brzmi atrakcyjnie – oznacza konkretnie: brak pewności dochodu, pewności zatrudnienia, możliwości planowania. Pracownica zatrudniona w takich warunkach ma zbyt wiele do stracenia, by poważnie rozważać strajk. Zastraszanie nie musi przyjmować formy werbalnych gróźb czy szantażu ze strony szefostwa, kiedy nad zyskami biznesu czuwają przepisy prawa.

Płeć, rzecz jasna, nie jest jedynym czynnikiem mającym wpływ na sytuację wewnątrz świata pracy. Migrantki, pracownice sezonowe, kobiety z niepełnosprawnościami – wśród tych grup ryzyko zatrudnienia poza standardowymi ramami prawnymi oraz bez (i tak okrojonych) praw pracowniczych – jest parokrotnie wyższa.

Praca, która nie istnieje dla prawa

To nie wszystko. Jest jeszcze cały obszar pracy, którego prawo w ogóle nie obejmuje, bo system nie uznaje jej za pracę. Mowa o pracy opiekuńczej i reprodukcyjnej: opiece (nad dziećmi, osobami starszymi, chorymi, niepełnosprawnymi), prowadzeniu domu (gotowaniu, praniu, zakupach, planowaniu budżetu domowego), nieustannej, całodobowej dostępności emocjonalnej.

Praca reprodukcyjna jest fundamentem, na którym stoi cały rynek pracy. Bez kogoś, kto odwozi dziecko do szkoły, siedzi z chorą matką, gotuje obiad – nie ma siły roboczej. Kapitał korzysta z tej pracy za darmo, a obciążenie nią spada nieproporcjonalnie na kobiety. To nie przypadek ani – wbrew konserwatywnym narracjom – naturalna kolej rzeczy. Ten stan może dalej istnieć dzięki niedofinansowaniu opieki publicznej, braku żłobków i przedszkoli. Jest to też wynik kultury, w której kobieta wracająca z ośmiogodzinnej (co najmniej) zmiany rozpoczyna drugą zmianę w domu – nieodpłatną, niewidoczną i nieuznawaną.

Ta praca ma też drugą twarz: kobiety wykonują ją nie tylko prywatnie, ale i zawodowo – jako opiekunki, pielęgniarki, nauczycielki, pracownice socjalne. Mówimy o sektorze publicznym – sfeminizowanym i chronicznie niedofinansowanym. To właśnie tam odsetek uzwiązkowienia jest najwyższy i najczęściej wszczyna się spory zbiorowe (tj. ustawa o sporach zbiorowych jest stosowana najczęściej). Pielęgniarki, nauczycielki, pracownice opieki społecznej dobrze wiedzą, co znaczy walczyć o godne warunki w gorsecie proceduralnych wymogów zaprojektowanych po to, by rozbrajać, a nie chronić.

Pamiętamy np. strajk nauczycielek i zawiłość procedur, który do niego doprowadził, zanim w ogóle można było legalnie przerwać pracę. Wystąpienie z żądaniami do faktycznych decydentów oznaczało konieczność skoordynowania w czasie setek sporów zbiorowych, które w świetle prawa były odrębne. Stroną sporu nie mogło być ministerstwo, od którego w praktyce zależało spełnienie postulatów – musiały nią być dyrekcje poszczególnych szkół. Gdyby nie przychylność tych ostatnich, które współpracowały ze związkami w dopełnianiu kolejnych wymogów formalnych, przeciągały rokowania w oczekiwaniu na resztę zakładów, czy podpisywały protokoły rozbieżności w odpowiednim momencie, do legalnego strajku prawdopodobnie by nie doszło. Ten proces pochłania energię i potrafi demobilizować załogę. W czasie gdy nauczycielki przedzierały się przez formalne obstrukcje (w każdej szkole z osobna!), politycy korzystali z każdego tygodnia zwłoki, by osłabiać morale, dzielić środowisko i rozkręcać medialną nagonkę. Ten sam problem dotyczy wszystkich pracownic sektora publicznego – jedynie pielęgniarki były w stanie go przezwyciężyć i zastrajkować na podobną skalę. 

Zakaz strajków jako narzędzie dyscyplinowania

Strajkowanie, w dużym uproszczeniu, było nielegalne przez parę dekad – strajki okupacyjne z 1970 czy 1980 nie były zgodne z prawem, o czym musimy pamiętać. W obliczu rejestracji pierwszego niezależnego związku zawodowego w państwie i fali strajków uchwalono w 1982 roku ustawę, która wprowadziła procedurę wręcz bliźniaczą do tej, którą znamy ze współczesnej ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. W 1991 roku elity solidarnościowe miały szansę zerwać z antystrajkowym dziedzictwem PRL. Zamiast zburzenia restrykcji, zacementowano je w myśl agendy laureata pokojowej Nagrody Nobla i pierwszego przewodniczącego NSZZ „Solidarność”:

Nie dogonimy Europy, jeżeli zbudujemy silny związek.

Procedury, które mają sprawiać wrażenie demokratyczności, działają jak zwykły zakaz i zniechęcają do zorganizowanej walki w zakładach pracy. Dla kobiet ten zakaz działa podwójnie: z powodu form zatrudnienia i segmentacji rynku pracy oraz dlatego, że wykonywana przez nie praca nigdy nią w świetle prawa pracy nie była. Tymczasem zatrzymanie pracy reprodukcyjnej jest jednym z najpotężniejszych narzędzi politycznych dostępnych kobietom. Idea jest banalnie prosta: zatrzymajmy pracę, którą wykonujemy każdego dnia, a system runie. 

Dlaczego musimy działać razem?

Feminizm i ruch pracowniczy mają w Polsce skomplikowaną historię. Przez lata kwestie płci były traktowane jako wtórne wobec „prawdziwej” walki klasowej – i odwrotnie, organizacje kobiece niesłusznie unikały konfliktu z pracodawcami lub swoją uwagę skupiały na „wzmacnianiu przez reprezentację”, również w zarządach spółek. To rozdzielenie było kosztownym błędem. Kobiety, które pracują na śmieciowych umowach oraz dźwigają podwójny ciężar pracy zarobkowej i opiekuńczej, nie są ofiarami osobnego problemu. Jesteśmy trybikami w systemie potrzebującym taniej, dyspozycyjnej, zastraszonej siły roboczej. Ten system potrzebuje, żeby ta siła robocza nie umiała się zorganizować.

Ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych tworzy jeden z fundamentów tego systemu. Wyrzucenie jej do kosza nie wybuduje żłobków, nie zapewni asystencji osobistej, nie zalegalizuje aborcji, ani nie będzie przeciwdziałać przemocy ze względu na płeć. Ale da pracownicom i pracownikom najskuteczniejsze narzędzie zbiorowego oporu, czyli zatrzymania pracy. Strajk jest najgroźniejszą bronią w naszych rękach. Odebranie jej jest równoznaczne z naszym rozbrojeniem – bo siadanie do stołu negocjacyjnego w obecnym rygorze prawnym jest elementem długiej tułaczki, zamiast być szybką formalnością.

Czas na wolność strajkową

Mamy z grupami feministycznymi wspólny interes w tym, żeby ta ustawa przestała obowiązywać. Mobilizacja przeciwko zakazowi strajków nie jest osobną „kwestią pracowniczą” obok kwestii kobiecej. To fundamentalna walka o wolność – wolność organizowania się i odmawiania pracy w warunkach, które nas powoli zabijają. Pracownice i pracownicy muszą mieć swobodną, niekrępowaną możliwość zatrzymać się i powiedzieć: dość.

Dołączcie do mobilizacji Dość zakazu strajków! i zamaszerujcie z nami 1 maja o 12.00. Wyruszamy spod Sejmu.

 

Gabriela Wilczyńska

Czytaj dalej...

Za co mamy płacić..? Dzikie strajki czynszowe w Polsce

Strajk czynszowy to forma zorganizowanego działania polegającego na odmowie płacenia całości lub części czynszu do czasu spełnienia postulatów – najczęściej związanych z obniżką opłat lub poprawą warunków mieszkaniowych. Tam, gdzie relacja pomiędzy najemcą a instytucją pobierającą czynsz jest silnie asymetryczna, tam równie łatwo o napięcia i konflikty społeczne. Nic więc dziwnego, że kolektywna odmowa płacenia najczęściej pojawia się w sektorze mieszkań komunalnych i akademików. Dodajmy do tego, że strajki czynszowe pozostają domeną krajów z silną tradycją ruchów lokatorskich. Pytanie, czy polski ruch lokatorski jest dziś gotowy sięgać po tak radykalne formy oporu w walce o godne warunki mieszkaniowe?

Niewidzialny opór: strajki czynszowe w Polsce

W Polsce – gdzie zmiana ustroju politycznego w latach ‘90 dokonała się dzięki walkom związkowców – prawo strajkowe jest jednym z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Obecnie funkcjonująca ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych jest reliktem przeszłości – kalką stawy wprowadzonej podczas stanu wojennego w 1981 r., z jej obwarowaniami prawnymi i restrykcyjnymi warunkami koniecznymi dla przeprowadzenia legalnego strajku. W takich warunkach trudno mówić o jakiejkolwiek równowadze między pracownikiem najemnym a jego pracodawcą.

Praca i mieszkanie najmocniej oddziałują na naszą codzienność, i z tej perspektywy można uznać, że strajki pracownicze i czynszowe powinny funkcjonować jako swoje wzajemne dopełnienia. Analogicznie, jako lokatorzy potrzebujemy takich narzędzi oporu, które w skuteczny sposób mogą zabezpieczyć nasze interesy. Decyzje właścicieli mieszkań determinują naszą codzienność – mogąc wpływać na najbardziej intymne aspekty naszego życia, odbierając nam poczucie bezpieczeństwa i stabilności, gdy tylko pojawi się konflikt interesów. Podobnie jak w przestrzeni miejsca pracy, tak tutaj widoczna jest silna dysproporcja, którą można zniwelować wprowadzeniem swobody używania skutecznych narzędzi kontroli społecznej.

W Polsce strajk czynszowy jest rzadko spotykany i właściwie nieobecny w oficjalnym dyskursie. Wynika to m.in. z braku jego prawnego uznania czy kultury organizowania się, gdzie ruchy lokatorskie korzystałyby z analogicznych narzędzi co ruchy pracownicze. Niepłacenie czynszu może skutkować pozwem cywilnym, a w dalszej konsekwencji – eksmisją. Nie istnieją jakiekolwiek zabezpieczeniach dla osób podejmujących tego typu działania. Jeśli już dochodzi do odmowy płatności, bywa ona przedstawiana jako życiowa konieczność niż świadome nieposłuszeństwo obywatelskie.

Nie oznacza to jednak, że nie dochodzi do organicznego organizowania się lokatorów. W przeszłości mieszkańcy wielokrotnie sprzeciwiali się podwyżkom czynszów czy zagrażającym życiu i zdrowiu warunkom mieszkaniowym – m.in. poprzez pikiety, demonstracje, zakłócanie obrad samorządów, petycje czy nagłaśnianie spraw w mediach. Lokatorzy organizują się w grupach nieformalnych lub w ramach stowarzyszeń, próbując nadać swoim działaniom społeczną i polityczną legitymizację. Formy zbliżone do strajku czynszowego także się pojawiają, choć są rozproszone przestrzennie i słabo udokumentowane – a o strajku można przecież mówić dopiero wtedy, gdy ma on charakter zbiorowy, nie indywidualny.

Przykładem oddolnego, „dzikiego” strajku czynszowego była Nowa Sól. W trzech blokach socjalnych i na osiedlu kontenerowym mieszkańcy – w dużej mierze byli pracownicy przemysłowi – zorganizowali się jeszcze przed 2011 rokiem w Komitet Mieszkańców Domów Socjalnych i kolektywnie przestali płacić czynsz. Domagali się remontów, prawa do dalszego zamieszkiwania swoich dotychczasowych lokali, meldunku, umorzenia długów i zakończenia przymusowych rotacji między mieszkaniami. W jednym z budynków wszyscy przyłączyli się do strajku (sic!), zarazem postawy łamistrajków spotykały się ze słusznym ostracyzmem. Trudno się dziwić skali oporu: mieszkańcy pytali wprost, za co właściwie mają płacić, skoro mieszkają w warunkach uwłaczających ich godności.

W wielu wypadkach takie działania wynikają bezsilności i desperacji, a nie przemyślanej strategii. Zdefragmentowany ruch lokatorski, działania lokatorskie podejmowane ad hoc, brak ochrony prawnej protestujących lokatorów i silne instrumenty represji po stronie właścicieli, władz samorządowych i państwa, sprawiają, że odmowa płacenia czynszu jest w Polsce w zasadzie niemożliwa. Dopiero w ostatnich latach – wraz ze wzrostem aktywności ruchów miejskich i lokatorskich – zaczyna pojawiać się przestrzeń do bardziej otwartej i odważnej dyskusji o nowych formach nieposłuszeństwa obywatelskiego w politykach mieszkaniowych.

Problematyka lokatorska miast akademickich: sytuacja w polskich akademikach i studenckie okupacje

W Wielkiej Brytanii, na gruncie ruchu studenckiego, szczególne znaczenie miały protesty na University College London (UCL) oraz na University of Manchester. W pierwszym przypadku – w latach 2016–2017 – około 200 studentów grupowo odmówiło uiszczenia opłat za zakwaterowanie. Domagali się m.in. obniżenia cen najmu i poprawy warunków mieszkaniowych w akademikach – mówimy w tym wypadku o takich problemach jak obecność gryzoni czy nieustający hałas związany z pracami budowlanymi. Po pięciu miesiącach strajku uczelnia ustąpiła, przeznaczając na zamrożenie opłat i fundusze stypendialne łącznie 1,5 miliona funtów. Co istotne, protest nie spotkał się z większymi represjami – zakończył się za to negocjacjami, które przyniosły osobom studiującym w UCL wymierne korzyści.

Inaczej było w Manchesterze w 2023 roku, gdzie ponad 250 studentów rozpoczęło strajk i okupację Simon Building w odpowiedzi na wysokie czynsze i złe warunki mieszkaniowe, w tym problemy z pleśnią i szczurami. Władze zareagowały ostro: postępowaniami dyscyplinarnymi wobec 11 osób oraz interwencją policji i komorników. Działania te spotkały się z krytyką części środowiska akademickiego, które uznało te działania jako nieproporcjonalne do problemów. Równie konfliktowy przebieg miały protesty na Uniwersytecie Columbia w 2021 roku. Studenci domagali się obniżki czynszów o 10% i anulowania zaległości w związku z pandemią COVID 19, a w odpowiedzi spotkali się z groźbami eksmisji i ograniczeniami dostępu do usług uczelnianych. Mimo to strajk trwał kilka miesięcy i swoim zasięgiem objął ponad tysiąc osób. Ostatecznie władze zgodziły się na częściowe ustępstwa – zamrożenie czynszów w wybranych budynkach i rozpoczęcie rozmów o polityce mieszkaniowej na uniwersytecie.

Jak na tym tle przedstawiają się studenckie strajki lokatorskie w Polsce? O ile w latach 80. i 90. XX wieku miały miejsce protesty studenckie, to brak jest ogólnodostępnych informacji o działaniach, które polegałyby na zbiorowym zaprzestaniu uiszczania opłat za zakwaterowanie. Dopiero w ostatnich latach ruch studencki powraca do śmielszych form protestów związanych z polityką mieszkaniową uczelni, tj. okupacja akademika „Jowita” w Poznaniu w 2023 roku czy domu studenckiego „Kamionka” w Krakowie w 2024 roku. Protesty te, choć nie miały charakteru strajku czynszowego, wskazują na rosnące napięcie społeczne wokół dostępności taniego zakwaterowania dla studentów oraz coraz większą gotowość ruchu studenckiego do podejmowania działań wymykających się normom legalistycznej demokracji państwowej – stojącej przede wszystkim za ograniczonymi i legalnymi formami protestu.

W kontekście protestów studenckich istotne jest, że ustawa o ochronie praw lokatorów z 2001 r. - regulująca prawa i obowiązki lokatorów oraz właścicieli mieszkań - wyłącza z definicji “lokatora” osoby zamieszkujące zasób uczelniany, bursy szkolne itp. Przez ten zabieg prawny i szereg czynników historycznych związanych z transformacją ustrojową i prywatyzacją zasobu mieszkaniowego (skupienie się na własności zamiast tanim wynajmie), studenci zamieszkujący akademiki nie są postrzegani jako lokatorzy w rozumieniu definicji wyżej wspomnianej ustawy. Nawet w sytuacji długotrwałego zamieszkiwania w akademiku, prawa studentów są zupełnie różne od prawa osób zamieszkujących zasób prywatny czy gminny.

Własność ponad ludzkie życie: mikrorepresje i formy uciszania lokatorów i lokatorek z Łodzi

Zdecydowana większość mieszkań komunalnych w Łodzi nie ma dostępu do centralnego ogrzewania, a prowadzona polityka – polegająca m.in. na ograniczaniu możliwości korzystania z pieców czy braku napraw infrastruktury kominowej – wymusza przechodzenie na drogie i niepraktyczne ogrzewanie elektryczne. Koszty zielonej transformacji, związanej z likwidacją starych kopciuchów, przerzucane są na lokatorów, podczas gdy stan techniczny wielu budynków, jak i nieszczelne okna, niedomykające się drzwi, niewyizolowane ściany czy przestarzałe instalacje, uniemożliwia skuteczne utrzymanie ciepła. Dodatkowym czynnikiem jest wysoki odsetek pustostanów, które pozostając nieogrzewane potęgują straty ciepła w sąsiednich lokalach. W efekcie, nawet przy intensywnym grzaniu i wysokich rachunkach za prąd, temperatura w mieszkaniach często nie przekracza 18 stopni, czyli minimum, które WHO wyznacza jako bezpieczne dla lokatorów. Problem niedogrzania ma charakter systemowy i wpływa nie tylko na komfort życia, lecz także na dalszą degradację stanu technicznego budynków, napędzając błędne koło zaniedbań. 

Ostatnia zima była jedną z chłodniejszych w ostatnich latach i zebrała swoje żniwo również wśród lokatorów mieszkań komunalnych. Tragiczne wydarzenia rozegrały się w kamienicach przy ul. Malinowej i ul. Kaliskiej, gdzie w odstępie jednego tygodnia odnaleziono ciała czwórki lokatorów. Jako wstępną przyczynę śmierci wskazano hipotermię; w czasie, gdy odnajdywano ofiary na ul. Malinowej, temperatura na zewnątrz spadła do prawie -20 stopni Celsjusza. Tragedia ta stała się jednym z najbardziej dramatycznych przykładów problemów, z jakimi od lat mierzą się lokatorzy zasobu komunalnego, a o których od początku swojego istnienia mówi Łódzkie Stowarzyszenie Lokatorów (ŁSL).

W reakcji na te wydarzenia ŁSL przypomniało swoje postulaty, m.in. zwiększenia nakładów na remonty i termomodernizację, odejścia od wymuszania stosowania ogrzewania elektrycznego, intensyfikacji budowy przyłączy do miejskiej sieci ciepłowniczej oraz wyciągnięcia konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za zaniedbania, które nie pierwszy raz doprowadziły do uszczerbku na zdrowiu i życiu osób zamieszkujących zasób miejski. Po nagłośnieniu tragicznych wydarzeń oraz zapowiedzi demonstracji pod siedzibą Zarządu Lokali Miejskich (ZLM) relacja między instytucją a środowiskiem lokatorskim uległa wyraźnemu zaostrzeniu.

ZLM wysłał do ŁSL pismo przedsądowe, w którym zarzuca naruszenie dóbr osobistych, szerzenie mowy nienawiści oraz podważanie wiarygodności instytucji. Instytucja uznała, że przypisywanie jej odpowiedzialności za śmierć lokatorów samo w sobie stanowi naruszenie ze strony stowarzyszenia. Groźba podjęcia kroków prawnych była sygnałem ostrzegawczym: nagłaśnianie sprawy tragicznych śmierci może spotkać się z poważnymi konsekwencjami. Działanie to ma efekt mrożący, wymierzony nie tylko w jedną organizację, ale szerzej we wszystkich mieszkańców rozważających publiczne zabranie głosu. 

W dniu zapowiadanej demonstracji, 3 marca 2026 roku, ZLM zdecydował się skrócić godziny pracy i zamknąć siedzibę wcześniej niż zwykle, co w praktyce ograniczyło dostęp mieszkańców do instytucji - zarówno tych przychodzących w sprawach indywidualnych jak i tych chcących wyrazić swój stanowczy sprzeciw wobec działań władz. Tego typu decyzja (formalnie mieszcząca się w kompetencjach administracyjnych) w kontekście sytuacyjnym staje się komunikatem o niechęci do konfrontacji i próbą uniknięcia odpowiedzialności. W odpowiedzi protestujący zablokowali drzwi do budynku urzędu chwilę przed oficjalnym rozpoczęciem demonstracji, co spotkało się z agresją policji i siłowym rozbiciem blokady.

Charakterystycznym elementem tej dynamiki, w której władze starają się rozbić ruch poprzez nacisk na tzw. liderów protestu, jest próba selektywnego dialogu. W trakcie i tego protestu przedstawiciele ZLM zaproponowali rozmowy w wąskim, wybranym gronie, w przestrzeni prywatnej i poza kontrolą pozostałych uczestników oraz mediów. Tego rodzaju praktyka, wielokrotnie wcześniej stosowana, jest strategią rozbijania wspólnoty protestu. Przeniesienie rozmowy do zamkniętych gabinetów pozwala zneutralizować napięcie między protestującymi a instytucją, dając fałszywe poczucie sprawczości, jednocześnie nie prowadząc do wiążących ustaleń. Uczestnicy wydarzenia odmówili takiej formuły negocjacji i rozmów. W odpowiedzi przedstawiciele po prostu odeszli od protestujących, wypowiadając się o sprawie do mediów już poza przestrzenią ulicy.

Istotna okazała się również komunikacja po zakończeniu protestu. Oświadczenia kierowane do mediów przez włodarzy koncentrowały się na prezentowaniu planów inwestycyjnych i statystyk (często sprzecznych ze sobą), marginalizując lub pomijając zarzuty, delegitymizując świadectwa mieszkańców i sugerując, że krytyka wynika z przesady lub niezrozumienia sytuacji. Oświadczenie wydała również policja zabezpieczająca wydarzenie, próbując zmyć z siebie odpowiedzialność za stawanie po stronie bogatych i wpływowych – w ich mniemaniu wszystko można wytłumaczyć rozkazem przełożonego i obowiązkiem służbowym.

Nie tylko przeszkadzać władzom: kiedy lokator może strajkować?

Tego rodzaju sytuacje powinny stanowić moment graniczny. W obliczu tak dużych zaniedbań płacenie czynszu zaczyna być przymusowym finansowaniem własnej krzywdy: jedna strona konsekwentnie nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, a druga ma jedynie pokornie regulować należności za warunki, które nie spełniają nawet minimalnych standardów. 

Reakcja władz Łodzi na tragedie i na próby ich nagłośnienia odsłania przy tym coś więcej niż tylko administracyjną nieudolność. Pokazuje głęboko zakorzenioną pogardę wobec lokatorów, która ujawnia się szczególnie wyraźnie wtedy, gdy próbują oni mówić o swoich doświadczeniach. Nawet najbardziej podstawowe, pokojowe formy sprzeciwu – wyjście na ulicę, transparenty, obecność pod siedzibą instytucji – spotykają się z zamykaniem drzwi, wezwaniami policji i prawnymi groźbami. Władza reaguje tak, jakby sam fakt artykulacji problemu był większym zagrożeniem niż jego rzeczywiste skutki. Wszystko to składa się na mechanizm, którego celem nie jest rozwiązanie konfliktu, lecz jego rozproszenie. To polityka zmęczenia i izolacji: zniechęcić jednych, zastraszyć drugich, podzielić resztę. Jednocześnie funkcjonuje założenie, że lokatorzy w Polsce nigdy nie osiągną poziomu organizacji, który pozwoliłby im realnie zagrozić istniejącemu układowi sił. Nie ma zalegalizowanych narzędzi, nie ma również właściwie udokumentowanej historii, która mogłaby uczyć nas nie tyle jak coś zrobić, ale że w ogóle MOŻEMY coś zrobić.

Dlatego właśnie momenty naznaczone tragedią, obnażające skalę zaniedbań systemowych, powinny prowadzić do przemian w relacji między lokatorami a władzą. Opór nie musi kończyć się na obecności na ulicy, szczególnie gdy każda dotychczasowa forma protestu jest ignorowana lub tłumiona. W sytuacji, gdy głos mieszkańców jest systematycznie marginalizowany, realnym narzędziem nacisku pozostaje odmowa podporządkowania się zasadom wyznaczonym przez władze. Prawo zawiodło nas jako lokatorów, musimy więc zwrócić się w stronę zwykłej, ludzkiej przyzwoitość. A ta podpowiada: nie utrzymywać systemu, który nie tylko nie działa, ale który nam szkodzi.

Organizuj się i nie płać: strajk czynszowy jako nowa forma oporu w polskim ruchu lokatorskim

Kolektywna odmowa płacenia czynszu może być silnym narzędziem nacisku – wymaga jednak upowszechnienia w świadomości organizujących się lokatorów, umiejętnej koordynacji działań i udokumentowania, które pozwoliłoby przekazywać praktykę innymi i budować pamięć instytucjonalną. Uczenie się poprzez praktykę i zbiorowe doświadczenia jest najskuteczniejszą formą szerzenia wiedzy na temat możliwych form oporu. Stopniowe włączanie niezaangażowanych wcześniej lokatorów w proces organizowania się i budowania strategii oddaje im podmiotowość oraz pozwala myśleć o swojej sytuacji mieszkaniowej nie jako o nieudolności życiowej, ale jako o efekcie polityki mieszkaniowej – nastawionej na zyski tych, którzy posiadają, a nie bezpieczeństwo tych, którzy w rzeczywistości zamieszkują lokale. Dużą nadzieję daje to, że obecne organizacje lokatorskie działają w duchu samopomocy, prowadząc jednocześnie kampanie polityczne oraz tworząc przestrzenie, gdzie lokatorzy mogą przyjść po pomoc, ale też uczyć się nowych rzeczy i poznawać się ze sobą.

Doświadczenia takich akcji jak Jowita czy Kamionka pokazują, że powodzenie akcji zależy od szerszego zaplecza: wsparcia całej społeczności i sojuszników spoza niej. Strajk, jeśli ma być skuteczny, nie może zamykać się w obrębie jednego budynku czy grupy. 

Kluczowe pozostaje też wzmacnianie samego ruchu lokatorskiego, poza akcjami bezpośrednimi: budowanie solidarności opartej na serdeczności, otwartość na różne doświadczenia najmu i łączenie rozproszonych problemów w jedną, wspólną sprawę. Ten proces już się zaczął, ale wciąż jest na wczesnym etapie. Czas pokaże, na ile trwałe będą obecne struktury i czy wykorzystamy na naszą korzyść zarówno nasze własne, jak i zagraniczne doświadczenia, w walce o lepsze warunki mieszkaniowe.

 

Weronika Dąbrowicz

Łódzkie Stowarzyszenie Lokatorów

Komisja Krajowa przy OZZ Inicjatywa Pracownicza (Łódzka Inicjatywa Studencka)

Czytaj dalej...

Strajki obaliły PRL. Dlatego zakazano ich w III RP

Strajki obaliły PRL. Dlatego zakazano ich w III RP

Mimo tego, że stan wojenny 1981 roku rozbił niezależne związki zawodowe i zakazał strajków, “Solidarność” została odbudowana, a strajki końca lat 80. obaliły PRL. Na czele III RP stanęli wywodzący się ze związku intelektualiści, którzy wcześniej w ramach demokratycznej opozycji, ramię w ramię z robotnikami walczyli o demokrację, o lepsze warunki życia, o wolność zrzeszania się i walki o prawa pracownicze. Logiczne wydawałoby się oczekiwać, że po objęciu władzy – którą zdobyli dzięki zaangażowaniu w walkę ruchu związkowego i zaufaniu robotników – przywrócą wolność strajkowania lub przynajmniej rzeczywiste prawo do strajku. Co więc zmienili oni w tym zakresie względem zakazu strajków Jaruzelskiego z okresu stanu wojennego? Właściwie nic.

Pierwsza “Solidarność”: o wolność pracowniczej samoorganizacji, demokrację, równość i godne życie dla wszystkich

Pierwsza “Solidarność” wyrosła w sierpniu 1980 roku ze strajków przeciwko pogarszającym się warunkom życia robotników, represjom za wcześniejsze strajki i pracowniczą samoorganizację, nierównościom oraz ograniczeniom wolności słowa. Gdy do sierpniowego strajku przyłączyło się już ponad 150 zakładów, Międzyzakładowy Komitet Strajkowy ogłosił słynne 21 postulatów.

Znalazły się wśród nich żądania płacowe, żądania dot. czasu i warunków pracy, a także żądania w zakresie praw socjalnych i praw kobiet. Główny punkt programu stanowiły jednak postulaty polityczne, m.in. żądanie zażegnania kryzysu gospodarczego przy dopuszczeniu całego społeczeństwa do dyskusji nad kształtem reform, żądanie równości (a dokładnie, zniesienia przywilejów służb i aparatu partyjnego) czy wolności słowa. Najważniejszymi z nich były postulaty dotyczące prawa do samoorganizacji pracowniczej: zbudowania niezależnych, samorządnych związków zawodowych, zagwarantowania prawa do strajku bez represji i przywrócenia do pracy osób zwolnionych za udział w strajkach 1970 i 1976 roku.

Pierwsza “Solidarność” domagała się prawdziwej równości, prawdziwej demokracji pracowniczej i godnego życia dla wszystkich. Wolność samoorganizacji, prawo do strajku i autentyczna reprezentacja klasy pracującej stały w samym centrum jej żądań.

Choć władze PRL zobowiązały się w zawartych ze strajkującymi “porozumieniach sierpniowych” zrealizować część postulatów, pierwsza “Solidarność” została złamana przez wprowadzony w 1981 roku stan wojenny.

Intelektualiści: od wsparcia walki o samorządność pracowniczą do “terapii szokowej”

W trakcie wydarzeń sierpniowych część intelektualistów opowiedziała się po stronie robotników, kierując do władz PRL “Apel 64” wzywający do dialogu ze strajkującymi oraz formując Komisję Ekspertów przy Międzyzakładowym Komitecie Strajkowym. Pierwsza “Solidarność” była jednak zrywem przede wszystkim robotniczym. Rola intelektualistów w ruchu opozycyjnym stopniowo wzrastała po zniesieniu stanu wojennego, gdy związek pozostawał nielegalny i musiał działać w podziemiu.

W 1986 ogłoszono amnestię więźniów politycznych i powołano jawną Tymczasową Radę NSZZ “Solidarność”. Rok 1987 przyniósł pogłębienie kryzysu gospodarczego i zwiększone represje względem podziemnych struktur “Solidarności”, a rok 1988 – największą od 1982 roku podwyżkę cen, odpowiadającą jej ogólnokrajową falę strajków oraz rezultat presji strajkowej, czyli rozmowy władz z przedstawicielami ruchu solidarnościowego w Magdalence, podczas których obiecano Okrągły Stół. Niezależny, samorządny ruch związkowy pozostawał jednym z centralnych tematów negocjacji, które doprowadziły ostatecznie do rozmontowania PRL, choć stopniowo tracił na znaczeniu na rzecz tematów związanych z kształtem gospodarki i strukturą przyszłej władzy politycznej.

Po zakończeniu stanu wojennego coś się jednak zmieniło, szczególnie wśród intelektualistów “Solidarności”. Ci, którzy wcześniej deklarowali wartości propracownicze, tacy jak Kuroń czy Michnik, już od lat 70. zaczęli stopniowo zmieniać kurs ideologiczny. Coraz mniej utożsamiali się z walką robotniczą, a coraz bardziej, jak zauważa Michał Siermiński, z tradycjami polskich elit z przełomu XIX i XX wieku. Ci, którzy nie deklarowali głośno pro-pracowniczych wartości, ale wspierali walkę sierpnia ‘80 o rzeczywistą równość i demokrację, wraz z początkiem przemian ustrojowych zaczęli pokazywać swoją prawdziwą twarz.

Wybory 4 czerwca 1989 roku przyniosły jednoznaczne zwycięstwo obozu opozycji. Nowy porządek polityczny był dyktowany przez intelektualistów wywodzących się z ruchu pracowniczego: w regionie mazowieckim około 95% ekspertów “Solidarności” przeszło w tym roku na stanowiska rządowe. We wrześniu sejm powołał rząd pod kierownictwem Tadeusza Mazowieckiego, z Leszkiem Balcerowiczem na stanowisku ministra finansów. W styczniu 1990 rozpoczęto implementację planu Balcerowicza: prywatyzację, deregulację i politykę zaciskania pasa (pracownikom).

Konsekwencje społeczne planu Balcerowicza można bez wyolbrzymiania nazwać katastrofą humanitarną: nierówności diametralnie się powiększyły, bezrobocie jeszcze przed wejściem do UE osiągnęło 20% (a do 2004 roku w niektórych regionach przekraczało nawet 40%), na początku lat 2000 nawet 12% populacji nie zarabiało minimum egzystencjalnego, nominalne ceny wzrosły o 50%, powiększyła się także skala niedożywienia dzieci.

Pracownicy oszukani przez “własne” elity

Reformy Balcerowicza wcielane były odgórnie przy poklasku elit dawnej PZPR, nie mających od dawna już nic wspólnego z socjalizmem, oraz elit postsolidarnościowych – i wbrew woli pracowników. Jak pokazują badania CBOS-u z 1989 roku, większość polskiego społeczeństwa nie chciała ustroju całkowicie podporządkowanego fanatycznemu dążeniu do generowania zysku dla właścicieli zakładów. Nie chciała oddawać całej władzy w ręce przedsiębiorców i wolnego rynku, co zakładał i zrealizował plan Balcerowicza.

obraz1
Opinia społeczna o PZPR w badaniach CBOS w latach 1984-1989. Komunikat CBOS AE/17/1, Warszawa, 1990

Nastroje te potwierdzała fala strajków z lat 1989-1991, która była płynną kontynuacją strajków z roku 1988. Według danych GUS, przez 9 miesięcy 1990 roku ponad 30 tys. osób uczestniczyło w 131 oficjalnie ogłoszonych akcjach strajkowych w całym kraju. Ponadto, gdy w czerwcu 1990 w Mławie protestowali rolnicy, policja po raz pierwszy w III RP zagroziła użyciem siły przy przełamywaniu blokady drogowej – za zgodą rządu Tadeusza Mazowieckiego, który najpierw odrzucił wszystkie postulaty rolników.

Cel ustawy o sporach zbiorowych z 1991 roku? Ukrócenie fali strajków z lat 1989-1991

Przyjęta w 1991 roku ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, obowiązująca z drobnymi zmianami do dziś, powstała właśnie po to, by ukrócić tamtą falę strajków. Ustawodawstwo Jaruzelskiego było w tej sytuacji dla świeżo upieczonych polityków bardzo wygodne – wystarczyło je lekko przeformułować (np. zamienić “postępowanie pojednawcze” na “mediacje”) i zachować całą antystrajkową procedurę, dopuszczającą strajk tylko w drodze wyjątku przy spełnieniu szeregu restrykcyjnych warunków. Elity wywodzące się z ruchu związkowego przyjęły tę samą rolę, jaką generał Jaruzelski obrał w czasie stanu wojennego – pacyfikatorów. W 1990 m.in. Lech Wałęsa i Lech Kaczyński jeździli po Polsce, okłamując robotników, że sytuacja za moment się poprawi – byleby tylko nie strajkowali.

W ten sposób intelektualiści, którzy zbudowali swój autorytet i zdobyli zaufanie pracowników dzięki zaangażowaniu w walkę o wolność samoorganizacji pracowniczej, prawo do strajku i niezależne związki zawodowe, stworzyli nam państwo, w którym strajk jest w praktyce zakazany, a uzwiązkowienie należy do najniższych w całej UE.

Prawo zakazujące strajków, które wczoraj strzegło dyktatury Jaruzelskiego, dziś strzeże dyktatury przedsiębiorców – na życzenie intelektualistów, którzy doszli do władzy na plecach ruchu pracowniczego. Oni najlepiej wiedzieli, że strajk potrafi wywrócić stolik. Zakazali go, by zabezpieczyć swoje stołki.

Lekcja z tych wydarzeń dla ruchu pracowniczego jest jasna. “Własne” elity nigdy nie są “własne”, bo są elitami, a politykom oczekującym od pracowników poświęcenia dla abstrakcyjnego dobra “wspólnego” czy “narodowego” nie można ufać – ponieważ oznacza ono dziś zwykle dobro biznesu, nie pracowników.

 

Źródła:

  1. Piotr Krzyżaniak, Polska (wciąż) bez wolności strajkowania, https://instytutsprawobywatelskich.pl/polska-wciaz-bez-wolnosci-strajkowania/
  2. Wojciech Orliński, Jak Polacy w praktyce stracili prawo do strajku https://oko.press/orlinski-jak-polacy-w-praktyce-stracili-prawo-do-strajku
  3. Michał Siermiński, Dekada przełomu 
  4. David Ost, Klęska “Solidarności” 
  5. Tadeusz Kowalik, Polska transformacja
Czytaj dalej...

Mobilizacja na pochód pierwszomajowy w Warszawie: DOŚĆ ZAKAZU STRAJKÓW!

Przyjedź na demonstrację DOŚĆ ZAKAZU STRAJKÓW! CZAS NA SILNE ZWIĄZKI ZAWODOWE! 1 maja w Warszawie, start o 12:00 spod Sejmu RP (ul. Jana Matejki 1/5). Dokładną trasę przemarszu opublikujemy wkrótce. Zaznacz „Wezmę udział” w wydarzeniu, żeby być na bieżąco.

Zastraszanie, represje i bezwzględna kontrola stały się powszechnie stosowanym sposobem zarządzania pracownikami stosowanym w zakładach pracy w całym kraju. Działalność związkowa bywa dziś traktowana jak przestępstwo. W Polsce walka o lepsze warunki pracy podlega prawnym ograniczeniom nieznanym w całej Unii Europejskiej. Kiedy w innych krajach pracownicy mogą swobodnie strajkować w imie swoich interesów, nasze państwo odbiera nam kluczowe narzędzia tej walki.

Dosyć już obostrzeń ze stanu wojennego wobec pracowników w Polsce! Obecne polskie prawo regulujące spór zbiorowy i strajk jest oparte na restrykcjach jeszcze ze stanu wojennego. Celem przepisów z 1982 było uniemożliwienie prowadzenia strajków oraz rozbicie niezależnych (mniejszych) związków zawodowych. 35 lat temu, w 1991 roku elity solidarnościowe wprowadziły ustawę o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Ustawa podtrzymała większość obostrzeń z okresu dyktatury Jaruzelskiego. To właśnie masowe strajki robotnicze doprowadziły do przemian ustrojowych w Polsce, a mimo to polskie prawo sprawia, że skuteczne organizowanie się wobec wyzysku jest karkołomne. 

Precz z antystrajkową ustawą!

Te antystrajkowe regulacje do dziś utrudniają działalność związkową i delegalizują wystąpienia podobne do tych z sierpnia 1980 roku, w tym strajki solidarnościowe. Przez strukturę przepisów, strajk w danym miejscu pracy stał się zależny od wielu innych procedur - wydłużających i utrudniających procedurę sporu zbiorowego, w trakcie którego szefowie zyskują przewagę i sabotują działania związków.

Dość ciągnących się miesiącami rokowań i mediacji!

Znamy z praktyki wielostopniowe, ciągnące się miesiącami negocjacje z szefami, odbywające się w pierwszych etapach sporów zbiorowych. Realnie te dyskusje rzadko kiedy mają na celu wypracowanie kompromisu w sprawie żądań pracowników. Znacznie częściej stanowią w rękach szefów narzędzie do zastraszania za zamkniętymi drzwiami - z dala od załogi - w celu uderzenia w morale grupy i zniechęcenia ich do walki o swoje prawa.

Znieść wymóg referendum strajkowego!

Kolejnym kagańcem jest wymóg referendum strajkowego, w którym musi wziąć udział co najmniej 50% załogi. Gdyby analogiczny wymóg zastosować wobec władz kraju, połowa rządów w III RP byłaby nielegalna, bo w co drugich wyborach do sejmu frekwencja nie przekroczyła progu 50% frekwencji. Antyzwiązkowe polskie prawo nakazuje przeprowadzić takie referendum wśród wszystkich pracowników danej firmy, nawet jeśli są rozproszeni po placówkach w całej Polsce, co skutkuje tym, że jest to niemal niemożliwe kryterium do spełnienia w firmach takich jak Dino, Kaufland czy Amazon. W praktyce - w przypadku dużych korporacji - oznacza to, że państwo po prostu zakazuje pracownikom strajku przez niemożliwe do spełnienia kryteria.

Polscy i zagraniczni biznesmeni bogacą się na naszych represjach związkowych i zakazie strajku. Przez ograniczenia prawne mamy gorsze warunki pracy niż w innych europejskich krajach. Ta ustawa sprowadza Polskę do roli zaplecza zachodu, a nas do zasobu - taniej siły roboczej - co odbiera nam podmiotowość i godność. Kolejne rządy wycierają sobie gęby legendą Solidarności, ale w rzeczywistości boją się zjednoczonych pracowników bardziej niż dyktatury. Dlatego to my sami – niezależne związki zawodowe, stowarzyszenia lokatorskie i organizacje społeczne – musimy wywalczyć na nowo swoje wolności związkowe i ZNIEŚĆ ZAKAZ STRAJKÓW W POLSCE!

Setki zjednoczonych pracowników z różnych branż łączą siły, aby odzyskać strajk, najważniejsze narzędzie walki o nasze prawa, dlatego dołącz do nas! Przyjedź na pochód pierwszomajowy w Warszawie, start o 12:00 spod Sejmu. Po demonstracji zapraszamy na grill — integracja jest nieodzownym narzędziem budowania silnego ruchu pracowniczego.

Do zobaczenia w stolicy w samo południe!

Czytaj dalej...

Jak zakończył się strajk w Jeremias? Podsumowanie

Po 42 dniach zakończył się strajk w fabryce systemów kominowych Jeremias. Osiągnięto porozumienie, które przewiduje łącznie 700 brutto (do styczniowej kwoty 300 zł zarząd dodał 400 zł), 20 minut przerwy i korzystniejszy okres rozliczenia nadgodzin: wszystkie soboty poza jedną w miesiącu rozliczane jako nadgodziny, a nie jak wcześniej darmowe.

Fabryka Jeremiasa w Gnieźnie jest częścią międzynarodowego koncernu, w którym kluczową rolę odgrywa niemiecka spółka Jeremias Abgastechnik GMBH. W pięcioosobowym zarządzie polskiej spółki-córki zasiada trzech niemieckich członków tej międzynarodowej grupy. 

Wybuch strajku poprzedzony był ponad ośmioma miesiącami negocjacji prowadzonych w ramach procedury sporu zbiorowego. Jak doszło do sporu zbiorowego?

Komisja Inicjatywy Pracowniczej w Jeremias powstała w lutym 2021 r. Przystąpiło do niej od razu dużo pracowników, dzięki czemu komisja natychmiast zaczęła prężne działania, które wkrótce przerodziły się w pierwszy spór zbiorowy. W listopadzie 2021 r. udało się dojść do porozumienia z zarządem. Wywalczono wtedy: (1) od 240 do 500 zł podwyżki zależnie od wysokości pensji (najwięcej dla najniżej zarabiających), (2) ujednolicony i uproszczony system premii, (3) skrócenie czasu „przetrzymywania” pracowników w agencjach pracy tymczasowej do maksymalnie 12 miesięcy, (4) coroczne świadczenia urlopowe w wysokości 1000 zł, (5) korzystne zasady otrzymywania dni wolnych. 

Po sporze w 2021 zarząd Jeremias deklarował wolę dialogu z załogą, w celu zajęcia się zgłaszanymi problemami. Dialog okazał się jednak pozorowany. Nowa dyrekcja wprowadziła wyższe normy i nie waloryzowała pensji. Zignorowano petycję większości załogi o skrócenie rocznego okresu rozliczeniowego, który zmusza do pracy w soboty bez dodatkowego wynagrodzenia. W efekcie 3 października 2024 r. komisja naszego związku weszła w spór zbiorowy. W sporze ze strony Komisji Krajowej załogę reprezentowała w sporze Marta Rozmysłowicz i Bartosz Kurzyca.

W reakcji na spór dyrekcja firmy zaczęła organizować cykliczne obowiązkowe zebrania na hali ze wszystkimi pracownikami, głosząc, że spór jest nielegalny(!). Ponadto na masówkach dyrektorzy przedstawiali kryzysową wizję firmy, udowadniali, że kondycja finansowa w Jeremias jest zła i wobec tego postulatów Inicjatywy Pracowniczej spełnić nie można. Zdaniem związku dane przedstawiane przez polski oddział korporacji są niewiarygodne, ponieważ transferuje ona zyski do Niemiec. Jak wynika ze sprawozdań finansowych Jeremias, o ile spółka zależna w Gnieźnie notuje zyski bliskie zeru, spółka-matka międzynarodowego koncernu osiągnęła w ostatnim roku sprawozdawczym rekordowy zysk netto, czterokrotnie go zwiększając w ciągu niecałej dekady. Za dużą część tego zysku odpowiadają pracownicy z Polski. Koszty pracy w naszym kraju są trzykrotnie niższe niż w Niemczech. Innymi słowy, jeden pracownik z Polski wytwarza firmom tyle zysku co trzech niemieckich. Polska spółka-córka czerpie też dochody z ogromnej pomocy publicznej: zatrudnia więźniów opłacanych przez państwo oraz wytwarza część materiałów w dwóch halach produkcyjnych w pobliskim zakładzie karnym w Gębarzewie, zbudowanych za państwowe pieniądze odebrane z wypłat pracujących skazańców. Zarząd wypłaca sobie też coraz wyższe wynagrodzenia, sięgające łącznie 1,8 miliona złotych w rzekomo kryzysowym 2024 roku.

Ostatecznie zarząd odmówił spełnienia żądań wysuniętych przez OZZ Inicjatywa Pracownicza i odpowiedziała na nie represjami: zakazał rozdawania ulotek, zasypywał związkowców bezpodstawnymi pismami-straszakami, rozprowadzał anonimowo petycję pracowniczą z „poparciem dyrekcji” wymierzoną w związek. Co istotne, podczas sporu zwolniono dwóch działaczy Inicjatywy Pracowniczej: lakiernika Dariusza Modrzejewskiego i spawacza Mariusza Piotrowskiego. Przyczyną zwolnienia obu związkowców było m.in. ujawnienie nieprawidłowości w zakresie BHP. Zwolnienia działaczy w trakcie sporu zbiorowego miały też na celu zastraszenie ogółu załogi. O roli kancelarii prawnych zwalczających związki zawodowe pisaliśmy obszernie we wcześniejszych materiałach na temat sporu zbiorowego i strajku w Jeremias na stronie internetowej ozzip.pl.

Jeszcze przed rozpoczęciem strajku Zespołowi ds. Prawnych OZZ Inicjatywa Pracownicza udało się uzyskać postanowienie sądowe nakazujące niezwłoczne dopuszczenie do pracy Mariusza Piotrowskiego, który oprócz działalności w prezydium komisji IP, pełnił także funkcję zakładowego Społecznego Inspektora Pracy. Dyrekcja zdecydowała się jednak zignorować orzeczenie sądu i nie wpuściła Mariusza na teren zakładu. 

Mimo represji, w zorganizowanym w maju br. referendum strajkowym udział wzięło 67% zatrudnionych, z których stanowcza większość (72,3%) opowiedziała się za rozpoczęciem akcji strajkowej. Tak jak na poprzednich etapach sporu zbiorowego, przez cały czas strajku kierownictwo Jeremiasa próbowało złamać załogę, nieustannie powtarzając, że spór zbiorowy jest nielegalny, strasząc podjęciem działań wobec biorących w nim udział, szykanując związek i odmawiając podjęcia rozmów. Poza zignorowaniem postanowienia sądu w sprawie Mariusza Piotrowskiego dyrekcja podjęła także próbę izolacji strajkujących od reszty załogi za pomocą specjalnie w tym celu wybudowanego ogrodzenia. Presja ta nie złamała jednak pracowników i pracownic. Większa część zatrudnionych na produkcji konsekwentnie odmawiała podjęcia pracy. Utrudnienia ze strony firmy istotnie przedłużyły strajk, jednak ostatecznie zarząd złamał się pod jego skutkami. Po sześciu tygodniach, 14 lipca podpisano porozumienie.

Przez cały czas strajku organizowane były wiece, akcje protestacyjne i blokady dostaw pod zakładem pracy. Strajkujący wraz z delegacją Komisji Krajowej sprowokowali także organizację nadzwyczajnej sesji rady miasta Gniezna poświęconej ściśle sytuacji w Jeremias. Temat strajku był również dwukrotnie przedmiotem dyskusji w sejmie RP ze strony posłów Lewicy i Razem. Ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zgłosiła do prokuratury podejrzenie popełnienia przestępstwa utrudniania sporu zbiorowego przez Jeremias.

Cała Polska za strajkiem

Strajkujących na miejscu stale wspierały struktury Inicjatywy Pracowniczej oraz organizacje społeczne zrzeszone wraz z komisją Jeremias w Koordynacji Solidarności i Walk: szpital UAM, Amazon, Volkswagen, Fiege Zalando, Auchan, Orlen Serwis, Poznańskie Koło Młodych Inicjatywy Pracowniczej, stowarzyszenie Czerwoni, grupy lokatorskie z Osiedla Maltańskiego i Osiedla Przyjaźń czy centra społeczne Syrena i Przychodnia. Na wiecach poparcia w Gnieźnie pojawiły się też delegacje innych struktur i koordynacji Inicjatywy Pracowniczej z całego kraju oraz grup sympatyzujących ze strajkiem. Walkę załogi Jeremias wsparły także inne związki zawodowe, w tym m.in. górnicy ze Śląska zrzeszeni w WZZ Sierpień 80. i członkowie OPZZ Konfederacja Pracy z zakładów Solaris Bus & Coach oraz Paroc, gdzie wcześniej udało się przeprowadzić zwycięskie strajki o podwyżki. W akcjach pod Jeremias brał też udział związek Zjednoczeni oraz Ad Rem zrzeszający pracowników sądownictwa. 

Strajk w Jeremias istotnie wzmocniła zbiórka pieniędzy na fundusz strajkowy. Finansowego wsparcia dla strajkujących udzieliło łącznie ponad 1300 organizacji i osób prywatnych. Fundusz strajkowy zasiliły także zaprzyjaźnione związki z całej Europy, w tym szwedzki SAC, włoski ADL Cobas, niemiecki FAU, francuski SUD Solidaires czy hiszpańskie CGT i CNT. Zbiórka publiczna i związkowy fundusz strajkowy pozwolił na wypłatę 200 złotych za każdy dzień strajku dla wszystkich jego uczestników.

Strajk przeciwko niemocy państwa

42 dni strajku w Jeremias ujawniły fundamentalne sprzeczności naszego państwa. Dziś, 36 lat po zmianie ustroju, możliwej tylko dzięki masowym protestom i strajkom pracowniczym, polskie państwo nie może wymóc, aby pracodawcy przestrzegali prawa pracy i prawa do strajku. Prezesi firm otwarcie mówią państwowym inspektorom pracy, że zapłacą kary, ale prawa przestrzegać nie będą. Prawnicy kierownictwa Jeremias negowali ekspertyzy ministerstwa pracy i odmawiali posłom prawa do interwencji poselskiej na terenie zakładu. Polskie państwo przyzwala także, aby firmy wliczały w koszty działalności gospodarczej wydatki na zwalczanie protestów pracowników i łamanie prawa. To samo państwo wszyscy dźwigamy na naszych barkach ciężką, nisko opłacaną pracą i finansujemy podatkami, których płacenia unikają zarządy wielu firm. 

Sukces strajku jest tym większy, że pracodawcy stale ośmieszają polskie państwo. Dlatego koalicja organizacji, które wspierały zwycięski strajk, pragnie na jego fali zmienić przepisy na poziomie krajowym. Domagamy się od posłów i ministrów, aby podjęli następujące działania: 

  1. Uzależnić wysokość kary za łamanie prawa pracy od przychodów, jakie notuje firma. Kary rzędu 2 500, zł tylko zachęcają pracodawców do bezprawia. Jeśli prezesi zakładu uporczywie łamią prawa pracownicze, zwalczają związki zawodowe, utrudniają spory zbiorowe, kary muszą być odpowiednio wyższe — aż do zawieszenia działalności zakładu. Tylko adekwatne kary sprawią, że prezesi firm będą szanować prawo pracy.
  1. Dać narzędzia wymierzania odpowiednio wysokich kar za łamanie prawa w ręce samych pracowników — Społecznym Inspektorom Pracy.
  1. Zakazać ulg podatkowych za usługi prawne zwalczające pracowników i związki zawodowe, na wzór projektu uchwały kongresu USA „No Tax Breaks For Union Busting Act”.

Apelujemy do innych związków zawodowych i sympatyzujących organizacji o poparcie naszych postulatów do władz RP. 

Jarosław Urbański, Bartosz Kurzyca

Czytaj dalej...

CGT wyraża solidarność i wsparcie dla strajkujących w Jeremias

Generalna Konfederacja Pracy (CGT) popiera żądania komisji Inicjatywy Pracowniczej i wzywa swoich członków oraz inne organizacje związkowe w Hiszpanii do wsparcia strajkujących pracowników fabryki należącej do grupy Jeremias Abgastechnik GMBH w Gnieźnie.

Jak czytamy w opublikowanym na stronie hiszpańskiego związku zawodowego komunikacie: „CGT chce wyrazić swoją solidarność z polskimi kolegami i koleżankami z OZZ Inicjatywa Pracownicza, którzy od początku czerwca prowadzą strajk w firmie Jeremias (...) żądania pracowników są całkowicie słuszne, biorąc pod uwagę, że międzynarodowa korporacja, pomimo potrojenia swoich zysków w ostatnich latach i czerpiąc znaczną pomoc finansową ze strony państwa, nadal odmawia poprawy warunków pracy. Zarząd firmy odmawia między innymi podwyżek płac, które stanowiłby znaczącą poprawę dla jej pracowników. Wręcz przeciwnie, przyjął nietolerancyjną postawę i bezwzględnie represjonuje pracowników, którzy od ponad miesiąca prowadzą strajk”.

Za pośrednictwem sekretarza ds. Stosunków Międzynarodowych - Davida Blanco - CGT wyraziło gotowość do aktywnego wspierania walki pracowników Jeremias: „W CGT bardzo dobrze wiemy, że bez wzajemnego wsparcia bardzo trudno jest prowadzić strajk, nie mówiąc już o wygraniu walki z firmą, z którą dialog społeczny nie jest możliwy. Widzimy to obecnie w Kadyksie, gdzie pracownicy przemysłu metalurgicznego strajkują od 23 czerwca, a także w Barcelonie, gdzie kilka miesięcy temu pracownicy H&M po ponad dwóch miesiącach przestojów i demonstracji zdołali skłonić kierownictwo firmy do zaakceptowania ich żądań dotyczących lepszych warunków pracy”. 

W tym celu CGT zasiliło i udostępniło dane bankowe na fundusz strajkowy wśród swoich członków oraz innych organizacji związkowych w Hiszpanii. Link: https://cgt.es/cgt-ha-querido-mostrar-su-solidaridad-con-las-companeras-polacas-de-la-organizacion-anarcosindicalista-ip-en-lucha-desde-comienzos-de-junio/.

 

Czytaj dalej...

Strajkujący nie muszą przebywać na zakładzie. Ekspertyza zespołu prawnego Inicjatywy Pracowniczej

  • Dział: Prawo

Podczas strajku pracownik nie ma obowiązku potwierdzania obecności w pracy ani obowiązku stawienia się do pracy w miejscu wskazanym przez pracodawcę. Strajkujący pracownicy mogą zostać w domu, mogą spotkać się pod zakładem pracy, mogą też spotkać się w innym wybranym miejscu (np. na rynku).

Zgodnie z artykułem 17 ustępem 1 ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych strajk polega na zbiorowym powstrzymywaniu się pracowników od pracy w celu rozwiązania sporu zbiorowego. Ustawa nie określa, w jaki sposób pracownik ma „powstrzymać się od pracy”, ani też nie określa, gdzie pracownik ma przebywać podczas strajku. Prawo nie wymaga, aby pracownik podczas strajku podpisywał listę obecności. Ustawa nie wymaga też, aby listy obecności strajkujących były przekazywane do pracodawcy.

Z powyższym stanowiskiem zgadza się znakomita większość prawników i jest to pogląd ugruntowany w literaturze prawniczej. W komentarzu do artykułu 17 ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych dr J. Żołyński (WKP 2012), wprost pisze, że „udział w strajku uchyla konieczność ewidencjonowania czasu pracy, potwierdzania obecności w pracy oraz obowiązek stawienia się do pracy w miejscu wskazanym przez pracodawcę”. Natomiast profesor H. Lewandowski, w swoim komentarzu do tego przepisu (LexisNexis 2001), wskazuje na możliwość – nie na obowiązek – pozostawania na stanowisku pracy podczas strajku. 

Prawnicy podkreślają dodatkowo, że w strajku chodzi nie tylko o zbiorowe powstrzymanie się od pracy, ale także o brak gotowości do świadczenia pracy. Tak definiował strajk profesor B. Cudowski w swojej książce Spory zbiorowe w polskim prawie pracy (Białystok 1998, s 126). Obecnie tak definiuje strajk dr hab. A. Tomanek w komentarzu pod redakcją profesora K.W. Barana (WKP 2019). Chodzi o to, że stawienie się do pracy jest zwykle uważane za przejaw gotowości do świadczenia pracy. Dlatego niestawianie się do pracy jasno pokazuje, że pracownik strajkuje, czyli daje znać pracodawcy, że nie będzie świadczyć pracy. 

Powyższe wskazuje, że stawienie się w miejscu pracy nie jest obowiązkiem pracownika biorącego udział w strajku. Skoro pracownik biorący udział w strajku nie wyraża gotowości do świadczenia pracy, to również nie musi wykonywać żadnych działań wynikających z tej gotowości, a więc także nie musi stawiać się do pracy. Mają racje tacy autorzy jak na przykład profesor A. M. Świątkowski (komentarz pod red. Wratnego, Legalis 2009) czy profesor H. Lewandowski (LexisNexis 2001), którzy wskazują, że stawienie się w zakładzie pracy podczas strajku jest działaniem dodatkowym, które może służyć wsparciu żądań w sporze zbiorowym. Stawienie się w zakładzie pracy może być działaniem strategicznym strajkujących. Ale nie jest to ich obowiązek. Strajkujący mogą zostać w domu, mogą spotkać się pod zakładem pracy, mogą też spotkać się w innym wybranym miejscu (np. na rynku). 

Związki zawodowe robią własne listy strajkowe, żeby wiedzieć, komu wypłacić świadczenie z funduszu strajkowego. Natomiast obecność w pracy wszystkich strajkujących może mieć tę zaletę dla związku, że w każdej chwili jak się już związek dogada z pracodawcą, to akcję strajkową można natychmiast przerwać. Niemniej robienie list strajkowych i obecności w pracy podczas strajku może być pewną taktyką (z wielu), ale nie jest to wymóg prawny i nie wynika to z żadnego przepisu ustawy. 



Zespół Prawny OZZ Inicjatywa Pracownicza

Doktor nauk prawnych Piotr Krzyżaniak

Magister nauk prawnych Marta Rozmysłowicz





Czytaj dalej...

Strajk w gnieźnieńskim Jeremiasie

Od wtorku 3 czerwca komisja Inicjatywy Pracowniczej w fabryce systemów kominowych Jeremias w Gnieźnie prowadzi strajk. Załoga zakładu domaga się podwyżki wynagrodzeń o 800 zł, wydłużenia przerwy do 30 minut, skrócenia okresu rozliczeniowego do miesiąca oraz przywrócenia sprawiedliwych zasad premiowania.

Czytaj dalej...

Już 3 czerwca start strajku w Jeremias – wesprzyj strajkujących!

Wesprzyj strajkujących w fabryce kominów Jeremias!

Już 3 czerwca odejdziemy od naszych stanowisk pracy w walce o podwyżki 800 zł, wydłużenie płatnej przerwy do 30 minut, sprawiedliwy system premiowania i korzystniejszy tryb rozliczania nadgodzin.

Jeśli masz taką możliwość, rozważ zasilenie naszego funduszu strajkowego dowolną kwotą: LINK DO ZRZUTKI

 

Dlaczego strajk?

Fabryka w Gnieźnie to część międzynarodowego koncernu. Jesteśmy spółką zależną wobec Jeremias Abgastechnik GMBH. Produkujemy tu m.in. części niezbędne do funkcjonowania niemieckiej fabryki. Spółka-matka w ciągu niespełna 10 lat zwiększyła swoje przychody ponad trzykrotnie, z 64 do 210 mln euro w latach 2015-2023. W 2024 roku pięcioosobowy zarząd naszej firmy, wśród którego zasiada trzech niemieckich członków międzynarodowej grupy Jeremias, wypłacił sobie 1.87 miliona złotych wynagrodzeń. Firma w Gnieźnie korzysta także z finansowej pomocy państwa w zatrudnieniu, otrzymując niemal milion zł rocznie za pracę więźniów w swoich halach fabrycznych zakładu karnego w Gębarzewie.

Wszyscy naszą ciężką pracą wypracowujemy grupie kapitałowej wielomilionowe zyski. Pora, aby w końcu większa część tych zysków trafiała do naszych kieszeni. Mamy takie same żołądki co nasi koledzy w niemieckiej fabryce. Chcemy być lepiej traktowani.

Liczymy, że zarząd Jeremias sp. z o.o. zdecyduje się na polepszenie warunków, zamiast zaryzykować destabilizację spółki. W ciągu ośmiu miesięcy negocjacji z zarządem w ramach sporu zbiorowego oraz po zwolnieniach dwóch związkowych liderów, czujemy że zarząd nie pozostawia nam wyboru. Otrzymaliśmy silny głos wsparcia od pani Minister Rodziny Pracy i Polityki Społecznej, która ogłosiła że według ministerstwa nasz spór zbiorowy jest w pełni legalny i mamy prawo do referendum. Dlatego 15 maja zorganizowaliśmy referendum strajkowe: 72,3 procent załogi oddało głos za podjęciem strajku o godne warunki życia, przy frekwencji sięgającej aż 67 procent. W dodatku zwolniony przewodniczący naszego związku w Jeremias Mariusz Piotrowski otrzymał właśnie sądowy nakaz przywrócenia do pracy. Inspektor PIP oskarżył dyrektor HR Jeremias o nielegalne zwolnienia naszych związkowców. 3. czerwca zaczynamy strajk. Jeśli chcesz pomóc nam wygrać tą walkę, zasil nasz fundusz strajkowy dowolną kwotą!

Dlaczego zrzutka?

Według prawa w Polsce za dni strajku pracownicy nie dostają wynagrodzeń – o ile w toku negocjacji prezes ich nie przyzna. Niskie wypłaty większości z nas nie pozwalają na utrzymanie się w trakcie strajku. Nasz bojowy związek jest wciąż niewielki. Jego fundusze opierają się na niskich składkach płaconych przez pracowników również często zarabiających w okolicach minimalnej krajowej. Dlatego jeśli tylko masz możliwość, bardzo prosimy o wsparcie naszej walki poprzez wpłacenie dowolnej kwoty na zrzutkę.

 

Z góry dziękujemy i pozdrawiamy z zaciśniętą pięścią,

Inicjatywa Pracownicza w Jeremias

 

***ENGLISH*** SUPPORT OUR STRIKE IN JEREMIAS CHMINEY FACTORY! 

Support the strikers at the Jeremias chimney factory! On June 3rd, we will stop our work. We fight for a 800 PLN pay raise (circa 180 euro), extension of the paid break to 30 minutes, a fair bonus system, and a one-month overtime calculation method (instead of 12 months).

Why the strike?

The factory in Gniezno is part of an international corporation. We are a subsidiary of Jeremias Abgastechnik GMBH. We produce, among other things, parts necessary for the functioning of the German factory. The parent company has more than tripled its revenues in less than 10 years, from 64 to 210 million euro in the years 2015-2023. In 2024, the five-person management board of our company, which includes three German members of the international Jeremias group, paid themselves as much as 1.87 million złotys in salaries. The company in Gniezno also benefits from financial assistance from the state in employment, receiving almost a million złoty annually for the work of prisoners in its factory halls of the penitentiary in Gębarzewo.We all, with our hard work, generate multi-million profits for the capital group. It's time for a larger part of these profits to finally go into our pockets. We have the same stomachs as our colleagues in the German factory. We want to be treated better.

We hope that the management of Jeremias sp. z o.o. will decide to improve the conditions instead of risking the destabilization of the company. During the eight months of negotiations with the management as part of the collective dispute and after the dismissal of two union leaders, we feel that the management is not leaving us any choice. We received a strong voice of support from the Minister of Family, Labor and Social Policy, who announced that according to the ministry, our collective dispute is fully legal and we have the right to a referendum. Therefore, on May 15th, we organized a strike referendum: 72.3 percent of the crew voted in favor of a strike for decent living conditions, with a turnout of as much as 67 percent. In addition, the dismissed chairman of our union at Jeremias, Mariusz Piotrowski, has just received a court order to be reinstated to work. On June 3rd, we are starting the strike. If you want to help us win this fight, contribute any amount to our strike fund!

Why the fundraiser?

According to our Law, in Poland workers do not receive wages for the days of strike (unless the management agrees to provide them during final negotiations). Low paychecks do not allow us to support ourselves and our families during the strike. Our union is still small and its funds are based on contributions paid by workers who very often also earn the minimal wage. 

 

Therefore if you have the opportunity, we ask you to enable us to continue our struggle by contributing any amount to the fundraiser: LINK

 

If you encounter any problem with transferring money through this site, contact us at Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. or you can also send it directly to our bank account:

OZZ Inicjatywa Pracownicza

Kościelna 4, 60-538 Poznań, Poland

IBAN PL88 2130 0004 2001 0577 6570 0001

Code BIC/SWIFT: INGBPLPW

Volkswagen Bank direct, Rondo ONZ 1 00-124 Warszawa, woj. Mazowieckie, Polska

Czytaj dalej...

SUPPORT THE STRIKE IN THE BIGGEST METAL PACKAGING MANUFACTURER IN POLAND!

On Thursday June 20th, we started a strike at CanPack Food and Industrial Packaging, the biggest manufacturer of metal packaging in Poland. We ask you to support our strike fund

Our union organized the first strike in the history of CANPACK FIP corporation in Poland. It is the result of a collective dispute with the company's management which we entered in March 2024. We demand a 14.4% increase of our salaries on average,with a special focus on the lowest-paid employees. Because of our hard work, the company doubled its net profit from 8M euro (37M pln) to 15.5M euro (67M pln) in the period of 2020-2023. The parent company CANPACK SA, to which part of CANPACK FIP's profits are transferred, recorded a net profit of 92M euro (400M pln) in 2023, 25M euro (100M pln) more than in 2022. 

As of Saturday 22.06, almost entire crew at all shifts strikes at the Brzesko factory. On the first day, the strike also escalated to a second factory in Debica, where almost entire afternoon and night shifts stood down. 

Currently, the main challenge to continue the strike is our poor financial situation. Nearly half of the workers here earn Polish minimum wage (circa 830 eur). Our union is supporting us financially, but even with that support, a week-long strike could mean that we won't be able to pay our bills. Therefore, to enable us to continue our struggle, we’re asking for your financial support.

For this purpose, we launched an online fundraising: 

https://zrzutka.pl/en/b5vmsf

If you encounter any problem with transferring money through this site, contact us at Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. or you can also send it directly to our bank account:

OZZ Inicjatywa Pracownicza
Kościelna 4, 60-538 Poznań, Poland

IBAN PL88 2130 0004 2001 0577 6570 0001
Code BIC/SWIFT: INGBPLPW

Volkswagen Bank direct, Rondo ONZ 1 00-124 Warszawa, Mazowieckie, Polska

Czytaj dalej...

Strajk u największego producenta opakowań metalowych w Polsce. Załoga CANPACK FIP w Brzesku walczy o godną wypłatę

20 czerwca 2024 roku rozpoczynamy strajk w naszym zakładzie pracy, koncernie CANPACK Food and Industrial Packaging. Po miesiącach bezowocnych spotkań z zarządem sięgamy po ostateczne narzędzie walki o godne warunki życia. Dlaczego strajk? Co roku wypracowujemy spółce wielomilionowe zyski – ciężką pracą na przestrzeni lat 2020-2023 niemal podwoiliśmy zysk netto z 35 do 67 milionów złotych rocznie. Pomimo tego, pensje niemal połowy fizycznych pracowników wciąż pozostają na poziomie bliskim minimalnej krajowej. Coroczne wzrosty płac, jakie oferuje zarząd, ledwo rekompensują inflację. Dlatego rozpoczęliśmy walkę o godne życie.

Czytaj dalej...

OZZ Inicjatywa Pracownicza
Komisja Krajowa

ul. Kościelna 4/1a, 60-538 Poznań
514-252-205
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
REGON: 634611023
NIP: 779-22-38-665

Przystąp do związku

Czy związki zawodowe kojarzą ci się tylko z wielkimi, biurokratycznymi centralami i „etatowymi działaczami”, którzy wchodzą w układy z pracodawcami oraz elitami politycznymi? Nie musi tak być! OZZIP jest związkiem zawodowym, który powstał, aby stworzyć inny model działalności związkowej.

tel. kontaktowy: 514-252-205
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Kontakt dla prasy

tel. kontaktowy: 501 303 351
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

In english

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.