EN/DE/FR УКР/РУС KONTAKT

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 95.

Cyrk na fermie drobiu

Marek Starzyński pracował pod Nową Solą na fermie drobiu w Wierzbnicy, związanej z Kampanią Drobiarską "IKO" z Augustowa, Jest to firma rodzinna, której właścicielkę łączą koneksje zarówno z nowosolską policją, jak i prokuraturą.


Kilka tygodni temu Marek Starzyński zrezygnował z samozatrudnienia, które nie dość, że było ciężką i przekraczającą wszelkie normy ustawowego czasu pracy harówką, to jeszcze nie pozwalało na utrzymanie się choćby na poziomie minimum socjalnego.

Tuż po tym jak złożył pozew do Sądu Pracy o uznanie stosunku pracy, co gwarantowałoby mu wypłatę dodatkowego wynagrodzenia za przepracowane godziny w święta, pracę w godzinach nocnych oraz nadliczbowych, lub za czas absencji chorobowej, zaczęły się pod jego adresem groźby, wizyty fałszywego policjanta w cywilnym ubraniu, a nawet pobicie przez zbira nasłanego na Marka Starzyńskiego przez byłą przełożoną. Poszkodowany robotnik mieszka w bardzo skromnym mieszkaniu w Bytomiu Odrzańskim. Żyje razem z żoną - rencistką oraz trójką chorych dzieci.
.
Na fermie
Ferma drobiu w Wierzbnicy zajmuje się chowem kurcząt, na które później zbyt zapewnia Kampania "IKO" z Augustowa. Na co dzień pracuje na fermie od 8 do 10 osób. Marek Starzyński pracował na fermie od 2005 roku i od początku była to praca "na czarno". Na wyraźne polecenie właścicielki w marcu 2006 r. M. Starzyński założył własną działalność gospodarczą. Opłacalne było to tylko do czasu, kiedy nadal trwały ulgi w składkach na ZUS. Po dwóch latach jednak - ulgi się skończyły...

Praca Marka Starzyński oraz jego współpracowników polegała na obsłudze piskląt w kurnikach, naprawach elektrycznych i mechanicznych, malowaniu, sprzątaniu kurników i warsztatu, koszeniu trawy itd. Przełożeni pracowników zlecali im także opiekę nad psami, pracę w trakcie żniw, przy rozładunku zboża oraz podawaniu szczepionek kurczętom. Ponadto, Starzyński pełnił funkcję stróża, gdyż pilnował wraz z innymi kolegami fermy, aby nikt obcy na nią nie wtargnął. Wszystkie te prace wykonywane były w systemie zmianowym. „Niejednokrotnie w wolnych dniach pomiędzy zmianami byłem wzywany do pracy telefonicznie lub przez innego pracownika” - dodaje Marek Starzyński.

Stawki godzinowe nie należały do zbyt wygórowanych: „Za przepracowaną godzinę [stawka] była ustalana słownie [...]. Na początku była to kwota 10 zł. na godz., a później – 11 zł. na godz.” - mówi pracownik z Bytomia Odrzańskiego. Za każdym razem szefowa osobiście zlecała Starzyńskiemu. wystawianie rachunków - na nią, jej męża lub jej matkę. Żeby tylko było jak najtaniej.

Miesięcznie pracownicy fermy przepracowywali od 228 do nawet 264 godzin! Marek Starzyński przez trzy lata pracy miał w sumie ponad 1700 przepracowanych godzin nadliczbowych. Pracownicy na fermie podporządkowani są jednej przełożonej, która jest jednocześnie właścicielką przedsiębiorstwa. Sprawozdania z pracy muszą oni składać przełożonej lub jej matce. Bywały takie dni, kiedy Starzyński śniadanie jadł dopiero o godzinie 14.00 i nikogo to nie interesowało, iż przez 8 godzin pracy nie miał ani jednego posiłku regeneracyjnego.

Co spowodowało, iż wreszcie Starzyński zdecydował się wnieść sprawę do Sądu? „Jeszcze w trakcie pracy na fermie, już dużo wcześniej, denerwowało mnie to, że nie było mowy o żadnym urlopie, czy też jakichś dniach wolnych, ale płatnych. Nawet w czasie kiedy miałem przysługujące mi 3 dni wolnego, byłem wzywany telefonicznie lub poprzez innych pracowników do stawienia się w pracy. Człowiek nie mógł nawet zaplanować sobie swoich osobistych spraw, które miał do załatwienia” - mówi z goryczą Marek Starzyński.

Najbardziej jednak we znaki pracownikom daje się tam brak szacunku właścicieli wobec zatrudnionych. „Nawet kiedyś mojej żonie telefonicznie powiedziano, że sprawy fermy są ważniejsze, a swoją sprawę mogę sobie załatwić w innym terminie” - żali się Starzyński. Przełożeni nie płacili mu za nadgodziny, za pracę w godzinach nocnych, w niedziele i święta. „Czułem się jak przysłowiowy parobek” - dodaje robotnik.

Powiedział dość!
W marcu 2008 roku Marek S. zaczął myśleć o zmianie miejsca zatrudnienia: „Ciężko było cokolwiek konkretnego znaleźć i brnąłem dalej na tej fermie wykonując niewdzięczną i niewolniczą pracę”. Jesienią 2008 roku zachorował. Jego choroba przeciągnęła się do 4 miesięcy, a szefowej nie obchodziło nawet to, czy Marek S. ma z czego opłacić składki na ZUS. Nie mówiąc już o wydatkach na życie i leki. „Z zasiłku po opłaceniu składki zdrowotnej zostawało mi na życie niespełna 500 zł. Żona jest na rencie, a na utrzymaniu mamy troje chorych dzieci. Wtedy powiedziałem dość!” - mówi ze złością Marek S.

Na skierowane do swojej byłej szefowej pismo, w którym poszkodowany robotnik domagał się wypłaty zaległych wynagrodzeń, ta odpowiedziała jedynie, iż „nic nie jest mu winna, gdyż wszystkie należności płaciła mu w terminie”. Była przełożona Starzyńskiego była bardzo zaskoczona faktem, iż jej pracownik wniósł sprawę do sądu pracy. Szybko jednak otrząsnęła się z początkowego szoku, gdyż nadal pracującym na fermie pracownikom powiedziała, że: "Zrobimy wszystko żeby wygrać tę sprawę, a jak trzeba będzie to oprze się to o Trybunał Konstytucyjny. Wyrobimy mu taką opinię, że nigdzie sobie nie znajdzie żadnej pracy".

Życie przewrócone do góry nogami
Pierwsza rozprawa przed sądem pracy, na którą była przełożona Starzyńskiego nawet się nie stawiła, odbyła się 9 kwietnia br. „Od tego dnia moje życie zostało przewrócone do góry nogami przez tych ludzi. 13 kwietnia nasłalno na moje mieszkanie fałszywego policjanta. Widziały go dwie sąsiadki. 8 maja br. nasłano na mnie jakiegoś zbira i mnie pobił, wyraźnie mówiąc za co" - mówi z goryczą Marek S.

Sprawa pobicia poszkodowanego przez fermę drobiu Marka S. została jednak przez nowosolską policję bardzo szybko umorzona. Podobno z "braku dowodów". Robotnik twierdzi jednak, iż stało się tak ponieważ w policji w Nowej Soli pracuje ktoś z rodziny jego byłej szefowej.

Marek Starzyński nie składa jednak broni: "Będę pisać zażalenie na umorzenie dochodzenia, a wcześniej już złożyłem skargę na opieszałość policji w Nowej Soli do Komendanta Wojewódzkiego Policji w Gorzowie Wlkp. Po dzień dzisiejszy po pobiciu leczę się u specjalisty laryngologa".

Na samym początku skontaktowali się z Markiem S. nawet byli współpracownicy z fermy drobiu. Chcieli zeznawać w jego sprawie. Jednak wraz ze zbliżającym się terminem rozprawy, zaczęli zmieniać zdanie.
"Między mną i moimi kolegami z pracy były bardzo dobre relacje. Spotykaliśmy się u mnie w domu, na mieście lub kontaktowali się telefonicznie. Jednak czym było bliżej sprawy stosunki zaczęły się zmieniać" - mówi z żalem Marek Starzyński. "Zawiodłem się bardzo na koledze, liczyłem na to, że w sądzie będzie mówić prawdę. A tymczasem nazwał mnie w Gazecie Lubuskiej 'naciągaczem'. Mam również żal do pozostałych pracowników, którzy również składali fałszywe zeznania w sądzie"- dodaje M. Starzyński.

Bardziej patrzyli na siebie, niż na pracowników
Poszkodowany robotnik ma też jednak zrozumiałe pretensje wobec byłych szefów: "Na pewno powiedziałbym im, że nie potrafią walczyć uczciwie, z godnością i honorem. Manipulują innymi tylko po to, aby osiągnąć zamierzony cel. [...] Bardziej patrzyli na siebie, niż na pracowników. Dbali tylko i wyłącznie o własne interesy i zyski".

Byłego pracownika dziwi jednak to, że na fermie drobiu właściciele robili (i robią nadal) wiele rzeczy nielegalnie. Mimo to, wszystko uchodzi im na sucho. Dla Starzyńskiego sprawa jest oczywista - mają oni koneksje i pieniądze. "Jak mają pieniądze i znajomości w policji, to mogą wszystko, nawet ustalać własne prawo" - dodaje Marek S.

Swoim byłym współpracownikom M. Starzyński chciałby jedynie powiedzieć, iż bardzo go zawiedli. Nie wykazali ani krzty solidarności. „Doskonale wiedzieli i wiedzą, że miałem i mam rację. I wiedzieli przecież, że skoro ja wygram, to i oni mieli by taką samą szansę. Niejednokrotnie narzekali na tę pracę. Nie wiem co lub kto nimi kierowało. Pomimo wszystkiego – dodaje - chciałbym również ich uprzedzić. Jeżeli kiedyś któryś z nich wyłamie się, tak jak ja, niech lepiej uważa na swoje życie, bo mogą mieć tak przewrócone do góry nogami, jak mam ja".


Łukasz Czaja
Piotr Krzyżaniak

Marek Starzyński zwrócił się o pomoc do naszego związku. W dniu 19 czerwca ma kolejną rozprawę w nowosolskim Sądzie Pracy.  Inicjatywa Pracownicza planuje akcję solidarnościową

OZZ Inicjatywa Pracownicza
Komisja Krajowa

ul. Kościelna 4/1a, 60-538 Poznań
530 377 534
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
REGON: 634611023
NIP: 779-22-38-665

Przystąp do związku

Czy związki zawodowe kojarzą ci się tylko z wielkimi, biurokratycznymi centralami i „etatowymi działaczami”, którzy wchodzą w układy z pracodawcami oraz elitami politycznymi? Nie musi tak być! OZZIP jest związkiem zawodowym, który powstał, aby stworzyć inny model działalności związkowej.

tel. kontaktowy: 530 377 534
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Kontakt dla prasy

tel. kontaktowy: 501 303 351
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

In english

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.