EN/DE/FR УКР/РУС KONTAKT
tik tok

Czas na godne płace! Manifestacja pod Ministerstwem Pracy

DATA: 3 listopada 2025 r. | GODZINA: 14.00 | LOKALIZACJA: Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, ulica Nowogrodzka 5 

Nasz protest to początek walki o zmiany w przepisach regulujących zasady wynagradzania. Domagamy się godnych płac, to znaczy:

  1. Gwarancji, że wynagrodzenie zasadnicze nie będzie mogło być niższe niż płaca minimalna!
  2. Ochrony pracowników i pracownicy przed wzrostem kosztów życia (inflacją) poprzez wprowadzenie obowiązkowych, corocznych negocjacji pracodawców i związków zawodowych ustalających wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w danym zakładzie pracy!
  3. Przyznania wszystkim pracownikom i pracownicom prawa do dodatku stażowego (za wysługę lat), który jest wynagrodzeniem za nabyte doświadczenie!

Powyższe postulaty powstały w toku dyskusji pracowników i pracownic z komisji Inicjatywy Pracowniczej działających w różnych zakładach pracy — niezależnie od tego, czy były to firmy prywatne, czy instytucje publiczne, małe czy duże zakłady pracy, placówki podległe rządowi czy samorządowi — wszędzie powtarzał się ten sam problem: całkowita swoboda pracodawców w zakresie przyznawania (lub nie) podwyżek.

DLACZEGO?
W latach najwyższej inflacji (2021-2023) nie wszyscy i wszystkie z nas otrzymali podwyżki, które zrekompensowały wzrost kosztów życia. W wielu zakładach pracy (zwłaszcza prywatnych) pojawia się też problem rażącej niesprawiedliwości płacowej — nowo zatrudniani pracownicy otrzymują takie samo wynagrodzenie jak osoby mające po kilka lub kilkanaście lat stażu pracy. Co więcej, w niektórych miejscach pracy nadal wynagrodzenia zasadnicze wielu pracowników i pracownicy pozostają niższe od płacy minimalnej i muszą być do niej „wyrównywane” za pomocą premii regulaminowych. Czas skończyć z tymi patologiami. Samo podwyższanie wynagrodzenia minimalnego to za mało, jeśli nie idzie z nim pracowniczy wpływ na zasady wynagradzania. Teraz zamierzamy ten wpływ odzyskać.

Pamiętaj: bez walki i mobilizacji nie mamy co liczyć na to, że zmiana nastąpi „sama z siebie”. W ostatnich latach różne rządy obiecywały nam już realizację tych postulatów, ale do tej pory nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nadszedł czas, aby się o nie upomnieć na ulicach, podczas protestów i strajków. Wesprzyj naszą mobilizację i zawalczmy o godne płace!

Zaangażuj się w przygotowania i stwórz z nami transparenty 26 października. Dowiedz się więcej na wydarzeniu na Facebooku.

Odwiedź nas: wschod.ozzip.pl.

Czytaj dalej...

40 dni studenckiej okupacji w związkowych barwach

Tekst jest częścią 63 numeru biuletynu Inicjatywy Pracowniczej.

Na Uniwersytecie Warszawskim od 23 maja do 2 lipca (!) trwał studencki strajk okupacyjny. Była to trzecia akcja tego rodzaju zorganizowana przez studentki i studentów zrzeszonych w Inicjatywie.

Ten rok akademicki przebiegł na UW pod znakiem kampanii na rzecz publicznych stołówek. Postulat dostępu do tanich posiłków przygotowanych przez publiczny podmiot nie jest niczym przełomowym — studiujący domagają się rozwiązania, które funkcjonowało przed laty na polskich uczelniach i które zostało stopniowo zlikwidowane w ciągu transformacji ustrojowej w ramach polityki zaciskania pasa. Kilka dekad po rozpoczęciu projektu państwa minimum sama sugestia, że uczelnie mogłyby pełnić również funkcję socjalną, wywołuje panikę wśród panującej nad dominującym przekazem współczesnej inteligencji. 

Student w związku zawodowym?

Uniwersytet nie był w ciągu roku akademickiego otwarty na rozmowy w sprawie stołówek; milczał nawet po złożeniu listu otwartego z podpisami ponad 1300 osób. W związku z tym po miesiącach akcji informacyjnych, listów otwartych, apeli, plakatów, banerów, darmowych obiadów, wydawania niezależnej prasy studenckiej i dziesiątków spotkań w końcu zapadła decyzja o okupacji budynku Zarządu Samorządu Studentów — sprzyjającej rektorowi, tekturowej instytucji. Adresatem postulatów nie była jedynie uczelnia — protestujący zwrócili się prosto do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego podkreślając, że sprawa publicznych stołówek dotyczy całej Polski i że jedyną opcją są szersze rozwiązania systemowe, takie jak fundusz stołówkowy. Poza tym wnieśli na poziom ministerialny żądanie zaprzestania represji wobec działaczy studenckich z Uniwersytetu Jagiellońskiego i udzielenia dotacji na remont krakowskiego akademika Kamionka. I tak oto tuż po godzinie 19.00 23 maja z okien auli zwróconej ku Krakowskiemu Przedmieściu zawisł baner z napisem: „Żądamy publicznych stołówek”, a niedługo po nim: „Wycofać zarzuty studentom UJ”. W pierwszych dniach okupacji władze rektorskie zapowiadały negocjacje ze zrzeszonymi w związku studiującymi, jednak szybko wycofały się ze swoich pierwotnych deklaracji, przyjmując strategię milczenia.

O publiczne stołówki studentki i studenci zrzeszeni w Inicjatywie walczą już nie od wczoraj i nie tylko na Uniwersytecie Warszawskim. Prowadzone przez nich kampanie wskazują na największe zaniedbania polskiego szkolnictwa wyższego, czyli infrastrukturę socjalną. Wykorzystywane przez studiujących metody zaczerpnięte z tradycji ruchu pracowniczego są odpowiedzią na pogarszające się warunki materialno-bytowe młodych, którzy podejmują się nauki i pracy zarobkowej. Ten stan rzeczy — brak miejsc w akademikach, zastąpienie stołówek drogimi knajpami, nieadekwatne wsparcie materialne — uniemożliwia studiowanie osobom spoza największych miast w Polsce, dla których przetrwanie w miejskiej dżungli staje się wyzwaniem nie do pokonania. Intensywne spory toczone od paru lat na uniwersytetach przez Inicjatywę wzniosły te zagadnienia z poziomu indywidualnego wstydu na starcie ze zgniłym systemem. Żądanie tanich i zdrowych posiłków oraz wsparcia materialnego stało się uniwersalne wśród społeczności studenckiej, a temat zaplecza socjalnego polskich uczelni zawitał na stałe na ustach dziennikarzy. Zrzeszeni w związku studiujący wskrzesili też dawno zapomnianą metodę walki, jaką są okupacje. Pierwszy raz sięgnęli po nią w grudniu 2023 r. w celu zatrzymania sprzedaży poznańskiego akademika Jowita, a niespełna pół roku później powtórzyli ten sam chwyt w krakowskiej Kamionce

Dwie instytucje, jeden spór 

Po trwających ponad dwa tygodnie negocjacjach z wrogimi władzami, strajkującym udało się wyszarpać korzystne porozumienie kończące strajk. W dokumencie władze przyznają, że akademiki i stołówki stanowią kluczowy element zaplecza socjalnego uczelni, zapowiadają zwiększenie liczby miejsc w akademikach (wycofując się tym samym ze swojego twierdzenia, że rozbudowa bazy noclegowej jest zbędna), zapewnienie godnych warunków pracy w lokalach gastronomicznych na terenie uniwersytetu, gwarancję przystępności cenowej posiłków oraz skorzystanie z ministerialnego programu dofinansowania stołówek w celu otwarcia zarządzanych przez uczelnię lokali. Za największe zwycięstwo strajku należy jednak uznać pozycję, jaką Inicjatywa Pracownicza wywalczyła na uczelni. 

Niespodzianką tej okupacji okazało się Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Początkowo zapraszało ono do udziału w dyskusjach, panelach i konferencjach, próbując zastąpić negocjacje strajkowe na dywagacje i rozmowy.  Mimo to, dzięki swojemu uporowi, 12 czerwca w MNiSW strajkujący podpisali porozumienie, w którym przedstawicielstwo Ministerstwa m.in. zobowiązało się do opracowania do końca 2025 roku programu finansowania stołówek na uczelniach, co było najważniejszym postulatem okupacji. Poza tym wiceministra Zioło-Pużuk zobowiązała się do zwrócenia się do Uniwersytetu Jagiellońskiego w sprawie remontu Kamionki. Realizacja ustaleń będzie kontrolowana przez — również wpisane w porozumienie — cykliczne spotkania strony związkowej z ministerstwem. Na takich spotkaniach podejmowana będzie też kwestia represji na UJ wraz z rozwojem sprawy i kolejnymi przesłuchaniami. Same zawieszenia w prawach studenta zostały cofnięte przez władze krakowskiego uniwersytetu w trakcie trwania okupacji. Uznanie studentek i studentów zrzeszonych w związkach zawodowych na poziomie państwowym jest bezprecedensowe. Wypracowana przez ruch studencki pozycja to wynik skutecznej samoorganizacji. Okupacja UW spełniła swoją rolę jako narzędzie politycznego nacisku. Przeprowadzenie równolegle sporu z dwiema tak silnymi instytucjami i skoordynowanie efektów w taki sposób, by się uzupełniały.

Perspektywy 

Osiadanie na laurach nie jest w stylu czarno-czerwonych studiujących. W sierpniu odbył się VI Zjazd Młodzieży w Ruchu Pracowniczym, podczas którego koordynacja młodzieżowa Inicjatywy z całego kraju dzieliła się doświadczeniami i wiedzą, dyskutowała o strategii i tworzyła plany na najbliższe miesiące. Latem ukazał się szósty numer „Alarmu Studenckiego”, a już teraz trwają prace nad wydaniem siódmej odsłony o podtytule „Studencki Wyzysk”, skupionej na studenckiej pracy i realiach pracowniczych na zdestandaryzowanym rynku. Rozkład jazdy jest znany — usłyszycie o nas jeszcze nie raz.

 

Dowiedz się więcej na stronie mlodzi.ozzip.pl wybierając kategorię Okupacja lub czytając gazetę strajkową, którą znajdziesz po kliknięciu w zakładkę Publikacje.

 

Gabriela Wilczyńska

Czytaj dalej...

Rosnący dług publiczny i wojna. Polska bez „800 plus”?

  • Dział: Gospodarka

W ostatnich tygodniach podniosło się larum wokół wysokości polskiego długu publicznego. Chodzi o to, jak duże jest zadłużenie budżetu centralnego i samorządowych w stosunku do PKB. Konstytucyjnie obowiązuje limit 60%. Obecnie prognozuje się, że ten pułap zostanie poważnie przekroczony w 2026 roku.

Czytaj dalej...

Zakończyć kryzys w krakowskim Schronisku dla zwierząt! Petycja do Prezydenta Krakowa

Podpisz petycję i wesprzyj walkę pracowników Schroniska o godne życie dla nas i dla naszych podopiecznych: www.idz.do/petycja-schronisko

 

Jako pracownicy, wolontariusze, darczyńcy i mieszkańcy Krakowa wyrażamy pełne poparcie dla postulatów związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza działającego w miejskim Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie:

  • podwyżki płac o 1200 zł netto,
  • dostosowania wymagań pracy do realnych możliwości pracowników.

Zależy nam na godnych warunkach pracy osób opiekujących się zwierzętami oraz na właściwej opiece nad zwierzętami. Niestety, obecna postawa Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami (KTOZ) utrudnia dialog i uniemożliwia skuteczne rozwiązywanie problemów zarówno pracowników, jak i zwierząt przebywających w schronisku.

Schronisko utrzymywane jest przede wszystkim z pieniędzy przekazywanych przez Miasto Kraków, będące właścicielem obiektu. Dlatego apelujemy do władz miasta o wzięcie odpowiedzialności za warunki panujące w Schronisku pod zarządem KTOZ.

Wzywamy Prezydenta Miasta Krakowa do:

  1. Nakazania zarządowi KTOZ spełnienia postulatów pracowników.
  2. Uwzględnienia potrzeb kadrowych schroniska przy określaniu minimalnej liczby etatów w umowie koncesyjnej.
  3. Zabezpieczenia środków na realizację postulatów pracowników w budżecie Miasta Krakowa na 2026 r.

Chcemy dbać o godność ludzi i dobro zwierząt.

 

Podpisz petycję i wesprzyj walkę pracowników Schroniska o godne życie dla nas i dla naszych podopiecznych: www.idz.do/petycja-schronisko

 

Dołącz do nas i śledź naszą walkę na stronie Komisja Zakładowa OZZIP - Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie! Im nas więcej, tym większe szanse na spełnienie naszych żądań!

Kontakt: ozzip@schroniskokrakow.pl | tel. 730 880 457

Czytaj dalej...

Co się dzieje w krakowskim schronisku? Zaniedbania ze strony KTOZ przyczyną wielkiego kryzysu 

O kolejnych kryzysach w Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie opinia publiczna informowana była wielokrotnie. Wystarczy prześledzić archiwalne materiały dostępne w internecie i porównać z bieżącą sytuacją, by uświadomić sobie, że choć minęły lata, problemy nie zniknęły. Pogarszające się warunki zatrudnienia oraz ogólna niewydolność metod zarządzania placówką przez Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami były i są przedmiotem niezadowolenia ze strony pracowników. Mimo wielokrotnych apeli do kierownictwa, zgłaszane problemy były notorycznie ignorowane przez przełożonych.

Wobec ich bierności, dramatycznego niedoboru kadry i pogłębiającego się kryzysu, 29 stycznia 2025 roku powołaliśmy do życia Komitet Założycielski OZZ Inicjatywa Pracownicza. Postanowiliśmy wspólnie zawalczyć o poprawę naszych warunków pracy oraz polepszenie sytuacji zwierząt, które przebywają pod naszą opieką. Niezwłocznie po zawiązaniu Komisji przedstawiliśmy pracodawcy nasze postulaty – była to lista żądań, w których zawarliśmy najbardziej palące potrzeby, takie jak:

  • żądanie podwyżek, 
  • zwiększenie liczby etatów, 
  • sprecyzowanie oczekiwań dotyczących wydajności, 
  • uczciwe wynagradzanie nadgodzin, 
  • przywrócenie dodatków (stażowego oraz za pracę w szczególnych warunkach),
  • likwidację premii uznaniowej (będącej składnikiem wynagrodzenia i często równającej do ustawowej minimalnej pensji), 
  • dodatek za szkolenie nowych pracowników,
  • udział reprezentanta pracowników w spotkaniach zarządu.

W odpowiedzi na nasze postulaty KTOZ zaprzeczył istnieniu opisanych przez nas problemów. Reprezentanta naszego związku zaproszono na jedno spotkanie zarządu oraz zadeklarowano, że o ile w chwili obecnej nie obowiązuje dodatek stażowy, to „po przeanalizowaniu sytuacji finansowej Schroniska, rozważymy ten pomysł”. Na tej deklaracji się skończyło.

Wyczerpałeś limit nadgodzin? Pracuj za darmo!

„Obecnie nie ma takiej sytuacji, aby pracownicy (...) nie mieli wypłacanego wynagrodzenia. Jeżeli ktokolwiek nie otrzymał dodatku, to jedynie w takiej sytuacji, w której nie zgłosiłby kierownictwu, że danego dnia został dłużej i nie wypełniłby dokumentu” – w ten sposób KTOZ odniósł się do naszego postulatu dotyczącego uczciwego wynagradzania nadgodzin. W rzeczywistości wspomniana procedura była wdrażana jedynie w przypadku nadgodzin w dni wolne – zlecone w ten sposób nadgodziny były zapisywane i odpowiednio wynagradzane.

W drodze zapewnienia sobie wynagrodzeń za konieczność zostawania dłużej w pracy, zaczęliśmy wypełniać formularze nadgodzin na konkretne dni – zanegowanie zjawiska przez KTOZ umożliwiło nam ich rozliczanie. W ten sposób udało nam się doprowadzić do właściwego rozliczania nadgodzin – w końcu mieliśmy gwarancję wynagrodzenia za naszą pracę. Prawidłowo zliczane nadgodziny ujawniły jednak kolejną niewygodną prawdę – kilka osób prędko wyczerpało limit nadgodzin na cały rok. Jedna z lekarek została zdjęta z dwóch zmian w grafiku, bo przekraczały one wymiar jej czasu pracy – przez to na jednej ze zmian nie było zatrudnionego lekarza. Sprawy wróciły więc do punktu wyjścia – kto już wyczerpał limit, wciąż zostawał po godzinach, jednak znów za darmo.

Rok przed utworzeniem naszej komisji KTOZ postanowił rozwiązać problem nadgodzin w sposób – w opinii pracowników – nielegalny. Stwierdzono, że płatnych nadgodzin nie będzie, a osoby, które nie są w stanie zrealizować wszystkich zadań podczas ośmiogodzinnej zmiany mają podpisać dokument, w którym oświadczają, że w pracy po godzinach zostają wolontaryjnie. Choć dążymy do zapewnienia naszym zwierzętom najlepszej opieki, żadne z nas nie chce zostawać w pracy dłużej. Wszyscy mamy w domu zwierzęta i rodziny, które czekają na nasz powrót.

Kilkunastu pracowników na 600 zwierząt 

Tymczasem lekarze zatrudnieni w Schronisku regularnie zostają kilka godzin po pracy, by wykonać swoje obowiązki i zapewnić zwierzętom odpowiednią opiekę. To nie są sytuacje marginalne – to nasza codzienność, która trwa od lat. Obecnie w Schronisku przebywa nieco ponad 600 zwierząt. Większość z nich jest chora, wymaga codziennej uwagi i kontroli lekarskiej. Pominięcie podania kolejnej dawki leku lub zastrzyku, czy przeprowadzenia kontrolnych badań zwierzęcia, to prosta droga do pogorszenia się jego stanu a nawet śmierci. Dlatego, choć popołudniowa zmiana kończy się o godzinie 21, lekarze regularnie zostają w pracy do godziny pierwszej, drugiej a nawet trzeciej w nocy. Choć wielokrotnie sygnalizowali, że przez niedobór kadry zmuszani są pozostawać w pracy po kilka godzin dłużej, ich apele były ignorowane lub komentowane: "to proszę wyjść”. Codziennie stawiani jesteśmy więc przed wyborem – pracować za darmo poza określonymi godzinami pracy czy narazić zwierzęta na utratę zdrowia lub śmierć?

W trakcie zmiany wydajemy też zwierzęta właścicielskie, po które zgłaszają się ludzie, którym zaginęły. Co chwilę przyjmujemy również nowe zwierzęta, które do Schroniska przywożą mieszkańcy Krakowa, inspektorzy KTOZ oraz kierowca interwencyjny Schroniska. Gdy przyjeżdża do nas zwierzę po wypadku lub w ciężkim stanie, zatrzymujemy wykonywanie innych obowiązków i udzielamy mu pomocy. W drodze ratowania zwierzęcia, musimy z wielką ostrożnością wykonać szereg działań: założyć wenflon, podać leki przeciwbólowe, pobrać krew, zrobić USG i RTG, wstępnie zdiagnozować problem oraz ulokować zwierzę w Schronisku. W placówce jednak stale brakuje miejsc dla zwierząt. Dlatego do powyższych zadań, często dochodzi nam obowiązek wygospodarowania miejsca w szpitalu. Jeżeli stan zwierzęcia jest zbyt ciężki, by nocowało bez opieki w schronisku, tworzymy stosowny wypis i wysyłamy zwierzę do lecznicy zewnętrznej. Na każdej zmianie zdarzają się sytuacje, które wymagają natychmiastowej interwencji lekarza i pielęgniarzy. Pracujemy na najwyższych obrotach, jednak po ośmiu godzinach pracy pozostają nam jeszcze wyniki badań do interpretacji, dokumenty, które niezwłocznie trzeba wprowadzić do systemu oraz narastająca kolejka zwierząt oczekujących pod drzwiami ambulatorium.

Przychodzimy do pracy chorzy, aby naszej pracy nie musieli wykonywać inni pracownicy. W ambulatorium presja jest największa. Jeśli do pracy nie przyjdzie lekarz, na zmianie pozostaje sam technik. Bardzo często pracownicy, którzy w trakcie pracy zostali ugryzieni przez zwierzę, po pracy idą na SOR zszyć ranę, a następnie – zamiast udać się na przysługujące im L4 – przychodzą do pracy.

Wreszcie: śmierć zwierząt, której świadkami jesteśmy niemal codziennie. Odchodzenie tych, których otaczaliśmy opieką i troską. To wielki ból, z którym musimy mierzyć się na co dzień – ukryte koszta, o których mało się mówi, a które to czynią ten zawód wyjątkowo obciążającym psychicznie.

Jako pracownicy nie mamy udziału w konsultacjach i procesach decyzyjnych dotyczących funkcjonowania Schroniska. W traktowaniu nas przez Zarząd i kierownictwo mieszają się dwa porządki. Jeden schemat zakłada spełnianie wszystkich poleceń przełożonych i nie pozostawia przestrzeni na jakikolwiek głos sprzeciwu ani dyskusji. Równocześnie w większości sytuacji losowych, obarczani jesteśmy winą i odpowiedzialnością za te obszary pracy, w których w rzeczywistości nie mamy żadnej sprawczości.

Zastraszanie pracowników

W ostatnim wywiadzie z prasą prawnik KTOZ Piotr Rachwał, komentował, że nigdy nie dotarły do niego żadne skargi o mobbing. Tymczasem sytuacje celowego upokarzania pracowników niestety miały miejsce niejednokrotnie. Obrazuje je choćby incydent z udziałem śp. prezes Jadwigi Osuch, kiedy to kazała wycierać ręcznikami do sucha zewnętrzne psie wybiegi w deszczowy dzień. Komu mielibyśmy zgłosić takie wydarzenie, skoro od osoby, która tą sytuację spowodowała, zależało czy będziemy dalej pracować, czy zostaniemy zwolnieni lub pozbawieni premii? Dobrze znana jest historia zatrudnionej na stanowisku dyżurnej koleżanki, która w skutek odmowy przyjęcia do Schroniska zwierzęcia z innego miasta (do tego jesteśmy zobowiązani umową z miastem Kraków) została ukarana przymusową zmianą stanowiska, choć postąpiła zgodnie z obowiązującymi wytycznymi. Ostatecznie spowodowało to odejście tej osoby z pracy.

Jesteśmy wykończeni. Mamy dość. Chcemy nieść pomoc zwierzętom w potrzebie, jednak przez złe warunki pracy, ze schroniska odchodzi coraz więcej wartościowych osób. W ostatnim czasie, w wyniku przeciążenia psychicznego i fizycznego, z pracy zrezygnowały wieloletnia lekarka i bardzo zaangażowana pielęgniarz zwierząt. Wiemy, że obsada niebawem straci kolejnych pracowników, którzy już złożyli lub zamierzają złożyć wypowiedzenie. Równocześnie prowadzona rekrutacja nie przynosi właściwych rezultatów – trudno się dziwić, skoro za tak ciężką pracę przysługuje nam tak niskie wynagrodzenie. 

Część z nas wciąż chce pozostać w pracy i walczyć o polepszenie naszych warunków pracy oraz sytuacji zwierząt, pozostających pod naszą opieką. Coraz bardziej zaczynamy się jednak obawiać odwetu ze strony KTOZ za nasze działania na rzecz walki o godne życie. Wiele osób niepokoi się o kończące się niebawem umowy o pracę na czas określony – co jeżeli nie zostaną one przedłużone by ukarać aktywniejszych członków związku i zniechęcić pozostałych do działania? Pracownicy boją się represji i kar, wciąż mając w pamięci jeszcze nie tak dawne zwolnienia z powodu "utraty zaufania”. 

8 października, na pierwszym spotkaniu w ramach sporu zbiorowego, także starano się nas zastraszyć. Odmawiając dyskusji na temat drugiego postulatu, zarząd starał się zmusić nas do podpisania protokołu rozbieżności. Podano, że jeśli nie podpiszemy protokołu, „sprawa zostanie przekazana do Ministerstwa Pracy”. Podczas spotkania Katarzyna Turzańska, skarbnik KTOZ, starała się również zakazać publikowania w internecie informacji o zarządzaniu schroniskiem przez stowarzyszenie. Zagroziła, że jeśli nie przestaniemy mówić o warunkach naszej pracy, stowarzyszenie straci wpływy z 1,5% podatku, wobec czego: „nie będziemy mieć z czego dokładać, więc przyjdzie taki moment, że Państwo w ogóle wynagrodzeń nie dostaniecie”.

Jednak liczby mówią same za siebie: w 2024 rok miasto przeznaczyło 4,6 miliona złotych na program opieki nad zwierzętami realizowany w naszym schronisku (w 2025 aż 8,2 miliona złotych!). Podczas rokowań podano, że w 2024 roku KTOZ dopłacił do miejskich pieniędzy na utrzymanie schroniska 2 miliony złotych. Równocześnie w tym samym roku otrzymał z samych wpływów z 1,5% podatku aż 6,9 miliona złotych!

Na rokowaniach podano również, że miesięczna wartość kosztów, jakie wiązałyby się ze spełnieniem naszego pierwszego postulatu 1200 zł podwyżki wynosi 129 tysięcy złotych. Podano, że stowarzyszenie nie dysponuje takimi środkami. Na co, jeśli nie na nasze wynagrodzenia, KTOZ zamierza wydać pozostałe pięć milionów złotych z 1,5% podatku z zeszłego roku? To my na co dzień opiekujemy się zwierzętami – razem zawalczmy o to, aby przekierować wypracowane przez nas pieniądze do naszych kieszeni! 

Podwyższyć wynagrodzenia i zmniejszyć oczekiwania dotyczące wydajności!

Chcemy dalej opiekować się zwierzętami, jednak do prawidłowej realizacji naszych zadań potrzebujemy być lepiej wynagradzani oraz zmniejszyć oczekiwania dotyczące naszej wydajności – właśnie dlatego wypowiedzieliśmy spór zbiorowy. Czy KTOZ spełni nasze żądania i zacznie prawidłowo zarządzać placówką? 

Dołącz do nas i śledź naszą walkę na stronie Komisja Zakładowa OZZIP - Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie! Im nas więcej, tym większe szanse na spełnienie naszych żądań!

Kontakt: ozzip@schroniskokrakow.pl | tel. 730 880 457 | drugastronasmyczy.pl

Czytaj dalej...

„Przyjdzie taki moment, że Państwo w ogóle wynagrodzeń nie dostaniecie” – pierwsze rokowania w krakowskim Schronisku

W środę 8 października odbyliśmy pierwsze rokowania z Krakowskim Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami, które zarządza Schroniskiem dla zwierząt w Krakowie. Po stronie KTOZ na spotkaniu było obecnych dziesięć osób. Oprócz zarządu i pracowników biura, reprezentacja KTOZ objęła także Barbarę Woszczyk, która przedstawiła się jako „radca prawny, mediator z listy Ministerstwa” oraz Katarzynę Miłek – „adwokat, mediator z listy Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej”. Wystawienie tak dużej reprezentacji KTOZ miało na celu zagłuszyć głosy związku – przez całe spotkanie starano się nas zakrzyczeć. Stowarzyszenie odmówiło wyznaczenia liczby reprezentantów odpowiadającej liczebności reprezentacji związku, co odebraliśmy jako brak woli do negocjacji w dobrej wierze.

W spór wkroczyliśmy z dwoma postulatami: 1. Podwyżki o 1200 zł netto dla wszystkich pracowników; oraz 2. Dostosowania oczekiwań w zakresie wydajności i jakości pracy do możliwości pracowników. W kwestii pierwszego postulatu, KTOZ zaproponował nam maksymalnie 200 złotych podwyżki. Związek nie przyjął propozycji – to nie byłyby realne podwyżki, a waloryzacja pensji o wskaźnik inflacji. 

Następnie przeszliśmy do omówienia postulatu dotyczącego wydajności. KTOZ odmówił dyskusji, utrzymując, że chęć doprecyzowania przez nas maksymalnych norm odbiera jako zmianę żądania. Zarząd stowarzyszenia zaczął naciskać na podpisanie przez nas protokołu rozbieżności z pominięciem dyskusji na temat drugiego postulatu. Choć utrzymywaliśmy, że jesteśmy gotowi negocjować w dobrej wierze, starano się nas zastraszyć: usłyszeliśmy, że jeśli nie podpiszemy protokołu, sprawa zostanie zgłoszona do Ministerstwa Pracy. 

Odmówiliśmy podpisania protokołu rozbieżności i jako związek wyszliśmy z biura KTOZ, nie ustalając daty kolejnego spotkania. Powiedzmy to wyraźnie: zarząd nie wykazuje gotowości do realnego dialogu.

Podczas spotkania Katarzyna Turzańska, skarbnik KTOZ, starała się zakazać publikowania w internecie informacji o zarządzaniu schroniskiem przez stowarzyszenie. Zagroziła, że jeśli nie przestaniemy mówić o warunkach naszej pracy, stowarzyszenie straci wpływy z 1,5% podatku, wobec czego: „nie będziemy mieć z czego dokładać, więc przyjdzie taki moment, że Państwo w ogóle wynagrodzeń nie dostaniecie”.

Jednak liczby mówią same za siebie: na 2024 rok miasto przeznaczyło 4,6 miliona złotych na program opieki nad zwierzętami realizowany w naszym schronisku (na 2025 aż 8,2 miliona złotych!). Podczas rokowań podano, że w 2024 roku KTOZ dopłacił do miejskich pieniędzy na utrzymanie schroniska 2 miliony złotych. Równocześnie w tym samym roku otrzymał z samych wpływów z 1,5% podatku aż 6,9 miliona złotych. 

Na rokowaniach podano również, że miesięczna wartość kosztów, jakie wiązałyby się ze spełnieniem naszego pierwszego postulatu 1200 zł podwyżki wynosi 129 tysięcy złotych. Podano, że stowarzyszenie nie dysponuje takimi środkami. Na co, jeśli nie na nasze wynagrodzenia, KTOZ zamierza wydać pozostałe pięć milionów złotych z 1,5% podatku z zeszłego roku? To my na co dzień opiekujemy się zwierzętami – razem zawalczmy o to, aby przekierować wypracowane przez nas pieniądze do naszych kieszeni! 

Czy KTOZ wykaże gotowość do negocjacji w dobrej wierze? Czy członkowie zarządu zaprzestaną prób zastraszania pracowników za otwarte mówienie o naszych warunkach pracy?

Dołącz do nas i śledź naszą walkę na stronie Komisja Zakładowa OZZIP - Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie! Im nas więcej, tym większe szanse na spełnienie naszych żądań!

Kontakt: ozzip@schroniskokrakow.pl | tel. 730 880 457 | drugastronasmyczy.pl

Czytaj dalej...

Petycja w sprawie odwołania Dyrektor Polskiego Teatru Tańca

Artyści-Tancerze Polskiego Teatru Tańca oraz członkowie OZZ Inicjatywa Pracownicza spotkali się pod Urzędem Marszałkowskim w Poznaniu, by zaprotestować i złożyć petycję (z ponad 1600 podpisami) w sprawie odwołania dyrektor Iwony Pasińskiej oraz ogłoszenie otwartego konkursu na to stanowisko. Marszałek województwa wielkopolskiego przedłużył jej kadencję o kolejne pięć lat, czemu artyści sprzeciwili się 9 października 2025 r.

Czytaj dalej...

List protestacyjny pracowników i pracownic kultury gdańskiej

  • Dział: Pomorskie

Na ostatniej sesji Rady Miasta została podjęta UCHWAŁA NR XVIII/387/25 w sprawie zamiaru połączenia samorządowych instytucji kultury — Gdańskiej Galerii Miejskiej oraz Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia. Jako pracownice i pracownicy obydwu instytucji sprzeciwiamy się temu zamiarowi.

Uważamy, że:

- Raport Strategia dla muzeum sztuki współczesnej w Gdańsku w kontekście lokalnej sceny sztuki i założeń dokumentu „Gdańsk 2030 Plus”, który został przedstawiony jako podstawa połączenia, jest nierzetelny, nieaktualny i w żadnym miejscu nie rozważa wariantu połączenia CSW ŁAŹNIA i GGM. Urząd Miasta powołuje się na inne dokumenty, które nie zostały udostępnione pracownikom, przez co zaburza transparentność podejmowanej decyzji. Oczekujemy, że Urząd Miasta przedstawi inne dokumenty stanowiące podstawę połączenia;

- Decyzja została podjęta odgórnie, bez faktycznych konsultacji z pracownikami, związkami zawodowymi  i stroną społeczną w atmosferze dezinformacji. Informacja o planach połączenia dotarła do większości pracowników obydwu instytucji poprzez artykuł na trojmiasto.pl;

- Wynikająca z połączenia restrukturyzacja budzi obawy o dalsze zatrudnienie i jego warunki, szczególnie wśród pracowników na umowach okresowych i zlecenie;

- Nieprzedstawienie jasnej koncepcji nowej instytucji wraz z planem finansowym, pomimo docelowego połączenia 1 lutego 2026 r., wprowadza wątpliwości w kwestii uzyskania oszczędności czy lepszego gospodarowania środkami publicznymi po fuzji. Dotychczasowe spotkania z przedstawicielkami BPK mnożą wątpliwości o funkcjonowanie placówki, realizację celów statutowych oraz koszty połączenia (utrata zaufania w lokalnym, polskim oraz międzynarodowym środowisku artystycznym, dezorientacja publiczności, możliwość aplikowania o dotację na działalność, koszt rebrandingu, itp.);

 

Oczekujemy wycofania się z decyzji o połączeniu i odniesienia się do:

- protestu gdańskich artystów i ich pytań zadanych przez Dorotę Nieznalską na 18. sesji Rady Miasta w dniu 28.08.2025 r.;

- Stanowiska Zarządu AICA ws. planów połączenia GGM i CSW Łaźnia z dnia 26.08.2025r.  (https://aica.org.pl/.../uploads/2025/09/AICA_GGM_Laznia.pdf);

- Listu otwartego Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej z dnia 27.08.2025 r. (https://www.facebook.com/share/p/1SMk41rFy8/);

- Listu otwartego Małgorzaty Kaźmierczak i Jarosława Suchana z dnia 23.09.2025r.  (https://www.facebook.com/share/1FyN4fGrxq/).

- Listu otwartego Stowarzyszenia Guntera Grassa w Gdańsku (https://www.facebook.com/share/p/1CwEsQJVBL/).

Aktualna sytuacja powoduje stres, który jest wbrew wartościom promowanym przez instytucje kultury. Informacje dostępne w przestrzeni publicznej podważają także zaufanie naszych odbiorców, wpływając negatywnie na wizerunek obydwu instytucji. Jako pracownicy mamy świadomość potrzeby zmian, jednak w naszym odczuciu połączenie dwóch różnych instytucji z własną tożsamością i różnym programem artystycznym, nie jest rozwiązaniem, które wzmocni promocje, frekwencję oraz zarządzanie i system pracy. Jesteśmy otwarci na dyskusje dotyczące naszych instytucji. Uważamy jednak, że powinny być one włączające, transparentne i otwarte na wszystkie osoby korzystające lub funkcjonujące w polu kultury.

 

Podpisano,

Pracownicy GGM i CSW Łaźnia

Komisja Zakładowa OZZIP przy CSW Łaźnia

Komisja Międzyzakładowa OZZIP przy IKM, Klubie Żak, Teatrze Miniatura

 

Śledź stronę na Facebooku: Sprzeciw wobec fuzji CSW Łaźnia i GGM.

Czytaj dalej...

Nasze schronisko to nie prywatny folwark zwierzęcy dyrekcji! Komisja w Schronisku dla zwierząt w Krakowie wypowiada spór zbiorowy

Jesteśmy pracownikami i pracownicami Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie. Nasza praca to nie tylko opieka nad zwierzętami, ale codzienne mierzenie się z dramatami istot, które zostały porzucone, skrzywdzone lub zapomniane. Karmimy, leczymy, sprzątamy, otaczamy troską i zapewniamy naszym zwierzętom godne życie. My także zasługujemy na godne warunki życia, dlatego powołaliśmy zakładową komisję OZZ Inicjatywa Pracownicza. Jesteśmy przeciążeni pracą, która nie jest wystarczająco wynagradzana. Zrzeszamy się, ponieważ wierzymy, że troska o zwierzęta musi iść w parze z troską o ludzi, którzy się nimi opiekują. 

W piątek 19 września złożyliśmy dyrekcji pismo wypowiadające spór zbiorowy, który rozpocznie się, jeśli dyrekcja nie spełni naszych postulatów:

  1. Podwyżki 1200 zł netto dla wszystkich pracowników;
  2. Określenia minimalnej liczby etatów niezbędnej do funkcjonowania schroniska.

Naszym celem są realne propracownicze zmiany w funkcjonowaniu schroniska, które zapewnią:

  • Godne wynagrodzenia — adekwatne do zakresu obowiązków, wiedzy i doświadczenia.
  • Zatrudnienie większej liczby pracowników, ograniczenie nadgodzin i zagwarantowanie bezpieczeństwa fizycznego oraz psychicznego pracownikom.
  • Transparentność i współdecydowanie — chcemy mieć realny wpływ na decyzje dotyczące organizacji pracy i dobrostanu zwierząt.

Działamy oddolnie, transparentnie i solidarnie. Nasza komisja związkowa to odpowiedź na wieloletnie ignorowanie naszych głosów, przemilczanie problemów i unikanie dialogu przez zarząd KTOZ. 

Dołącz do nas i śledź naszą walkę na stronie Komisja Zakładowa OZZIP - Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Krakowie! Im nas więcej, tym większe szanse na spełnienie naszych żądań!


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. | tel. 730 880 457 | drugastronasmyczy.pl

Czytaj dalej...

Szkolimy się: sprawozdanie ze szkoleń z PIP

W dniach 17-18 lipca 2025 r. pracownicy Ośrodka Szkolenia Państwowej Inspekcji Pracy im. Profesora Jana Rosnera we Wrocławiu poprowadzili szkolenie dla działaczy i działaczek Inicjatywy Pracowniczej.

Szkolenie dotyczyło wybranych zagadnień z zakresu prawa pracy oraz bezpieczeństwa i higieny pracy, w tym m.in. urlopów, zwolnienia z tytułu siły wyższej, wnioskowania o tzw. bezpieczniejsze warunki zatrudnienia, zagadnień z zakresu czasu pracy i ustalania harmonogramów, zlecania pracy w godzinach nadliczbowych. Druga połowa szkolenia była poświęcona zadaniom i uprawnieniom społecznego inspektora pracy. Poruszono zagadnienia dotyczące metodyki pracy SIP i jego statusu prawnego, a także od strony bardziej praktycznej, udziału SIP w komisji BHP i w postępowaniu powypadkowym oraz formułowaniu zaleceń i uwag, jak też współpracy z Państwową Inspekcją Pracy.

W szkoleniu uczestniczyło 59 przedstawicieli i przedstawicielek komisji zakładowych i międzyzakładowych naszego związku, część stacjonarnie na terenie Ośrodka PIP we Wrocławiu, a część zdalnie.

Szkolenie zostało zlecone przez Głównego Inspektora Pracy na wniosek Inicjatywy Pracowniczej. Liczymy na kontynuację współpracy z PIP w zakresie szkoleń!

Czytaj dalej...

Nie dla rasizmu! Solidarność pracownicza ponad granicami

16 sierpnia ulicami Poznania przeszła demonstracja „Poznań dla wszystkich! Dość rasizmu! Migranci mile widziani!”. Wydarzenie było efektem współpracy środowisk lewicowych działających w Poznaniu: Inicjatywy Pracowniczej, Wildy Panny, Kolektywu Bojka, Jedzenie Zamiast Bomb Poznań, Refugees Emergency, SJP Poznań oraz Dissidents BY. Głównym celem marszu było okazanie naszej solidarności z migrantkami i migrantami, którzy obecnie stali się ofiarami medialnej nagonki prawicy. Demonstracja stanowiła swoistą odpowiedź na marsze antymigranckie, które rozlały się po Polsce wskutek narastającego konfliktu na zachodniej granicy z Niemcami. Głównymi organizatorami przemarszów straszących nas „zalewem nielegalnych migrantów” były skrajnie prawicowe organizacje oraz partie polityczne na czele z Konfederacją. Część liberalnych kręgów z lękiem w oczach głowiła się, jak to możliwe, że na ulicach polskich miast wybrzmiały otwarcie rasistowskie i faszystowskie hasła. Jednocześnie zapomnieli, że sami przyłożyli cegiełkę do fabrykowania zgody na antymigranckie nastroje, m.in. milcząc na temat doniesień o kolejnych zgonach na granicy polsko-białoruskiej.

Ataki na migrantki i migrantów oraz patrole obywatelskie są efektem retoryki, jaką karmiono nas od lat. Zarówno politycy PiS-u jak i Koalicji Obywatelskiej wykorzystują strach przed „obcymi” w celu zbijania kapitału politycznego. W tym miejscu warto przypomnieć, że jednym z głównych postulatów podczas kampanii prezydenckiej „progresywnego”, pro-europejskiego kandydata Rafała Trzaskowskiego było obcięcie świadczeń socjalnych dla obywateli i obywatelek Ukrainy. Politycy Platformy Obywatelskiej, czyli specjaliści od dogadzania interesom przedsiębiorców, niedawno namaścili Rafała Brzoskę, który oburzał się, że migrantów trzeba zatrudniać na umowach o pracę — tak jakby stabilne zatrudnienie miałoby być zarezerwowane tylko dla „naszych” (chociaż i w tym przypadku nie jest to normą!). Nie ma żadnej wątpliwości, że obecna scena polityczna brunatnieje i znamy przypadki z historii, w których wielki biznes temu sprzyjał. To w jego interesie jest ciągłe obniżanie kosztów pracy. Przedsiębiorcy pokroju Brzoski, ramię w ramię z Tuskami, Kaczyńskimi i Balcerowiczami — z władzą, która od lat gardzi pracownikami i nie waha się krzywdzić ludzi dla zysku — najbardziej korzystają na podsycaniu antymigranckich nastrojów.

W dyskusji o migracji w Polsce mamy do czynienia z migrantem Schrödingera, który nie pracuje, żyje na socjalu, a jednocześnie zabiera Polakom pracę. Fakty mówią jednak jasno: migranci są aktywną grupą zawodową, jednocześnie są najbardziej narażeni na nadużycia ze strony pracodawców. Ekonomiczni liberałowie, czyli władza od ponad 30 lat rządząca w Polsce, coraz chętniej wykorzystuje ich bezbronność w celu zapewnienia sobie taniej siły roboczej. Nie obchodzi ich, że migranci zasilają najbardziej sprekaryzowane sektory naszej gospodarki (budownictwo, gastronomia, hotelarstwo, prace na platformach, czy przemysł mięsny), w których pracują bez umowy lub na śmieciowych kontraktach, ponad ustawowe normy wysiłku fizycznego z brakiem zachowania zasad BHP. Nagminne jest również odbieranie paszportów i szantażowanie deportacją, sabotując tym samym jakąkolwiek inicjatywę związkową. Strach przed utratą pracy wymusza godzenie się na pracę za grosze w nieludzkich warunkach. Takie obozy pracy znajdują się często w małych miejscowościach, w których migranci krążą między sklepem, hotelem robotniczym i pracą, wyalienowani, pozbawieni możliwości integracji, czy perspektyw jakiegokolwiek rozwoju.

My, Inicjatywa Pracownicza, zrzeszająca także migrantów, nie możemy stać obojętnie. Walka o prawa pracownicze, godna praca i godna płaca nie może być zarezerwowana i ograniczona tylko dla Polaków. Nie pozwólmy sobie wmówić, że winę za deregulację i patologię na rynku pracy ponoszą migranci. Są to wieloletnie zaniedbania rządów zarówno PIS-u jak i neoliberałów z KO wyznających kapitalistyczną ideologię. Jako ludzie utrzymujący się z pracy mamy wspólny interes: jest nim walka z wyzyskiem i zawłaszczeniem naszej pracy. Nie ma żadnego znaczenia, skąd pochodzimy — prawdziwym zagrożeniem jest uśmiechnięty pan w garniturze wysiadający z limuzyny.

Obserwuj Poznańskie Koło Młodych Inicjatywy Pracowniczej.

Jakub Straszewski

Czytaj dalej...

Z czym się wiąże praca w kurierce? Spotkanie w Trójmieście

Już 10 września w Gdańsku odbędzie się organizowane przez grupę Zentrale oraz Trójmiejskie Koło Młodych Inicjatywy Pracowniczej spotkanie poświęcone warunkom pracy dostawców pracujących pod szyldem takich marek jak Glovo, Wolt, Pyszne.pl oraz innych im podobnych. A w jakich warunkach pracują współcześnie Dostawcy?

Wydawałoby się, że dostawcy pracują dla Platform, lecz proces się komplikuje. Platforma, w dużym skrócie, jest rozległą aplikacją internetową, stworzoną (i ciągle zmienianą) przez dużą międzynarodową firmę o ogromnym kapitale. Platforma jest centralnym układem, który daje możliwość sprzedawcom oferować swój towar, klientom pozwala wybierać i zamawiać produkty sprzedawców, a sama w sobie koordynuje procesem dostawy.

Platformy nie zatrudniają dostawców bezpośrednio, lecz wyręczają się Partnerami Flotowymi. Partnerzy Flotowi zarządzają lokalnie pracą kurierów, a właściwie zapewniają im warunki do pracy: rejestrują dostawców, mogą (wcale nie muszą) zapewnić im sprzęt czy ubezpieczenie. Partnerzy Flotowi nie są jednak jednostką bezpośrednio nadzorującą pracę dostawcy. Dostawca zderza się ze ścianą: pracuje dla Partnera Flotowego, lecz jego pracą koordynuje Platforma, której siedziba znajduje się najprawdopodobniej tysiące kilometrów dalej.

W procesie koordynacji pojawia się miejsce dla Algorytmu. Algorytm  jest złożonym programem komputerowym, który posiada instrukcje w milionach wariantów: jeśli zdarzy się, to zrób to, a potem to. Ale jeśli się zdarzy tamto, to zrób to, ale nie rób tego. Algorytm zarządza kontaktami między klientem a Platformą, jak również „podrzuca” klientom najkorzystniejsze dla Platformy oferty (czytaj: te z największą pobieraną prowizją). Władza Algorytmu wykracza jednak znacznie ponad zachłanną sugestywność: Algorytm zaczyna panować nad pracą dostawców. Algorytm dyktuje trasy przejazdów, wskazuje zamówienia do odbioru, dobiera grafik pracy i przydziela wynagrodzenie. Algorytm rządzi, Algorytm daje, Algorytm zabiera.

  • Jak dokładnie Algorytm uderza w pracę oraz zarobki dostawców?
  • Jak Partnerzy Flotowi wykorzystują antypracownicze prawo?
  • Gdzie szukać rozwiązania problemów? 

Odpowiedzi na te, oraz wiele innych pytań, poszukiwać można 10 września, w Domu Sąsiedzkim „W Pałacu”, w Gdańskim Wrzeszczu, od godziny 17.30

Wydarzenie na Facebooku znajdziecie TUTAJ.

Czytaj dalej...

6 Socjalny Kongres Kobiet: zapowiedź

3-5 PAŹDZIERNIKA, POZNAŃ!

Już po raz szósty spotkamy się, by wspólnie rozmawiać, planować i działać – jako pracownice, lokatorki, opiekunki, matki, niezależnie od wieku, miejsca zamieszkania czy zawodu. Kongres to przestrzeń dla tych, które mają dość wyzysku, drożyzny, niepewnego zatrudnienia i ignorowania naszych potrzeb przez polityków i szefów.

ZAPISY TUTAJ.

W tym roku chcemy skupić się na opracowaniu konkretnych projektów zmian zwiększających nasz wpływ na organizację pracy w zakładach. Zamierzamy zaplanować dalsze działania i całoroczną aktywność SKK, którą będziemy wspólnie wdrażać do następnego Kongresu. Zastanowimy się też, jak przeciwdziałać ciągłemu uniewidacznianiu pracy kobiet – tej płatnej i tej, którą wykonujemy za darmo. Chcemy połączyć feministyczne walki, które dotyczą zdrowia — wyzysku ciała, wyniszczenia przez warunki mieszkaniowe oraz ograniczonych praw reprodukcyjnych.

Poruszymy kwestie związane z postępującą militaryzacją i jej wpływem na nasze życie oraz zmiany sytuacji kobiet w sektorze publicznym. Na Kongresie będą obecne migrantki z Polski i zagranicy, które podzielą się swoimi doświadczeniami. Łączy nas wspólna walka z niewidoczną i nisko płatną pracą w globalnych sieciach wyzysku, która może nabrać siły dzięki współpracy i solidarności ponad granicami.

Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

Facebook Socjalnego Kongresu Kobiet: kliknij TUTAJ.

Czytaj dalej...

Sprawozdanie z VI Zjazdu Młodzieży w Ruchu Pracowniczym

Sprawozdanie pierwotnie ukazało się na stronie struktur młodzieżowych Inicjatywy.

W dniach 23-24 sierpnia w Warszawie odbył się VI Zjazd Młodzieży w Ruchu Pracowniczym. To już szósta edycja wydarzenia, która rozpoczęła się jako seria kameralnych wykładów zorganizowana dla zainteresowanych działalnością związkową osób, w wyniku której rozpoczął się intensywny proces samoorganizacji najmłodszych na rynku pracy. Z czasem charakter Zjazdów ewoluował, dyktowany bieżącą działalnością kół, zapotrzebowaniem i wizjami na przyszłość. Zaczęto kłaść nacisk na praktyczne umiejętności (np. napisanie i złożenie ulotki, negocjacje) oraz ustrukturyzowanie własnej linii politycznej, dyskusję o problemach (destandaryzacja zatrudnienia, zaniedbane zaplecze socjalne uczelni) i — co za tym idzie — formułowanie konkretnych postulatów. Ta edycja wydarzenia miała na celu podjęcie tematu przyszłości ruchu i strategii działania związku oraz wzajemne podzielenie się wiedzą i umiejętnościami w zakresie agitacji związkowej, formowania narracji medialnych, skutecznego rozwijania struktur oraz tworzenia komunikatów zewnętrznych i wewnętrznych.

Strategie i taktyki

Wśród najmłodszego pokolenia związkowców i związkowczyń często powtarzane jest, że Inicjatywa uczy. W ten weekend wskazano, co w praktyce oznacza to dla zrzeszonych: odwaga, cierpliwość, umiejętność argumentowania swoich przekonań, improwizacja, a przede wszystkim wytrwałość. Związek pokazuje, jak wiele osiągnąć można, współpracując z ludźmi, z którymi dzieli się interesy, wytwarzając poczucie odpowiedzialności wobec siebie i grupy. To kontrast wobec indywidualistycznej, kapitalistycznej codzienności. Przygotowanie do działalności związkowej również jest najczęściej wskazywaną wartością, jednak kwestia ta nie jest tak czarno-biała. Młodzi związkowcy i związkowczynie podzielili się swoim spojrzeniem na związek i ich rolę w nim. Podkreślano, że mimo wiązania swojej przyszłości ze związkiem zawodowym, trudność sprawia faktyczne zwizualizowanie sobie jej. Świadomość, że era etatów na całe życie dawno dobiegła końca, stawia wszystkich przed poważnym pytaniem: na ile skuteczne są obecne modele zrzeszania się i w jaki sposób możemy się organizować na śmieciówkach, w agencjach, na umowach czasowych? 

Związkowa działalność studencka okazuje się tu być bardzo cennym doświadczeniem. Niczym obcym czy zastraszającym jest kiwanie palcem przez władze rektorskie: „działacie nielegalnie, to wychodzi poza ustawę”. Można dostrzec tu analogię do szefostwa, które nie uznaje działalności organizacji związkowej ponadzakładowej — branżowej — w celu zmniejszenia naszej siły przetargowej. To strategia leżąca u podstaw Inicjatywy Pracowniczej: jeden, duży związek — wielobranżowy, skupiający różne środowiska wokół tych samych celów, postaw i idei. W przyszłości taka forma działalności może być jedyną (i zarazem odważną) opcją samoorganizacji dla sprekaryzowanych pracowników i pracownic. Związki muszą natychmiastowo wyjść poza model walki o tych w najstabilniejszej pozycji i wkraczać śmiało tam, gdzie wyzwań jest nieskończenie wiele, warunki pracy tragiczne, a pensje upokarzające. W przeciwnym razie mogą faktycznie stać się reliktem przeszłości.

Przedyskutowano też trwającą reorganizację związku i zapowiedziano prace przygotowawcze przed XIV Krajowym Zjazdem Delegatek i Delegatów.

Deklaracja ideowa i jesienne plany

Uczestniczki i uczestnicy mieli możliwość rozmowy na temat stworzenia Deklaracji ideowej, dzięki której utrwalone zostanie to, co struktury wypracowały w praktyce. Ma ona potencjał stać się podstawą budowania naszej tożsamości oraz poczucia przynależności do organizacji, ale też wizytówki. Fundamentem pozostaje dokument Nasza strategia działania, a opisane w nim taktyki i wartości pozostają dla koordynacji młodzieżowej nadrzędne. Deklaracja zawrzeć ma takie kwestie jak niezależność od struktur uczelni, prekaryzacja i destandaryzacja zatrudnienia, komercjalizacja edukacji, sylwetkę młodego pracownika/pracownicy oraz strategie walki.

Omówiono też planowane na następne miesiące działania, a dalsze dyskusje zapowiedziano na wrześniowe spotkanie ogólnopolskie w Toruniu.

Agitacja, narracja, media i rozwój struktur

Nieustannie szlifowane są także praktyczne umiejętności. Warte odnotowania jest, że warsztaty prowadzone są przez rówieśników i rówieśniczki ze związku — wiedza nie musi być przekazywana przez starszych czy utytułowanych. Świadomy działacz/działaczka wie, ile może się nauczyć od osób, u których boku na co dzień walczy i że nigdy nie jest „zbyt dobry” na poszerzenie swoich perspektyw czy zyskanie nowych kompetencji. W tym roku skupiono się na agitacji związkowej, kreowaniu narracji oraz skutecznym rozwijaniu struktur. Do ich przygotowania wykorzystano zebrane i stworzone przez koła w trakcie działalności materiały — wytworzona przez działaczy i działaczki wiedza musi zostać nie tylko utrwalona i zinstytucjonalizowana, ale też przekazana dalej i doszlifowana. Priorytetem Inicjatywy na najbliższe miesiące jest rozwój struktur w miejscach, gdzie działała mniej prężnie. Dlatego podstawą do tegorocznej pracy w grupach był warsztat, podczas którego zmieszane komisje wykonywały ćwiczenia wpisujące się w związkową codzienność, takie jak tworzenie komunikatów wewnętrznych, treści ulotki, czy protokołowanie zebrań. Panele te i warsztaty były niemal całkowicie prowadzone przez osoby, które wcześniej nie miały okazji w ten sposób udzielać się na Zjeździe.

Podsumowanie

Tegoroczne największe spotkanie kół młodych Inicjatywy Pracowniczej zebrało więcej uczestniczek i uczestników niż w poprzednim roku. Obecnie organizacja znajduje się w kluczowym momencie — po hucznych sukcesach i rozgłosie kluczem do zbudowania trwałych, samoorganizujących się struktur jest zadbanie o braki, które wyszły na wierzch podczas intensywnych działań, zinstytucjonalizowanie wiedzy zdobytej na bazie toczonych walk i zapewnienie, żeby grono bojowych działaczek i działaczy rosło w siłę. 

Jesień zapowiada się pod znakiem zintensyfikowanego sporu o publiczne stołówki i nacisku na sfinalizowanie projektu rządowego funduszu stołówkowego. Wewnątrz organizacji siły przerobowe zwracają się w stronę tematu praktyk i staży (o czym niedługo dowiecie się więcej), a wydawany przez nas Alarm Studencki ewoluuje — do gry wchodzi podział gazety na tematyczne działy: feminizm, prawo, satyra. 

Wiele pozostaje do zrobienia — nieraz można wręcz odnieść wrażenie, powtarzając tę frazę co roku, że ta wielość się mnoży. Każdy rok działalności uczy nas identyfikowania roli ruchu i związku oraz nieużywanych dotąd narzędzi. Nic nie byłoby większą porażką, niż stanie w miejscu. 

Organizujmy się i walczmy. Wstąp w szeregi Inicjatywy Pracowniczej.


Wydarzenie zostało zorganizowanie (poza składkami członkowskimi) dzięki wsparciu Fundacji im. Róży Luksemburg — Przedstawicielstwo w Polsce.

Czytaj dalej...

Jak zakończył się strajk w Jeremias? Podsumowanie

  • Dział: Informacje

Po 42 dniach zakończył się strajk w fabryce systemów kominowych Jeremias. Osiągnięto porozumienie, które przewiduje łącznie 700 brutto (do styczniowej kwoty 300 zł zarząd dodał 400 zł), 20 minut przerwy i korzystniejszy okres rozliczenia nadgodzin: wszystkie soboty poza jedną w miesiącu rozliczane jako nadgodziny, a nie jak wcześniej darmowe.

Fabryka Jeremiasa w Gnieźnie jest częścią międzynarodowego koncernu, w którym kluczową rolę odgrywa niemiecka spółka Jeremias Abgastechnik GMBH. W pięcioosobowym zarządzie polskiej spółki-córki zasiada trzech niemieckich członków tej międzynarodowej grupy. 

Wybuch strajku poprzedzony był ponad ośmioma miesiącami negocjacji prowadzonych w ramach procedury sporu zbiorowego. Jak doszło do sporu zbiorowego?

Komisja Inicjatywy Pracowniczej w Jeremias powstała w lutym 2021 r. Przystąpiło do niej od razu dużo pracowników, dzięki czemu komisja natychmiast zaczęła prężne działania, które wkrótce przerodziły się w pierwszy spór zbiorowy. W listopadzie 2021 r. udało się dojść do porozumienia z zarządem. Wywalczono wtedy: (1) od 240 do 500 zł podwyżki zależnie od wysokości pensji (najwięcej dla najniżej zarabiających), (2) ujednolicony i uproszczony system premii, (3) skrócenie czasu „przetrzymywania” pracowników w agencjach pracy tymczasowej do maksymalnie 12 miesięcy, (4) coroczne świadczenia urlopowe w wysokości 1000 zł, (5) korzystne zasady otrzymywania dni wolnych. 

Po sporze w 2021 zarząd Jeremias deklarował wolę dialogu z załogą, w celu zajęcia się zgłaszanymi problemami. Dialog okazał się jednak pozorowany. Nowa dyrekcja wprowadziła wyższe normy i nie waloryzowała pensji. Zignorowano petycję większości załogi o skrócenie rocznego okresu rozliczeniowego, który zmusza do pracy w soboty bez dodatkowego wynagrodzenia. W efekcie 3 października 2024 r. komisja naszego związku weszła w spór zbiorowy. W sporze ze strony Komisji Krajowej załogę reprezentowała w sporze Marta Rozmysłowicz i Bartosz Kurzyca.

W reakcji na spór dyrekcja firmy zaczęła organizować cykliczne obowiązkowe zebrania na hali ze wszystkimi pracownikami, głosząc, że spór jest nielegalny(!). Ponadto na masówkach dyrektorzy przedstawiali kryzysową wizję firmy, udowadniali, że kondycja finansowa w Jeremias jest zła i wobec tego postulatów Inicjatywy Pracowniczej spełnić nie można. Zdaniem związku dane przedstawiane przez polski oddział korporacji są niewiarygodne, ponieważ transferuje ona zyski do Niemiec. Jak wynika ze sprawozdań finansowych Jeremias, o ile spółka zależna w Gnieźnie notuje zyski bliskie zeru, spółka-matka międzynarodowego koncernu osiągnęła w ostatnim roku sprawozdawczym rekordowy zysk netto, czterokrotnie go zwiększając w ciągu niecałej dekady. Za dużą część tego zysku odpowiadają pracownicy z Polski. Koszty pracy w naszym kraju są trzykrotnie niższe niż w Niemczech. Innymi słowy, jeden pracownik z Polski wytwarza firmom tyle zysku co trzech niemieckich. Polska spółka-córka czerpie też dochody z ogromnej pomocy publicznej: zatrudnia więźniów opłacanych przez państwo oraz wytwarza część materiałów w dwóch halach produkcyjnych w pobliskim zakładzie karnym w Gębarzewie, zbudowanych za państwowe pieniądze odebrane z wypłat pracujących skazańców. Zarząd wypłaca sobie też coraz wyższe wynagrodzenia, sięgające łącznie 1,8 miliona złotych w rzekomo kryzysowym 2024 roku.

Ostatecznie zarząd odmówił spełnienia żądań wysuniętych przez OZZ Inicjatywa Pracownicza i odpowiedziała na nie represjami: zakazał rozdawania ulotek, zasypywał związkowców bezpodstawnymi pismami-straszakami, rozprowadzał anonimowo petycję pracowniczą z „poparciem dyrekcji” wymierzoną w związek. Co istotne, podczas sporu zwolniono dwóch działaczy Inicjatywy Pracowniczej: lakiernika Dariusza Modrzejewskiego i spawacza Mariusza Piotrowskiego. Przyczyną zwolnienia obu związkowców było m.in. ujawnienie nieprawidłowości w zakresie BHP. Zwolnienia działaczy w trakcie sporu zbiorowego miały też na celu zastraszenie ogółu załogi. O roli kancelarii prawnych zwalczających związki zawodowe pisaliśmy obszernie we wcześniejszych materiałach na temat sporu zbiorowego i strajku w Jeremias na stronie internetowej ozzip.pl.

Jeszcze przed rozpoczęciem strajku Zespołowi ds. Prawnych OZZ Inicjatywa Pracownicza udało się uzyskać postanowienie sądowe nakazujące niezwłoczne dopuszczenie do pracy Mariusza Piotrowskiego, który oprócz działalności w prezydium komisji IP, pełnił także funkcję zakładowego Społecznego Inspektora Pracy. Dyrekcja zdecydowała się jednak zignorować orzeczenie sądu i nie wpuściła Mariusza na teren zakładu. 

Mimo represji, w zorganizowanym w maju br. referendum strajkowym udział wzięło 67% zatrudnionych, z których stanowcza większość (72,3%) opowiedziała się za rozpoczęciem akcji strajkowej. Tak jak na poprzednich etapach sporu zbiorowego, przez cały czas strajku kierownictwo Jeremiasa próbowało złamać załogę, nieustannie powtarzając, że spór zbiorowy jest nielegalny, strasząc podjęciem działań wobec biorących w nim udział, szykanując związek i odmawiając podjęcia rozmów. Poza zignorowaniem postanowienia sądu w sprawie Mariusza Piotrowskiego dyrekcja podjęła także próbę izolacji strajkujących od reszty załogi za pomocą specjalnie w tym celu wybudowanego ogrodzenia. Presja ta nie złamała jednak pracowników i pracownic. Większa część zatrudnionych na produkcji konsekwentnie odmawiała podjęcia pracy. Utrudnienia ze strony firmy istotnie przedłużyły strajk, jednak ostatecznie zarząd złamał się pod jego skutkami. Po sześciu tygodniach, 14 lipca podpisano porozumienie.

Przez cały czas strajku organizowane były wiece, akcje protestacyjne i blokady dostaw pod zakładem pracy. Strajkujący wraz z delegacją Komisji Krajowej sprowokowali także organizację nadzwyczajnej sesji rady miasta Gniezna poświęconej ściśle sytuacji w Jeremias. Temat strajku był również dwukrotnie przedmiotem dyskusji w sejmie RP ze strony posłów Lewicy i Razem. Ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zgłosiła do prokuratury podejrzenie popełnienia przestępstwa utrudniania sporu zbiorowego przez Jeremias.

Cała Polska za strajkiem

Strajkujących na miejscu stale wspierały struktury Inicjatywy Pracowniczej oraz organizacje społeczne zrzeszone wraz z komisją Jeremias w Koordynacji Solidarności i Walk: szpital UAM, Amazon, Volkswagen, Fiege Zalando, Auchan, Orlen Serwis, Poznańskie Koło Młodych Inicjatywy Pracowniczej, stowarzyszenie Czerwoni, grupy lokatorskie z Osiedla Maltańskiego i Osiedla Przyjaźń czy centra społeczne Syrena i Przychodnia. Na wiecach poparcia w Gnieźnie pojawiły się też delegacje innych struktur i koordynacji Inicjatywy Pracowniczej z całego kraju oraz grup sympatyzujących ze strajkiem. Walkę załogi Jeremias wsparły także inne związki zawodowe, w tym m.in. górnicy ze Śląska zrzeszeni w WZZ Sierpień 80. i członkowie OPZZ Konfederacja Pracy z zakładów Solaris Bus & Coach oraz Paroc, gdzie wcześniej udało się przeprowadzić zwycięskie strajki o podwyżki. W akcjach pod Jeremias brał też udział związek Zjednoczeni oraz Ad Rem zrzeszający pracowników sądownictwa. 

Strajk w Jeremias istotnie wzmocniła zbiórka pieniędzy na fundusz strajkowy. Finansowego wsparcia dla strajkujących udzieliło łącznie ponad 1300 organizacji i osób prywatnych. Fundusz strajkowy zasiliły także zaprzyjaźnione związki z całej Europy, w tym szwedzki SAC, włoski ADL Cobas, niemiecki FAU, francuski SUD Solidaires czy hiszpańskie CGT i CNT. Zbiórka publiczna i związkowy fundusz strajkowy pozwolił na wypłatę 200 złotych za każdy dzień strajku dla wszystkich jego uczestników.

Strajk przeciwko niemocy państwa

42 dni strajku w Jeremias ujawniły fundamentalne sprzeczności naszego państwa. Dziś, 36 lat po zmianie ustroju, możliwej tylko dzięki masowym protestom i strajkom pracowniczym, polskie państwo nie może wymóc, aby pracodawcy przestrzegali prawa pracy i prawa do strajku. Prezesi firm otwarcie mówią państwowym inspektorom pracy, że zapłacą kary, ale prawa przestrzegać nie będą. Prawnicy kierownictwa Jeremias negowali ekspertyzy ministerstwa pracy i odmawiali posłom prawa do interwencji poselskiej na terenie zakładu. Polskie państwo przyzwala także, aby firmy wliczały w koszty działalności gospodarczej wydatki na zwalczanie protestów pracowników i łamanie prawa. To samo państwo wszyscy dźwigamy na naszych barkach ciężką, nisko opłacaną pracą i finansujemy podatkami, których płacenia unikają zarządy wielu firm. 

Sukces strajku jest tym większy, że pracodawcy stale ośmieszają polskie państwo. Dlatego koalicja organizacji, które wspierały zwycięski strajk, pragnie na jego fali zmienić przepisy na poziomie krajowym. Domagamy się od posłów i ministrów, aby podjęli następujące działania: 

  1. Uzależnić wysokość kary za łamanie prawa pracy od przychodów, jakie notuje firma. Kary rzędu 2 500, zł tylko zachęcają pracodawców do bezprawia. Jeśli prezesi zakładu uporczywie łamią prawa pracownicze, zwalczają związki zawodowe, utrudniają spory zbiorowe, kary muszą być odpowiednio wyższe — aż do zawieszenia działalności zakładu. Tylko adekwatne kary sprawią, że prezesi firm będą szanować prawo pracy.
  1. Dać narzędzia wymierzania odpowiednio wysokich kar za łamanie prawa w ręce samych pracowników — Społecznym Inspektorom Pracy.
  1. Zakazać ulg podatkowych za usługi prawne zwalczające pracowników i związki zawodowe, na wzór projektu uchwały kongresu USA „No Tax Breaks For Union Busting Act”.

Apelujemy do innych związków zawodowych i sympatyzujących organizacji o poparcie naszych postulatów do władz RP. 

Jarosław Urbański, Bartosz Kurzyca

Czytaj dalej...

Kącik działaczki: „Jest nas za mało”

Częsty scenariusz: za dużo związkowej pracy do wykonania i za mało osób, które ją wykonują. Takie sytuacje stanowią realny problem, którego skutki są poważne.

Przeciążenie pracą naraża nas na wypalenie. Możemy czuć się przytłoczeni, mieć trudności z ustalaniem priorytetów, odczuwać brak satysfakcji, a nawet podejmować złe decyzje — wszystko dlatego, że jesteśmy zbyt zajęci, by wdrażać nowe pomysły innych. Co najważniejsze, taki układ marnuje inteligencję, kreatywność i energię, które mogliby wnieść inni członkowie i członkinie.

Niestety, najczęstsze „rozwiązania” rzadko przynoszą efekty.

  • Łapanie pierwszej lepszej osoby i błaganie jej, żeby przejęła jakieś zadanie
  • Strofowanie członków: „Nie obwiniajcie związku, jeśli coś nie jest zrobione. Jeśli więcej osób się nie angażuje, to czego się spodziewacie?”
  • Publikowanie ogólnych apeli w biuletynie związkowym: „Zaangażuj się! Dołącz do komisji!”
  • Dorzucanie kolejnego zadania komuś, kto nie potrafi odmówić.

Zamiast tego rozważ zmianę sposobu, w jaki prosisz innych o włączenie się do działania. Niektórzy z twoich kolegów i koleżanek mogą czekać na okazję, by zaangażować się w coś ważnego — ale mogą sobie z tego nie zdawać sprawy, dopóki ich do tego nie zaprosisz. Sporządź listę osób, które chciałbyś/chciałabyś zobaczyć w bardziej aktywnej roli, i spróbuj następujących metod:

Zaproś, zamiast przydzielać zadania. Nie traktujmy naszych kolegów i koleżanek tak, jak traktują nas szefowie. Zachęć towarzystwo z pracy do wspólnego zastanowienia się nad tym, co związek robi lub mógłby robić.

Podążaj śladem ludzi. Najlepiej po prostu zapytać, co według nich jest ważne. Gdzie, ich zdaniem, związek zawodzi? Co robi dobrze? Czym się interesują? Zapytaj, w czym są dobrzy, co sprawia im przyjemność, czego chcieliby się nauczyć. Może jest coś, co ich intryguje, ale też trochę onieśmiela — i spróbowaliby tego, gdyby mogli postawić pewne warunki. Na przykład: „Zorganizuję spotkanie w swoim dziale, ale tylko jeśli pójdziesz tam ze mną”. Zadawaj pytania, aż znajdziesz tę iskrę.

Twórz zadania na podstawie tego, co ludzie chcą robić. Być może masz wrażenie, że jest cała lista rzeczy, które muszą zostać zrobione — ale spójrz na nią świeżym okiem. Być może są inne sposoby, by osiągnąć cel, albo nowe pomysły, które pojawią się w rozmowie z „potencjalnym” działaczem. Dobry lider tworzy plan, który odzwierciedla pomysły członków i pomaga im rozwinąć skrzydła.

Wnoś godność i troskę do wspólnej pracy. Doceniaj każdy wkład członka i członkini, nawet jeśli tobie wydaje się niewielki.

Zaproponuj osobę do współpracy. Dla kogoś, kto po raz pierwszy angażuje się w działalność związkową, ogromną pomocą będzie osoba, do której można się zwrócić z pytaniami i po wsparcie.

Oddaj kontrolę. Skoro robiłeś/aś do tej pory tak wiele, mogłeś/aś przyzwyczaić się do bycia osobą „od związkowych spraw”. Kiedy inni zaczynają działać, zrób dla nich miejsce, ustępując krok w tył.

ROZŁÓŻ POWITALNY DYWAN 

Zamiast skupiać się wyłącznie na rekrutowaniu pojedynczych osób, zastanów się, czy możesz stworzyć przyjazne przestrzenie do wspólnego działania. Jeden ze związków, którego członkowie i członkinie się do mnie zwrócili, przez wiele lat funkcjonował pod fatalnym kierownictwem. Z czasem cała praca spadła na jedną osobę – przewodniczącego – któremu ten układ całkowicie odpowiadał. Niewielka grupa niezadowolonych członków chciała zmienić związek. Chcieli zaangażować innych, ale… nie było do czego ich zaprosić — brakowało zebrań członkowskich, komisji, kampanii, a nawet biuletynu czy tablicy ogłoszeń. Nie udało im się też uzyskać listy członków związku od defensywnie nastawionego przewodniczącego. W związku z tym sami zdobyli listę wszystkich pracowników i pracownic i postanowili porozmawiać z jak największą liczbą osób — niezależnie od tego, czy należą do związku, czy nie, jaką mają funkcję i gdzie pracują. Zdecydowali, że nie będą (jeszcze!) namawiać nikogo do wstąpienia do organizacji. Ich celem było zrozumienie, z jakimi problemami zmagają się ludzie w pracy i co sądzą o związku. Chcieli stworzyć przyjazne, niezobowiązujące doświadczenie — i zobaczyć, czy ktoś na to odpowie.

Po kilku tygodniach indywidualnych rozmów — i wciąż bez zgody przewodniczącego — postanowili zorganizować spotkanie, które nazwali „Zgromadzeniem Pracowniczym”. Każdy mógł na nie przyjść, podzielić się swoimi doświadczeniami i posłuchać innych. Jasno zaznaczyli, że nie jest to żadne „spotkanie związkowe” i nie będzie na nim żadnych oficjalnych procedur. Spotkanie okazało się żywe i pełne szacunku — a przede wszystkim przyciągnęło ludzi. Pracownicy i pracownice, którzy wcześniej nigdy nie pojawili się w żadnej związkowej przestrzeni, przyszli zarówno na to zgromadzenie, jak i na kolejne. Z biegiem czasu część osób zaczęła się interesować tym, jak można zacząć działać, by rozwiązywać omawiane przez nich problemy.

Pierwotna grupa inicjatywna zaczęła się rozrastać, możliwy stał się podział obowiązków, a co za tym idzie — planowanie bardziej ambitnych działań. Świeżo upieczeni członkowie i członkinie rozpoczęli wydawanie biuletynu, pomagali innym rozwiązywać problemy w pracy, część włączyła się w przygotowania do sporu zbiorowego, do którego prawo zostało wtedy dopiero co przywrócone po 40 latach. Z tej rosnącej grupy zaangażowanych osób wyłoniło się grono działaczy i działaczek, które przejęło kierownictwo związku.

Systematyczne działania na rzecz odnajdywania i angażowania nowych członków i członkiń nadal przynoszą efekty. Nowe osoby zostały wybrane na przedstawicieli pracowniczych, a liczba członków stale się powiększała. Podjęto też inne ważne dla społeczności sprawy, które mają wpływ na życie zawodowe, m.in. przemoc, problemy mieszkaniowe czy korupcja.

ZAMIEŃ REKRUTACJĘ W DZIAŁANIE ZESPOŁOWE 

A co zrobić, gdy trzeba obsadzić konkretne stanowisko? Słyszałam raz o związku w zakładzie pracy o wysokiej rotacji, który miał dokładnie taki problem. Wielu pracowników i pracownic nie wytrzymywało tam dłużej niż kilka miesięcy. Funkcje związkowe często pozostawały nieobsadzone, a niezbędna praca kumulowała się na barkach pozostałych. Jakby tego było mało, gdy zbliżały się negocjacje, jeden ze współprzewodniczących niespodziewanie musiał zrezygnować z powodów osobistych. Współprzewodnicząca związku musiała szybko znaleźć zastępstwo, ale wszyscy aktywni w związku byli już przeciążeni. Co robić w takiej sytuacji?

Na następnym posiedzeniu prezydium współprzewodnicząca poprosiła wszystkich o zapisanie cech i umiejętności, które — według niech — powinna posiadać osoba pełniąca tę funkcję. Omówili swoje propozycje i ustalili wspólną listę. Następnie rozdała arkusz kalkulacyjny z nazwiskami wszystkich członków i członkiń, którzy w ciągu ostatnich kilku lat w jakikolwiek sposób angażowali się w działalność związkową — reprezentowali ich przed pracodawcą, udzielali się w zespołach zadaniowych, uczestniczyli w mobilizacjach, udzielali się na zebraniach, czy nawet piekli ciasta.

Poprosiła członków i członkinie prezydium o przeanalizowanie listy zebranych wspólnie cech i arkuszu. Każda osoba spełniająca kryteria została następnie wpisana jako potencjalny kandydat/kandydatka. Wiceprzewodnicząca zachęcała, żeby nie wykluczać nikogo z góry, nawet w dobrej woli — „wiem, że jest bardzo zajęta” — a nawet do rozważenia własnej kandydatury.

Ćwiczenie wyłoniło szerokie grono osób, które w teorii mogłyby objąć tę funkcję oraz pół tuzina czołowych kandydatek i kandydatów, w tym parę osób z prezydium. Nikt nie odmówił rozważenia własnej kandydatury; być może obawiano się nowych obowiązków, ale jednocześnie uczucie wyróżnienia było wystarczająco silne, by podjąć się tego wyzwania. Obecni na zebraniu zgłosili się do kontaktu z pozostałymi kandydatami i kandydatkami.

Desperacja ustąpiła w tym momencie poczuciu pewności. Kolektywny proces miał siłę i wiarygodność o zupełnie innej skali, niż rekrutowanie kogoś na własną rękę przez pełniącą obowiązki współprzewodniczącą.

W kolejnych rozmowach wyłoniła się odpowiednia kandydatka. Objęcie tej funkcji oznaczałoby rezygnację z przewodniczenia ważnego komitetu; nie stanowiło to jednak problemu. Inny z kandydatów okazał się być idealną osobą do przejęcia tej funkcji. Skutkowało to rezygnacją z funkcji przedstawiciela działu, więc zrekrutował na to stanowisko swojego współpracownika. Na oczach wszystkich powstał godny podziwu i sprawiedliwy cykl.

 

Ellen David Friedman jest emerytowaną organizatorką związkową w Vermont NEA oraz członkinią zarządu Labor Notes. Powyższy artykuł to fragment jej powstającej książki o organizowaniu się.

 

Ellen David Friedman, tłum. Jan Jędryka, red. Gabriela Wilczyńska

Czytaj dalej...

„Gdyby nie nasz protest, tych pieniędzy po prostu by nie było”. Podwyżki na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika

Tekst pochodzi z nieukazanego jeszcze 63 numeru biuletynu Inicjatywy Pracowniczej. 

Z Beatą Bielską, działaczką Inicjatywy Pracowniczej na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika, rozmawia Gabriela Wilczyńska.

Ostatnie miesiące intensywnie walczyliście o podwyżki na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Jak to się zaczęło?

Przy okazji poprzednich podwyżek (tych z ministerstwa, przedstawianych jako 30% i 20%) nie udało się wywalczyć niektórych postulatów. Było to jeszcze za poprzednich władz rektorskich. Już wtedy nasza komisja wnioskowała o to, żeby zmienić tabele wynagradzania. Bo tabele wynagradzania są tworzone w taki sposób, że władze po prostu sprawdzają, kto na danym stanowisku zarabia najmniej, kto zarabia najwięcej i tak opisują tabele. Nie ma w nich odniesienia do wymogów związanych z pracą, do obciążenia pracą, ryzyka, wykształcenia, przygotowania zawodowego… Niektórzy, mimo zatrudnienia na tym samym stanowisku, dostają nawet dwa razy większe wynagrodzenie od innych osób. To nie ma uzasadnienia, jeśli weźmiemy pod uwagę, że to jest wynagrodzenie za podstawowe obowiązki pracownicze. To nie są premie czy nagrody, tylko tzw. podstawa. Problem tych kominów płacowych nie został wtedy niestety podjęty, ale zamiast tego władze obiecały, że będą pracować nad tymi tabelami. Mieliśmy to na piśmie, jednak władze zupełnie to zignorowały. 

Czyli to tak naprawdę reakcja na niespełnione obietnice?

Tak. Nasza komisja najpierw podjęła decyzję, że skoro noworoczne podwyżki ogłaszane są jako 5-procentowe, to ta stawka jest na tyle nieduża, że ludzie będą mieli cierpliwość, by walczyć o te podwyżki. Byliśmy też świadomi, że nie możemy ufać władzy i jeśli deklarują nam, że będą nad czymś pracować, to wcale nie znaczy, że to się faktycznie wydarzy. 

Sytuacja była o tyle skomplikowana, że władze UMK dopiero miesiąc po ogłoszeniu przez ministerstwo wielkości subwencji (pod koniec lutego br. - przyp. red.) zwołały pierwsze spotkanie ze wszystkimi związkami zawodowymi — na uczelni jest ich pięć. Następnie te niemrawe spotkania odbywały się mniej więcej raz na miesiąc. 

Jak przebiegał ten proces?

Trwały dyskusje związkowe, dużo pracy w tworzenie propozycji tabel włożyły też osoby z naszej komisji. Na zlecenie poprzednich władz specjalistki i specjaliści z Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania przygotowywali wartościowanie stanowisk pracy. Mówiąc wprost: ludzie włożyli w to dużo pracy. Zależało nam na tym, aby widełki płac nie zależały od czyjegoś widzimisię, tylko były wynikiem profesjonalnej oceny zakresu obowiązków na danych typach stanowisk.

Co poszło nie tak?

Nagle okazało się, że przewodniczący części związków zmienili zdanie. Na spotkaniu negocjacyjnym, które odbyło się pod koniec maja, podpisali przed nami to porozumienie i próbowali na nas wymusić, żebyśmy zrobili to samo. Ta wersja nie zawierała żadnego z naszych postulatów! Likwidacji kominów płacowych, zmiany w widełkach wynagradzania tak, by na siebie nie nachodziły, czy wyłączenia premii regulaminowej z wynagrodzenia zasadniczego… Żadna z tych rzeczy nie została tam zawarta.

W którym momencie zdecydowaliście się na akcję protestacyjną?

Właśnie wtedy. Zaczęło się oczywiście od wymiany różnych pism, spotkań, etc. Tylko że władze po podpisaniu niekorzystnego porozumienia przestały cokolwiek robić — po prostu czekały, aż się ugniemy i je podpiszemy. Doszło nawet do sytuacji, że w połowie czerwca jeden ze związków zwrócił się do władz UMK z prośbą o spotkanie bez Inicjatywy Pracowniczej. Niestety nie była to pierwsza próba wykluczania naszego związku z różnych procesów. My dostaliśmy od prorektora zaproszenie na osobne spotkanie — nie wiem, czy uświadomiono mu, że nie ma prawa pomijać związku. Grożono nam też, że wypłacą podwyżki bez porozumienia tak jak na UWM w Olsztynie.

Następna była petycja…

Tak, jej hasłem przewodnim było: najpierw tabele, potem podwyżki. Postulowałyśmy i postulowaliśmy opracowanie sprawiedliwych tabel wynagrodzeń, likwidacji kominów płacowych oraz regulacji widełek płacowych. Domagałyśmy i domagaliśmy się też wypłaty podwyżek na podstawie wartościowania stanowisk pracy. Bardzo ważne było dla nas to — i nieustannie to podkreślałyśmy — że na tej zmianie zyskają osoby zarabiające najmniej, niedowartościowane w obecnym systemie wynagradzania oraz osoby z bibliotek, na stanowiskach asystenckich, inżynieryjno-technicznych i kobiety.

A kobiety zarabiają mniej od mężczyzn na UMK?

Tak, rozbieżności płciowe są widoczne. Problemem jest, że władze udostępniają nam oficjalne dane w niekorzystny sposób — np. zsumowane wynagrodzenia zasadnicze i te z grantów, niezależnie od naszych wniosków o rozgraniczenie tego. Nie podają też informacji o dodatkach. Ale próbujemy dalej.

A jak na zakładzie odebrano tę petycję? Widziałam w mediach komisji, że było Was pełno na uczelni. 

Ważne było dla nas udostępnianie informacji w mediach społecznościowych równolegle do strony internetowej, żeby dostęp do nich był niezależny od pracodawcy. Powiedziałabym, że mieliśmy poparcie. W pewnym momencie rektor wysłał do wszystkich zatrudnionych mail, sugerując, że nie wypłaci wyrównań od stycznia, co zaniepokoiło ludzi. Był to oczywiście straszak i do niczego takiego nie doszło. 

Organizowaliśmy dyżury związkowe przed rektoratem i biblioteką, każda osoba z prezydium zbierała też podpisy w swojej jednostce. Robiliśmy, co w naszej mocy — uczelnie mają to do siebie, że są bardzo rozproszonym zakładem pracy. Okres sesyjny również stanowił wyzwanie. Mimo tego odbyliśmy mnóstwo rozmów, ludzie interesowali się tematem i zadawali pytania. Część osób sama wydrukowała listy i nam je przyniosła. Na pewno nie każdy rozumiał, o co nam właściwie chodzi i ta akcja ulotkowa pomogła, chociaż różnie z tymi materiałami było. Były takie jednostki, w których dało się je kolportować bezproblemowo, ale np. wiem, że na jednym wydziale dziekan miał pretensje do kierowniczki budynku o to, że wiszą ulotki. Chociaż np. w bibliotece nie był to problem.

Jak doszło do tego spotkania 30 czerwca? Władze same zwróciły się do Was z zaproszeniem? 

Tak, władze się do nas odezwały. Konsultowały z nami możliwe drobne zmiany uwzględniające dodatkowe pieniądze w tym porozumieniu. Wtedy osoby przedstawicielskie z naszej komisji stwierdziły, że najwidoczniej to jest ten moment, w którym już należy się podpisać. W takich chwilach trzeba wziąć pod uwagę nastroje w zakładzie pracy, ilu ludzi jeszcze jest w stanie czekać, no i najzwyczajniej w świecie nasze własne siły. Sama staram się zawsze o tym myśleć jak o części długiego procesu. My też się uczymy tego, co możemy zrobić, co zmienić.Będziemy kontynuować nasze działania, żeby było lepiej, jeśli chodzi o wynagrodzenia na uczelni. 

Czy udało się poprzez te akcje też zachęcić ludzi do wstąpienia do związku?

Tak, zaczęły do nas dołączać nowe osoby. Nie policzyłam dokładnie, ale to kilkanaście, może dwadzieścia parę osób. Biorąc pod uwagę wielkość naszej komisji — mamy na dzień 15 lipca br. 124 osoby — to dużo. Dzięki działaniom władz komisja porządnie urosła. To może się wydawać niedużo, ale według danych z zeszłego roku, które mamy, możliwe, że jesteśmy na drodze do stania się największym związkiem na UMK. Na pewno te różnice w liczebności pomiędzy związkami robią się coraz mniejsze.

A do niedawna byliście najmniejszą komisją, prawda?

Zgadza się. 

Jesteście zadowoleni z tego, jak potoczyła się Wasza akcja i z tych efektów? Podkreślacie, że część rzeczy nie została osiągnięta. No i jak do tego podchodzicie? 

Efekt zasadniczo jest taki, że władze dosypały 5,5 miliona złotych rocznie do wynagrodzeń, do wyrównywania w związku z tymi tabelami, tylko że te pieniądze są uzależnione od tego, co wypracujemy do końca października z innymi związkami. Władze do końca sierpnia mają przesłać nam propozycje tych tabel. Powiedziałabym, że gdyby nie nasz protest, petycja, dyżury, informacje w newsletterze pracowniczym do wszystkich pracowników i pracownic i nasza nieugięta postawa, tych pieniędzy po prostu by nie było. To nie jest gigantyczna kwota na tle wynagrodzeń uczelni, ale alternatywą były same środki z ministerstwa i ani grosza więcej. Niestety nie udało się uzyskać stuprocentowego zobowiązania do pracy nad tymi tabelami. Wiesz, jest to klasyczne „władze będą dążyć do tego, żeby to się wydarzyło”.

Wspomniałaś, że macie newsletter pracowniczy. Macie „dostęp” do wszystkich pracowników i pracownic, nawet niezrzeszonych?

My nie mamy własnego newslettera, ale UMK ma newsletter pracowniczy. Wnioskowaliśmy o umieszczenie tam m.in. informacji o naszych dyżurach. Wrzucano je tam, na samym końcu niestety, ale były. Pojawiały się tam też nasze oficjalne komunikaty. Więc tak to działało. Czyli była nasza strona internetowa, nasz Facebook, który ma już teraz prawie tysiąc osób obserwujących, no i ten newsletter. 

Ciekawe, co mówisz, że te Wasze kanały stały się źródłem informacji. Niedawno rozmawialiśmy w grupie szkoleniowej o tym, jak ważne jest przedstawienie ludziom potencjału tych kanałów i jak bardzo są nam potrzebne — zarówno umożliwiając niezależny przekaz, jak i docieranie do opinii publicznej, co nieraz jest potrzebnym narzędziem politycznym.

Stronę internetową mamy na serwerach pracodawcy i do tej pory nie było żadnych problemów z publikowaniem tam informacji. Ale ten Facebook, jak zły by nie był, nie jest kontrolowany przez pracodawcę po prostu. 

Przejdźmy jeszcze do ogólników: jakie są te główne problemy trapiące pracownice, pracowników uczelni?

Władze próbują rozgrywać różne grupy pracownicze, a my próbujemy mówić o tym, że zmniejszanie nierówności jest korzystne dla wszystkich. Te kominy płacowe — czyli to, że ludzie potrafią zarabiać kilka razy więcej niż inni i że te wysokie wynagrodzenia są w różny sposób poukrywane w formie najróżniejszych dodatków, nagród i tym podobnych — sprawiają, że ciężko nawet czasem dotrzeć do informacji, ile zarabiają  najlepiej zarabiające osoby. 

Na pewno ta cała akcja pokazała, jak bardzo niedowartościowane są pewne grupy pracownicze. Na uczelni mamy bardzo dużo kobiet w kategoriach „stanowisk pomocniczych”. Główną grupą pracowniczą są naukowo-dydaktyczni, którzy nie mogą funkcjonować i pracować bez grup administracyjnych, obsługi, biblioteki itd. I to właśnie w tych pozostałych grupach jest bardzo dużo kobiet, a co za tym idzie: znaczące niedowartościowanie ich pracy oraz niskie wynagrodzenia. 

Opowiedz o codzienności związkowej — jak ona wygląda, z czym to się je?

Na co dzień funkcjonuje przede wszystkim dziewięcioosobowe prezydium, które jest w stałym, intensywnym kontakcie. Nawet wakacje są intensywne. Przy okazji dyżurów okazało się, że ludzie są tak zainteresowani, że rozważamy wprowadzenie ich na stałe. Ludzie chcą się włączyć w nasze działania. Zawsze podkreślaliśmy, że jesteśmy otwarci na propozycje nowych działań i zawsze pojawiały się osoby chcące się tym zająć — np. walką z zakazem włączania klimatyzacji, gdy w biurze jest 30 stopni. Utrudnieniem jest oczywiście to, że jesteśmy rozproszeni i że część osób pracuje zdalnie. Dużą siłą są osoby, które są codziennie w pracy, bo one bez problemu złożą natychmiastowo pismo, zbiorą podpisy, załatwiają takie rzeczy, które są ważne, bo na papierze trzeba różne rzeczy potwierdzić. Sprawiają, że działanie komisji i reagowanie jest szybkie. Uniwersytety są bardzo powolnymi instytucjami, a takie szybkie reagowanie sprawia, że nasza skuteczność rośnie.

Mamy też podział zadań: jest np. osoba odpowiedzialna za kontakt z innymi komisjami czy z Komisją Krajową, za rejestrację osób członkowskich, za składki, za skrzynkę mailową (jest to kluczowa funkcja), za konkretne pisma… W Funduszu Świadczeń Socjalnych jest sporo do zrobienia i tam też komisja może mieć bardzo duży wpływ na sytuację wielu osób. Uczelnia jest strasznie zbiurokratyzowaną organizacją. I naprawdę się strasznie dużo pism konstruuje i wysyła. I wiadomo, kluczową aktywnością jest udział w różnego typu negocjacjach. To doświadczenie wszystkich komisji zakładowych. Uczestniczymy też w różnych komisjach i ciałach — na uczelni specyficzne jest to, że ona jest jednak formalnie instytucją kolegialną, pomimo tego, że rektor ma ogromną władzę. Czyli jest Senat, są rady dyscyplin, różne komisje i w tych wszystkich miejscach są też osoby z naszej komisji, co sprawia, że mają lepszy dostęp do informacji. Według mnie to różnica w stosunku do komisji z sektora prywatnego — możemy być obecne w wielu różnych punktach. 

Posiedzenia tych ciał są bardzo nudne i długie. Wyobrażam sobie, że jeśli to jest czyjś pierwszy kontakt z działalnością związkową, to może to być bardzo zniechęcające. Człowiek nie po to wstępuje do związku, żeby siedzieć na 4-godzinnych posiedzeniach. Można w tym czasie np. być w domu i odsypiać, chociażby, niż siedzieć tam, nie? To zasypywanie całą biurokracją potrafi czasami obezwładnić w ogóle jakiś opór.

Jak zapatrujesz się na współdziałanie z innymi komisjami w branżowej Koordynacji Nauki i Edukacji?

Mam poczucie, że to jest doskonałe źródło informacji. Sprawia, że możemy zobaczyć, o jakie postulaty jeszcze możemy walczyć, gdzie jeszcze można pójść, ale pokazuje też, że już jakaś droga jest za nami. Na przykład o podwyżkach procentowych się u nas nie dyskutuje, tylko się już próbuje iść dalej niż nawet kwotowe. A że są komisje, które mają duże doświadczenie i są świetne w negocjacjach, mają większą siłę przetargową, to idą jeszcze dalej. Stanowią dla nas punkt odniesienia i są świetne porównawczo. Korzystałam ze wsparcia koordynacji przy naszej aktualnej sytuacji, żeby przedyskutować sytuacje innych komisji. Takie coś może być argumentem w dyskusjach, że gdzieś coś jest możliwe, że gdzieś coś zrobiono. Koordynacja może też oficjalnie popierać nasze działania i w ten sposób występować grupowo. Bardzo liczę na to, że koordynacja będzie miała wpływ na pewne sprawy na poziomie ministerialnym, czyli pozwoli nam iść jeszcze dalej. 

Mamy też dobre relacje z lokalnym kołem młodych (Toruńskie Koło Młodych Inicjatywy Pracowniczej), wspieramy nawzajem swoje postulaty i działania. W ogóle uważam, że osoby studenckie są kołem napędowym tych walk na uczelniach. Osobiście myślę, że jako pracownice i pracownicy jesteśmy bardzo zachowawczy i dużo grzeczniejsi. A to, co robią koła młodzieżowe, jest świetne — pokazuje horyzont działań, który jest dużo szerszy niż to, co my robimy.

 

Śledź media komisji na UMK: Facebook oraz stronę internetową!

Czytaj dalej...

Zapomogi wstrzymane! Amazon usuwa związkowców z komisji socjalnej tuż przed posiedzeniem

4 sierpnia otrzymaliśmy pismo, w którym przedstawiciele Amazona – bez podstawy prawnej, wbrew ustawie o zakładowym funduszu świadczeń socjalnych oraz obowiązującemu regulaminowi – poinformowali nas o wykluczeniu dwóch przedstawicieli związków zawodowych z komisji socjalnej. W konsekwencji odwołano także jutrzejsze posiedzenie komisji, na którym miały być rozpatrywane wnioski o zapomogi.

Zarzuty formułowane przez firmę są związane z tym, że nasi przedstawiciele próbowali zweryfikować, czy składane wnioski są rozpatrywane zgodnie z socjalnym celem funduszu oraz czy pomoc materialna trafia do osób rzeczywiście jej potrzebujących. Przypominamy, że wnioski mogą składać pracownicy wszystkich szczebli, podczas gdy fundusz powinien służyć przede wszystkim wyrównywaniu różnic w poziomie życia i wspieraniu pracowników oraz ich rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej.

Nie doszło z naszej strony do żadnego naruszenia przepisów – wręcz przeciwnie, działaliśmy na rzecz przejrzystości i sprawiedliwego przyznawania środków. Co więcej, zgodnie z obowiązującym regulaminem, to związki zawodowe samodzielnie wyznaczają swoich przedstawicieli do komisji. Natomiast art. 27 ust. 2 ustawy o związkach zawodowych, nakazuje pracodawcy uzgadniać przyznawanie świadczeń z ZFŚS z zakładową organizacją związkową. W przeciwnym razie związki mają prawo wystąpić do sądu pracy z roszczeniem o zwrot środków wydatkowanych niezgodnie z przepisami, a na pracodawcę może zostać nałożona kara grzywny do 30 000 zł.

Zamiast merytorycznej rozmowy, po raz trzeci otrzymaliśmy od działu HR decyzję o bezprawnym wykluczeniu naszych przedstawicieli z komisji socjalnej. Traktujemy to jako niedopuszczalną próbę wpływania na jej skład oraz próbę przejęcia przez pracodawcę pełnej kontroli nad rozdziałem środków z funduszu socjalnego.

Domagamy się:
  • natychmiastowego przywrócenia prawidłowego składu komisji socjalnej,
  • wyznaczenia nowego terminu jej posiedzenia,
  • poszanowania przepisów prawa oraz ustawowych uprawnień związków zawodowych. 

Śledź na bieżąco działania komisji Inicjatywy Pracowniczej w Amazon.

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS

OZZ Inicjatywa Pracownicza
Komisja Krajowa

ul. Kościelna 4/1a, 60-538 Poznań
514-252-205
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
REGON: 634611023
NIP: 779-22-38-665

Przystąp do związku

Czy związki zawodowe kojarzą ci się tylko z wielkimi, biurokratycznymi centralami i „etatowymi działaczami”, którzy wchodzą w układy z pracodawcami oraz elitami politycznymi? Nie musi tak być! OZZIP jest związkiem zawodowym, który powstał, aby stworzyć inny model działalności związkowej.

tel. kontaktowy: 514-252-205
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Kontakt dla prasy

tel. kontaktowy: 501 303 351
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

In english

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.